17.09.2024, 23:13 ✶
- Przepełnia mnie radość i wdzięczność, drogi przyjacielu.- Odparł jedynie, zaciskając nieco mocniej palce na talii dziewczyny. Nieświadomie. W reakcji na to jak zesztywniała w jego objęciach.- Przecież nie chcielibyśmy, żeby mojej ptaszynie stała się tu jakakolwiek krzywda, prawda?
Pytanie było tak bezbłędnie retorycznie, że nawet ktoś o tak nietęgim rozumku jak towarzyszący im mężczyzna załapał aluzję, że może jednak nie warto Baldwinowi odpowiadać, ale zabierać nogi za pas.
Blondyn odczekał parę chwil aż czarodziej pójdzie w swoją stronę i przestanie się nerwowo oglądać za siebie.
Poluźnił przy tym trochę uścisk, na wypadek jakby nieznajoma planowała mu się wyrwać. Jeśli taki był jej plan - droga wolna, Malfoy nie zamierzał się jakoś opierać. Ale jak na razie tylko rwała sobie włosy z głowy i mamrotała pod nosem. Coś o rodzinie.
- Chcesz to powtórzyć? Słyszałem, że po dwóch się zeruje. A może to jednak było po trzech…. - Zapytał rozbawiony, obserwując uważnie każdy jej ruch. Profilaktycznie. Tak na wszelki wypadek, gdyby planowała się mu rzucić do oczu za to że miał czelność urodzić się… jej kuzynem? Wielki problem. Jeśli płynęła w blondynce choć kropla magicznej krwi to już czyniło ich bliższym czy dalszym kuzynostwem. Gałęzie czystokrwistych drzew genealogicznych przeplatały się ze sobą jak w pogrzebowym wieńcu.
Przysunął się jeszcze nieco bliżej, mierząc ptaszynę nieco poważniejszym spojrzeniem. Sprawiał wrażenie jakby rozkładał ją na czynniki pierwsze. Od jasnych włosów opadających na jej bladą twarzyczkę. Powstrzymał w sobie chęć odgarnięcia paru irytujących, psujących widok kosmyków. Psuły wszystko. Całą harmonię. Skupił się zamiast tego na jej błękitnych oczach, szukając w nich wszystkich odcieni. Rozszerzonych jak u narkomana źrenic.
Och jakiż wieczór byłby piękny, gdyby okazała się wygłodniałą ćpunką, która pojawiła się w złym miejscu o wyjątkowo złym czasie.
- Nie ruszaj się.- Zniżył z powrotem głos do szeptu, wolną dłonią łapiąc za palce, które dociskała do ust. Odsunął je delikatnie. Niemal czule. Ale przecież chodziło tylko o jedno - o pełen obraz. Nie mógł go stworzyć w pamięci póki nie widział tych wciąż błyszczących od pocałunku, drżących ust. Uniósł kąciki swoich w złośliwym uśmieszku.- Muszę się przyjrzeć swojej narzeczonej. Jak ci na imię przyszła pani Malfoy, hm?
Pytanie było tak bezbłędnie retorycznie, że nawet ktoś o tak nietęgim rozumku jak towarzyszący im mężczyzna załapał aluzję, że może jednak nie warto Baldwinowi odpowiadać, ale zabierać nogi za pas.
Blondyn odczekał parę chwil aż czarodziej pójdzie w swoją stronę i przestanie się nerwowo oglądać za siebie.
Poluźnił przy tym trochę uścisk, na wypadek jakby nieznajoma planowała mu się wyrwać. Jeśli taki był jej plan - droga wolna, Malfoy nie zamierzał się jakoś opierać. Ale jak na razie tylko rwała sobie włosy z głowy i mamrotała pod nosem. Coś o rodzinie.
- Chcesz to powtórzyć? Słyszałem, że po dwóch się zeruje. A może to jednak było po trzech…. - Zapytał rozbawiony, obserwując uważnie każdy jej ruch. Profilaktycznie. Tak na wszelki wypadek, gdyby planowała się mu rzucić do oczu za to że miał czelność urodzić się… jej kuzynem? Wielki problem. Jeśli płynęła w blondynce choć kropla magicznej krwi to już czyniło ich bliższym czy dalszym kuzynostwem. Gałęzie czystokrwistych drzew genealogicznych przeplatały się ze sobą jak w pogrzebowym wieńcu.
Przysunął się jeszcze nieco bliżej, mierząc ptaszynę nieco poważniejszym spojrzeniem. Sprawiał wrażenie jakby rozkładał ją na czynniki pierwsze. Od jasnych włosów opadających na jej bladą twarzyczkę. Powstrzymał w sobie chęć odgarnięcia paru irytujących, psujących widok kosmyków. Psuły wszystko. Całą harmonię. Skupił się zamiast tego na jej błękitnych oczach, szukając w nich wszystkich odcieni. Rozszerzonych jak u narkomana źrenic.
Och jakiż wieczór byłby piękny, gdyby okazała się wygłodniałą ćpunką, która pojawiła się w złym miejscu o wyjątkowo złym czasie.
- Nie ruszaj się.- Zniżył z powrotem głos do szeptu, wolną dłonią łapiąc za palce, które dociskała do ust. Odsunął je delikatnie. Niemal czule. Ale przecież chodziło tylko o jedno - o pełen obraz. Nie mógł go stworzyć w pamięci póki nie widział tych wciąż błyszczących od pocałunku, drżących ust. Uniósł kąciki swoich w złośliwym uśmieszku.- Muszę się przyjrzeć swojej narzeczonej. Jak ci na imię przyszła pani Malfoy, hm?