17.09.2024, 22:15 ✶
Strach jest dość specyficznym uczuciem. Niby to jedna z podstawowych emocji, bardzo pierwotna, ale i w pewnych przypadkach niezwykle skomplikowana. Prawdą było bowiem, że Icarus Prewett bał się swojego ojca. Och, jaki wstyd czuł w trzeciej klasie, kiedy to z szafy wyszedł bogin w postaci Dedalusa Prewetta... Dzień po tej lekcji wezwał go do siebie profesor Slughorn. Jako opiekun Slytherinu zajmował się takimi sprawami, wypytał, czy w domu było wszystko w porządku. Icarus czuł wtedy ogromny wstyd, bo przecież nawet podejrzenie, że ojciec mógłby jakoś go maltretować było obrazą! Dedalus nigdy nie podniósł na niego ręki, ba traktował go jako swojego następcę – z honorami, których nie przyznawał jego rodzeństwu. Skąd więc brał się ten strach? Icarus nie miał pojęcia, szczególnie jako osiemnastolatek, który nie potrafił zdać sobie sprawy z tego, czym była dokładnie przemoc psychologiczna i jak powinny wyglądać zdrowe relacje między dzieckiem a rodzicem.
Jego strach zaczął go opanowywać, był jak demon, który brał we władanie jego duszę. Przez to zaczynał odczuwać coś innego, paskudnego, jak pasożyt kiełkujący w jego piersi. Gniew. Bo jak Mona mogła pyskować Dedalusowi? Icarus tak wiele starał się, by być dziedzicem, jakiego by jego ojciec chciał i teraz ona uznała, że to dobry moment na kpiny? Coś w jego sercu płakało, kiedy miał te myśli. Kochał przecież Monę. Ale... Dlaczego mu to robiła? Dlaczego robiła to im obojgu? Przecież miało być tak pięknie! Ojciec i Mona mieli się dogadywać, bez żadnych dyskusji o smokach. A Dedalus... patrzył na niego tym samym spojrzeniem, co bogin. Był... zawiedziony. Icarus miał ochotę schować się pod stołem lub uciec. Przestał jeść, bo węzeł w żołądku zbyt mocno się zaciskał.
– Może mają urok, ale raczej nie są warte uwagi prawdziwych historyków, więc może zmieńmy temat? – jego głos zabrzmiał okropnie chłodno. Słowa... cóż, była ta próba ratowania samego siebie.
Musiał się uspokoić, zacząć myśleć. Może mógł zapytać ojca o Walię? Nie... To był okropny moment, żeby to zrobić.
– Myślałem, żeby po zupie pokazać Monie inne artefakty z Rzymu. Będziemy mogli pójść potem w tym celu do twojego gabinetu, ojcze? – spytał Icarus po chwili milczenia.
Jego strach zaczął go opanowywać, był jak demon, który brał we władanie jego duszę. Przez to zaczynał odczuwać coś innego, paskudnego, jak pasożyt kiełkujący w jego piersi. Gniew. Bo jak Mona mogła pyskować Dedalusowi? Icarus tak wiele starał się, by być dziedzicem, jakiego by jego ojciec chciał i teraz ona uznała, że to dobry moment na kpiny? Coś w jego sercu płakało, kiedy miał te myśli. Kochał przecież Monę. Ale... Dlaczego mu to robiła? Dlaczego robiła to im obojgu? Przecież miało być tak pięknie! Ojciec i Mona mieli się dogadywać, bez żadnych dyskusji o smokach. A Dedalus... patrzył na niego tym samym spojrzeniem, co bogin. Był... zawiedziony. Icarus miał ochotę schować się pod stołem lub uciec. Przestał jeść, bo węzeł w żołądku zbyt mocno się zaciskał.
– Może mają urok, ale raczej nie są warte uwagi prawdziwych historyków, więc może zmieńmy temat? – jego głos zabrzmiał okropnie chłodno. Słowa... cóż, była ta próba ratowania samego siebie.
Musiał się uspokoić, zacząć myśleć. Może mógł zapytać ojca o Walię? Nie... To był okropny moment, żeby to zrobić.
– Myślałem, żeby po zupie pokazać Monie inne artefakty z Rzymu. Będziemy mogli pójść potem w tym celu do twojego gabinetu, ojcze? – spytał Icarus po chwili milczenia.