18.09.2024, 10:36 ✶
Od kiedy zaczęła się ta cała dyskusja, Icarus musiał trzymać dłoń na własnym kolanie. Ojciec go nauczył, że podskakująca od stresu noga była czymś absolutnie nieakceptowalnym w jakimkolwiek towarzystwie. Nawet jeśli ze stresu robiło mu się słabo, musiał nad sobą panować. Szczególnie teraz, gdy ojciec zadał mu pytanie, co powiedział o dragonbornach. Icarus nie chciał wypowiadać tych słów. Wtedy potrzebował godzin karnego przepisywania, żeby przyznać to, co właśnie miał powiedzieć.
– Powiedziałem wtedy, że dragonborni to nic niewarta opowiastka wyciągnięta z mugolskich gazet – rzekł cicho, nie patrząc na Monę. Jednak nie tak brzmiały wtedy dokładne słowa Icarusa, prawda? Ojciec to wiedział, jego spojrzenie mówiło samo za siebie. – Z mugolskich szmatławców dla ludzi, którzy wierzą w kosmitów i noszą foliowe czapeczki na głowach – poprawił się po chwili.
Chciał w tej chwili być sam. Nie z ojcem, nie z Moną. Sam ze sobą. Wszystkim robił krzywdę, wszyscy go oceniali. Dlatego na nich nie patrzył. Nie chciał zobaczyć w oczach ojca zawodu i smutku w spojrzeniu Mony. Może to była tylko mała sprzeczka? Może... wszystko miało się ułożyć? Wydawało się to naiwną myślą.
Icarus wmusił w siebie resztę zupy i wstał od stołu. Całymi siłami starał się nie rozpłakać. Nie mógł użalać się nad sobą, pokazywać słabości. Mimo, że był słaby. Nie było w nim siły, by powiedzieć ojcu, żeby przestał wypytywać Monę o historię. Nie mógł się zdobyć na to, żeby postawić sprawę jasno: „Kocham ją i masz to zaakceptować”.
– W takim razie chodźmy – rzekł, przywołując na twarz tak wymuszony uśmiech, że aż go zabolał. – Gabinet jest na piętrze, na końcu korytarza.
– Powiedziałem wtedy, że dragonborni to nic niewarta opowiastka wyciągnięta z mugolskich gazet – rzekł cicho, nie patrząc na Monę. Jednak nie tak brzmiały wtedy dokładne słowa Icarusa, prawda? Ojciec to wiedział, jego spojrzenie mówiło samo za siebie. – Z mugolskich szmatławców dla ludzi, którzy wierzą w kosmitów i noszą foliowe czapeczki na głowach – poprawił się po chwili.
Chciał w tej chwili być sam. Nie z ojcem, nie z Moną. Sam ze sobą. Wszystkim robił krzywdę, wszyscy go oceniali. Dlatego na nich nie patrzył. Nie chciał zobaczyć w oczach ojca zawodu i smutku w spojrzeniu Mony. Może to była tylko mała sprzeczka? Może... wszystko miało się ułożyć? Wydawało się to naiwną myślą.
Icarus wmusił w siebie resztę zupy i wstał od stołu. Całymi siłami starał się nie rozpłakać. Nie mógł użalać się nad sobą, pokazywać słabości. Mimo, że był słaby. Nie było w nim siły, by powiedzieć ojcu, żeby przestał wypytywać Monę o historię. Nie mógł się zdobyć na to, żeby postawić sprawę jasno: „Kocham ją i masz to zaakceptować”.
– W takim razie chodźmy – rzekł, przywołując na twarz tak wymuszony uśmiech, że aż go zabolał. – Gabinet jest na piętrze, na końcu korytarza.