17.09.2024, 20:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2024, 00:06 przez Anthony Shafiq.)
– Zdecydowanie wolę wyobrażenie. Wszak, zawsze będę mógł je skorygować, czyż nie? – zastanawiał się się przez moment, obracając swój "stary" sygnet w palcach. Przez moment poczuł ukłucie niepewności, czy rzeczywiście chce zmieniać materię sygnetu. Taki został dla niego wybrany, taki przypadł do gustu Erikowi. Z drugiej strony, zawsze przy nim mógłby zachowywać stalowy, nieco prymitywny poblask, kiedy w innych okolicznościach stanowiłby ozdobę świadczącą... no właśnie, o czym? Stłamsił uczucia rozkwitające w jego klatce na myśl o symbolice takiego podarku. Stłamsił marzenia, nim te różem pobarwiłyby jego policzki. Nic nie było pewnego. Nie padły między nimi żadne deklaracje, wciąż delikatnie badali nici ich łączące. Czy Erik miałby mu za złe, gdyby zmienił pierścień? Czy uwierzyłby, gdyby Anthony powiedział mu, że taki był od samego początku? Czy w ogóle cokolwiek to dla niego znaczyło. W końcu był Longbottomem, fakt, że Morpheus w ogóle zauważał symbolikę otaczającego go świata wynikał - według Anthony'ego - z jego trzeciego oka, którego jego bratanek był pozbawiony. Stłamsił lęk, że to nic nie znaczy. Stłamsił gorycz myśli, że Erik mógłby już nawet nie pamiętać tego zakupu. Mógłby nie zauważyć czegoś, co dla Anthony'ego było aż nazbyt oczywiste.
Był doskonałym aktorem. Odłożył myśli o tym na później. Odłożył na kolejny samotny wieczór spędzony nad biednymi kwiatami pozbawionymi metaforycznych płatków w odwiecznej wyliczance zakochanych. Odłożył...
– Szkopuł polega na tym, że aby uniknąć niepotrzebnych wątpliwości co do zebranej delegacji dyplomatycznej, mogę zabrać wykwalifikowanych specjalistów w swoich dziedzinach, pracowników lub konsultantów ministerstwa... albo swoją służbę. Tak się akurat składa, że moja pokojowa w tym czasie będzie zajmować się swoją chorą matką. – Uważne, czujne spojrzenie stalowych oczu utkwione było we Vioricy. Nie powiedziałby nic więcej. – Jest to jednak bardzo dobrze opłacana posada, zwłaszcza że wiąże się z opuszczeniem kraju. I kilkoma dodatkowymi w związku z tym obowiązkami – powiedział i umilkł, kończąc swoje wino. Nie zamierzał podać żadnych więcej detali, te tkwiły w jego głowie, i mógł je przekazać kobiecie tylko jeśli ta przyjęłaby jego ofertę. Zaowalowaną, taką, z której mógłby się wyłgać przed każdym sądem. – Początek września. Taki jest termin, choć oczywiście muszę wiedzieć odpowiednio wcześniej. To nie jest decyzja na dziś. Czy tydzień wystarczy? – zapytał, choć tak na prawdę stwierdził i podał termin. Jego postawa, ton - to też wskazywało, że niewiele z niego więcej wyciągnie, a spotkanie dobiegało końca. Tylko tyle i aż tyle.
Na tym etapie Anthony jeszcze nie wiedział, że sen o Kambodży, myśli o wielkiej egzotycznej wyprawie, o pięknym kompleksie świątynnym, który tak bardzo chciał zobaczyć... Że to wszystko pryśnie w przeciągu najbliższego właśnie tygodnia. Chciał aby okradła dla niego mugolskiego szejka, chciał wykorzystać jej talenty, chciał uczynić ją swoimi dłońmi. Tymczasem finalnie mugolski konflikt i poblemy logistyczne nawarstwiły się na tyle, że oba te plany trzeba było porzucić, a wraz z nim wizję ujrzenia pięknej jubilerki w stroju pokojówki.
Teraz jednak przyjął jej zapewnienie, jej potwierdzenie i chęć z ukontentowanym uśmiechem, teraz myślał, że los mu sprzyja. Wzniósł więc toast za to, za pomyślność ich sprawy, wzniósł toast, który przykuł ich uwagę do tej chwili, do momentu podpisania ustnej umowy wibrującej między parą złodziei. Wzrok ściągał ten moment, słuch wyłapał brzęknięcie, zapach uderzył w nozdrza gdy zbliżyli kielichy, i w końcu współdzielony smak rozlał się po podniebieniu. Łącząca ich energia przypieczętowała sprawę. Nie dziś? To jutro. Choć Viorica jeszcze tego nie wiedziała, znalazła się w Sieci głębiej i bliżej, a choć Shafiqowi daleko było do Ścieżek, nie zmierzał odpuścić gry. Nie teraz, gdy stawka była tak wysoka jak nigdy wcześniej.
Nie odprowadził jej, nie wyjrzał przez okno, gdy uszczęśliwiona rzemieślniczka liczyła w myślach strugę galeonów, które miały popłynąć za to zlecenie. Nie miał na to zbytnio czasu, jego grafik stawał się nieznośnie napięty. Tłumaczenia dla Morpheusa, tłumaczenia dla siebie, kilka spotkań, kilkanaście listów, wyjazd do Paryża z Jasperem, przeniesienie przymiarki na dwudziestego trzeciego... Zaczęło mu brakować Lisy w ustalaniu tych planów, ale czuł, że dystans, który wytworzył się między nimi w ostatnich latach byłby już nie do nadrobienia. Ręka poruszała się machinalnie, wypisując kolejne dyspozycje.
Ptolemeusz będzie miał tego wieczoru bardzo dużo pracy...
Był doskonałym aktorem. Odłożył myśli o tym na później. Odłożył na kolejny samotny wieczór spędzony nad biednymi kwiatami pozbawionymi metaforycznych płatków w odwiecznej wyliczance zakochanych. Odłożył...
– Szkopuł polega na tym, że aby uniknąć niepotrzebnych wątpliwości co do zebranej delegacji dyplomatycznej, mogę zabrać wykwalifikowanych specjalistów w swoich dziedzinach, pracowników lub konsultantów ministerstwa... albo swoją służbę. Tak się akurat składa, że moja pokojowa w tym czasie będzie zajmować się swoją chorą matką. – Uważne, czujne spojrzenie stalowych oczu utkwione było we Vioricy. Nie powiedziałby nic więcej. – Jest to jednak bardzo dobrze opłacana posada, zwłaszcza że wiąże się z opuszczeniem kraju. I kilkoma dodatkowymi w związku z tym obowiązkami – powiedział i umilkł, kończąc swoje wino. Nie zamierzał podać żadnych więcej detali, te tkwiły w jego głowie, i mógł je przekazać kobiecie tylko jeśli ta przyjęłaby jego ofertę. Zaowalowaną, taką, z której mógłby się wyłgać przed każdym sądem. – Początek września. Taki jest termin, choć oczywiście muszę wiedzieć odpowiednio wcześniej. To nie jest decyzja na dziś. Czy tydzień wystarczy? – zapytał, choć tak na prawdę stwierdził i podał termin. Jego postawa, ton - to też wskazywało, że niewiele z niego więcej wyciągnie, a spotkanie dobiegało końca. Tylko tyle i aż tyle.
Na tym etapie Anthony jeszcze nie wiedział, że sen o Kambodży, myśli o wielkiej egzotycznej wyprawie, o pięknym kompleksie świątynnym, który tak bardzo chciał zobaczyć... Że to wszystko pryśnie w przeciągu najbliższego właśnie tygodnia. Chciał aby okradła dla niego mugolskiego szejka, chciał wykorzystać jej talenty, chciał uczynić ją swoimi dłońmi. Tymczasem finalnie mugolski konflikt i poblemy logistyczne nawarstwiły się na tyle, że oba te plany trzeba było porzucić, a wraz z nim wizję ujrzenia pięknej jubilerki w stroju pokojówki.
Teraz jednak przyjął jej zapewnienie, jej potwierdzenie i chęć z ukontentowanym uśmiechem, teraz myślał, że los mu sprzyja. Wzniósł więc toast za to, za pomyślność ich sprawy, wzniósł toast, który przykuł ich uwagę do tej chwili, do momentu podpisania ustnej umowy wibrującej między parą złodziei. Wzrok ściągał ten moment, słuch wyłapał brzęknięcie, zapach uderzył w nozdrza gdy zbliżyli kielichy, i w końcu współdzielony smak rozlał się po podniebieniu. Łącząca ich energia przypieczętowała sprawę. Nie dziś? To jutro. Choć Viorica jeszcze tego nie wiedziała, znalazła się w Sieci głębiej i bliżej, a choć Shafiqowi daleko było do Ścieżek, nie zmierzał odpuścić gry. Nie teraz, gdy stawka była tak wysoka jak nigdy wcześniej.
Nie odprowadził jej, nie wyjrzał przez okno, gdy uszczęśliwiona rzemieślniczka liczyła w myślach strugę galeonów, które miały popłynąć za to zlecenie. Nie miał na to zbytnio czasu, jego grafik stawał się nieznośnie napięty. Tłumaczenia dla Morpheusa, tłumaczenia dla siebie, kilka spotkań, kilkanaście listów, wyjazd do Paryża z Jasperem, przeniesienie przymiarki na dwudziestego trzeciego... Zaczęło mu brakować Lisy w ustalaniu tych planów, ale czuł, że dystans, który wytworzył się między nimi w ostatnich latach byłby już nie do nadrobienia. Ręka poruszała się machinalnie, wypisując kolejne dyspozycje.
Ptolemeusz będzie miał tego wieczoru bardzo dużo pracy...
Koniec sesji