• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[23 Sierpnia 1972 | Elliott & Eden] Coco Jamboo, yeah-yeah-yeah (sing it, everybody)

[23 Sierpnia 1972 | Elliott & Eden] Coco Jamboo, yeah-yeah-yeah (sing it, everybody)
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#1
18.09.2024, 00:10  ✶  
Odziedziczone po matce migreny sprawiały, że w dni jak ten, chciał zakopać się w pościeli i nie wychodzić. Kolejny rok życia czekał tuż za rogiem, zupełnie jak niechciany prezent sprzed lat, którego spodziewał się z dzisiejszą poranną pocztą. Eden była gorsza od wszystkich pracowników biura podatkowego, dotrzymywała terminów co do joty i wlewała w to więcej jadu i premedytacji niż ktokolwiek w Departamencie Skarbu byłby w stanie, no, chyba, że on sam, jeżeli bardzo by się postarał.

Dlaczego to dziecko znowu płacze?, pomyślał, gdy kolejna struna bólu pękła boleśnie przyprawiając go o nudności. Kochał syna i staral się dawać mu na tyle ciepłych uczuć, na ile był w stanie - czyli w gruncie rzeczy, niewiele, bo jego własny ojciec przelał jedyne pozytywne emocje jakie miał w gromadę psów razy Borzoi, a matka przy porannej toalecie decydowała czy nakarmi dzieci słowną przemocą czy też absolutną dysocjacją. Lekko płynne żółtka jajek trzęsły się na talerzu, jakoby poruszane donośnym głosem dziecka. Elliott poprawił szlafrok i wziął solindego łyka gorzkiej herbaty, pozostawiając filiżankę do połowy pustą. Odsunął krzesło z niespodziewaną delikatnością, dbając o to, aby żaden dźwięk nie naruszył jego i tak podruzgotanej migreną (i zapewne sporą ilością wlanego w siebie zeszłego wieczoru alkoholu) głowy.

Jadalnia znajdowała się na tyłach kamienicy, jej okna wychodziły na spory, jak na umiejscowienie budynku w samym centrum Londynu, ogród. Prywatna zieleń była odgrodzona od reszty domów oraz ulic wysokim płotem, który porastał bluszcz i ładnie przycięte żywopłoty. Roślinność rzucała cień na zmęczoną letnim słońcem trawę, ale to magia sprawiała, że w kamienicy jak i w ogrodzie nie slychać było odgłosów gwarnego centrum.

Wspiął się po schodach, a grawerowania na ich poręczy wbiły mu się nieprzyjemnie we wnętrze dłoni, gdy potrzebował oparcia. Słońce wkradało się na półpiętro, rzucając kolorowe światło na co ładniejsze części domu - portrety, dywany czy ozdoby.

- Nic dziwnego, że tak płacze, bezdzietne lambadziary nie powinny straszyć go swoją obecnością o tak wczesnej porze. To jego czas drzemki, nie złoży ci życzeń jak jest zaspany. Prawda Nicholas? - spojrzał na syna, jakby ten mial mu odpowiedzieć. W niebieskich oczach zawitała chwila niezrozumienia, choć, trzymane przez Eden dziecko już od dłuższej chwili nie płakało. Zapewne obudził się w złej porze, zaczął łkać, później z pomocą przyszła niania, ale wyprzedziła ją Eden, taki scenariusz założył sobie Elliott. Martwiło go jedynie, że siostra mogła tak łatwo wtargnąć do jego domu, ale w aktualnych okolicznościach postanowił nie poruszać tego tematu.

- Wszystkiego najlepszego, jesteś stara. Przyszłaś przynieść mi tandetny wazon z melodyjką osobiście?- parsknął pod nosem, bo pulsujący ból w skroni wciąż nazbyt naciskał mu na mózg, aby jego myśli były w pełni funkcjonalne.

Blond chłopiec, wciąż trzymany przez bliźniaczkę Elliotta, zachichotał ochoczo, jakby scena, która aktualnie miała miejsce była rozrywką lepszą od teatrów i porozrzucanych w bawialni przedmiotów, mających umilać młodemu Malfoyowi dni.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (626), Elliott Malfoy (465)




Wiadomości w tym wątku
[23 Sierpnia 1972 | Elliott & Eden] Coco Jamboo, yeah-yeah-yeah (sing it, everybody) - przez Elliott Malfoy - 18.09.2024, 00:10
RE: [23 Sierpnia 1972 | Elliott & Eden] Coco Jamboo, yeah-yeah-yeah (sing it, everybody) - przez Eden Lestrange - 18.09.2024, 23:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa