16.01.2023, 17:48 ✶
W odpowiedzi tylko się do niego uśmiechnęła. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że brał ją za mściwą. Chociaż może nie powinna się tak dziwić… Ostatecznie ignorowała go przez prawie półtorej miesiąca, bo ją obraził i zepsuł wieczór, a teraz skutecznie nie informowała swoich rodziców o tym co wie i o tych swoich spotkaniach z Sauriele. No oprócz dzisiejszego – o tym wiedzieli, musieli wiedzieć. Natomiast nawet nie przyszło jej do głowy, że jej pytanie o to kiedy ma urodziny i że coś mu w ramach urodzin da może odebrać negatywnie, podejrzliwie.
- Mój mózg w ogóle tego nie połączył – no bo jak? jej to się w głowie nie mieściło. I robienie eliksiru babeczkowego, Merlinie, czy to słyszysz? Herezje! Victoria tylko spojrzała na Sauriela jakby go miała zabić wzrokiem bo jej też się nie widziało robienie takiego eliksiru. Takiego eksperymentu. Zresztą co miałby robić. Powodować rzyganie babeczkami? Czy po prostu smakować jak babeczki? Czy jeszcze coś innego?
- Ch-ch-chwilę, p-panie – odpowiedziała skrzatka kiedy już Victoria machnęła różdżką i wszystkie potrzebne składniki wyleciały z szafek i wylądowały na wielkim blacie na samym srodku. Na tyle wielkim, że miały tutaj dużo miejsca i jednocześcnie Sauriel był w stanie siedzieć po drugiej stronie i nie uwalić się przy tym mąką, która teraz została rozsypana. Victoria słuchala skrzatki uważnie i robiła dokładnie to, co tamta jej mówiła. BARDZO dokładnie. Wręcz idealnie dokładnie, co do jednego grama – to była precyzja jakiej była nauczona w zwiazku z eliksirami. I nawet nie fuknęła ani nie warknęła, kiedy znowu została nazwana Gwiazdeczką. Ogień magicznie został podłożony pod piecykiem i rozrobione ciasto też gładko zostało wlane do foremek, wszystko idealnie. I od razu Victoria też posprzątała.
A potem jednym łykiem dopiła swój miód. Miała szczerą nadzieję, że to będzie już koniec tego całego pichcenia i gotowania bo jak tak dalej pójdzie to spędzą tutaj całą noc i zastanie ich poranek. Na całe szczęście umówili się w piątkowy wieczór, więc Victorii nie groziło sobotnie wstawanie do pracy z rana.
- Mój mózg w ogóle tego nie połączył – no bo jak? jej to się w głowie nie mieściło. I robienie eliksiru babeczkowego, Merlinie, czy to słyszysz? Herezje! Victoria tylko spojrzała na Sauriela jakby go miała zabić wzrokiem bo jej też się nie widziało robienie takiego eliksiru. Takiego eksperymentu. Zresztą co miałby robić. Powodować rzyganie babeczkami? Czy po prostu smakować jak babeczki? Czy jeszcze coś innego?
- Ch-ch-chwilę, p-panie – odpowiedziała skrzatka kiedy już Victoria machnęła różdżką i wszystkie potrzebne składniki wyleciały z szafek i wylądowały na wielkim blacie na samym srodku. Na tyle wielkim, że miały tutaj dużo miejsca i jednocześcnie Sauriel był w stanie siedzieć po drugiej stronie i nie uwalić się przy tym mąką, która teraz została rozsypana. Victoria słuchala skrzatki uważnie i robiła dokładnie to, co tamta jej mówiła. BARDZO dokładnie. Wręcz idealnie dokładnie, co do jednego grama – to była precyzja jakiej była nauczona w zwiazku z eliksirami. I nawet nie fuknęła ani nie warknęła, kiedy znowu została nazwana Gwiazdeczką. Ogień magicznie został podłożony pod piecykiem i rozrobione ciasto też gładko zostało wlane do foremek, wszystko idealnie. I od razu Victoria też posprzątała.
A potem jednym łykiem dopiła swój miód. Miała szczerą nadzieję, że to będzie już koniec tego całego pichcenia i gotowania bo jak tak dalej pójdzie to spędzą tutaj całą noc i zastanie ich poranek. Na całe szczęście umówili się w piątkowy wieczór, więc Victorii nie groziło sobotnie wstawanie do pracy z rana.