• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna Carkitt Market [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine

[20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#7
18.09.2024, 16:16  ✶  
Uśmiechnął się nieznacznie z niemrawym rozbawieniem.
- Co poradzę? To silniejsze ode mnie, przecież wiesz - skwitował, bo trafiła w sedno.
Nie mógł jej tego nie dopisać do listy trafnych założeń. Nawet po tak długim czasie i wszystkim, co się stało, pewne rzeczy były niezmienne. Sam się tego nie spodziewał. Nie myślał, że może im to przyjść naturalnie, jakby nic nigdy się nie zmieniło. Ot zwykły dzień w towarzystwie Geraldine. Kolejny czerwcowy wtorek, ale zamiast wesołego pokazywania przy kawie, siedzieli w barze jak bliscy i jednocześnie przecież już obcy ludzie. Zupełnie, jakby nachodziły na siebie dwa obrazy albo dwie linie czasowe, może nawet trzy. To, co było. To, co trwało i to, co mogłoby być.
Gdyby się zastanowił, Ambroise mógłby dojść do wniosku, że ten dzień już od rana zapowiadał się inaczej. Obudziła go nadchodząca burza. Poranny deszcz zmył Dolinę jeszcze przed wschodem słońca. Do piątej nie było po nim śladu.
Na początku lata ranne grzmoty są zapowiedzią rychłej słoty i oto tak było. Może nie dosłownie. Pogoda była ładna. Ich słota była bardziej metaforyczną pluchą. Złym, zimnym, wietrznym zwiastunem życiowych burz. Kto by pomyślał, że nadchodzą.
- A pewno nie czarnowidzka? - Spytał z przekąsem typowym dla ponurych żartów, którymi chciał zwrócić uwagę kobiety na to, co mówiła.
To do niej nie pasowało. W żadnym razie. Nie znał tej Geraldine, która wierzyła wieszczkom tak mocno, że aż piła z tego powodu. Wiara w gusła i zabobony była bardziej w jego stylu. Niby było takie powiedzenie o przystawaniu i stawaniu się tym, z którym się obcowało, ale upływ czasu jej nie zmieniał. W jego oczach nie skłoniła się ku teoriom spiskowym przez ich całą relację. Dlaczego miałaby to teraz robić? To było ciut niepokojące, ale na pewno miało swój powód. Tylko musiał się tego dowiedzieć. Nie miał zamiaru wtrącać się w lawinę słów, która opuszczała usta kobiety. Wysłuchał ją do końca, próbując analizować sytuację, ściskając jej rękę i (co nie było dla niego ani dla niej zbyt naturalne) dając pole do wyrzucenia wszystkich emocji na zewnątrz.
- Albo to, albo podpadłaś zbyt dużej liczbie ludzi - zawyrokował, nieznacznie unosząc kącik ust. - O tak, zdecydowanie podpadłaś zbyt dużej liczbie ludzi, ale od kiedy chcesz się tym przejmować? To po prostu kolejne gówno, które trzeba sprzątnąć, nic więcej. Nic, co byłoby groźniejsze od wszystkiego innego, co już przeżyłaś. Nawet jeśli ma większe zęby, to co? Trudniej nimi kłapać, łatwiej je złapać - wypowiadał się, jakby on również siedział w tym bagnie, choć w gruncie rzeczy nie miał pojęcia o głębi całej sytuacji.
Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Mimo to, czuł się uprawniony do wyrokowania na ten temat, bo skoro już się w to wmieszał to nie zamierzał rzucać słów na wiatr. Nie byłby tą osobą, za którą się miał, gdyby czczo pogadał z Geraldine o tym, co ją dusiło i zmuszało do picia do odcinki a następnie odprowadziłby ją do domu i postanowił znowu się usunąć. Nie. Mimowolnie już był zaangażowany. Mówiła mu o tym, co chciało zrobić jej krzywdę, więc pytał o to, jakie narzędzia potrzebowali skompletować, żeby uprzedzić atak i przedwcześnie zakończyć sprawę.
To było naturalne, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie pasowało do tego, co było (a raczej czego nie było) między nimi. Podejmując świadome decyzje, pisał się na to, żeby całkowicie wymazać kontakt między nimi i to, co kiedyś mieli. Przynajmniej oficjalnie, bo wolał sądzić, że obserwuje wszystko z cienia. Właśnie po to, żeby wysunąć się z niego w okolicznościach takich jak te a potem docelowo tam wrócić. To było najlepsze możliwe rozwiązanie.
- Twoje życie należy tylko do ciebie. Nikogo innego. To tylko sterta krowiego gówna i nic więcej - powiedział stanowczo, patrząc Geraldine prosto w oczy i nieznacznie kręcąc głową. - Może chciałoby, żeby było inaczej, ale nie będzie, dopóki nie dasz mu takiej władzy - stwierdził, zaciskając wargi.
Nie podobało mu się to, co słyszał. Nie był zirytowany tym, co mówiła. Wręcz przeciwnie. Był tym całkowicie zaniepokojony, bo ten stan nie powinien być naturalny. Geraldine nie oddawała władzy w taki sposób. Jemu samemu wielokrotnie wytykała bullshit, kłócili się o najprostsze rzeczy wymagające kontroli, wytykali sobie niewiarę tam, gdzie powinna być wiara. Kompletnie nie rozumiał, czemu teraz wierzyła w coś takiego. W jakieś chore zagrywki czegoś, czemu powinna podciąć gardło jednym sprawnym ruchem, zdusić to w zarodku i wywalić jak najdalej a może wręcz profilaktycznie spopielić, żeby przypadkiem nie wstało.
- Nie jesteś bezsilna - pokręcił głową, wolną ręką ostrożnie ujmując jej podbródek, żeby nawiązać kontakt wzrokowy. - A jeśli ktokolwiek ci grozi, to on się powinien cholernie bać - podkreślił twardo, dosadnie.
Tu nie było miejsca na podchody i manipulacje. Nie na wywoływanie lęku ani nie na atmosferę suspensu. Jeśli faktycznie istniało coś lub ktoś, kto chciał zrobić Geraldine krzywdę, należało to czy go uprzedzić. Od kiedy proaktywność była zastępowana reaktywnością i zbyt dużą ilością alkoholu?
- Masz wszystkie dni i godziny, których sobie zażyczysz - zapewnił w ten odrobinę nazbyt poetycki sposób, którego nie zauważył, ściskając rękę Geraldine. - A potem jeszcze te wszystkie, kiedy będziesz stara, pomarszczona i marudna. Uprzedzając wszystkich, że co prawda już sobie wybrałaś urnę i chętnie byś odpoczęła, ale musisz pilnować ich nędznych dup. To będą te pozostałe dni i godziny, którymi pogardzisz - nie wiedzieć czemu założył, że miało być dokładnie tak i ten obraz miał cały czas przed oczami.
Jakieś dyrdymały wymyślane przez jasnowidzów w celu wywołania dreszczy u ludzi nie miały tego zmienić. Ironicznie, sam od wielu lat wierzył jasnowidzem, ale nie w tym przypadku. Nie w wypadku Geraldine, która miała mieć swoją upierdliwą przyszłość jako ten niezależny, trochę nazbyt marudny, ale uwielbiany członek rodu. Własne przekonania Greengrassa odnośnie wróżb i przepowiedni nie tyczyły się kogoś, kto w jego oczach miał już jasno nakreśloną przyszłość. Ofiara mająca to zapewnić została złożona. Wszelkie możliwe poświęcenia musiały prowadzić do tej prostej prawdy. Inaczej byłyby pozbawione sensu i tym samym bezcelowe a w to nie chciał wierzyć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (8754), Geraldine Greengrass-Yaxley (7265)




Wiadomości w tym wątku
[20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 13:47
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 14:33
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 15:04
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 15:35
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 21:15
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.09.2024, 21:48
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.09.2024, 16:16
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.09.2024, 17:39
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.09.2024, 00:53
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.09.2024, 09:45
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.09.2024, 00:04
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.09.2024, 10:03
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.09.2024, 17:12
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.09.2024, 11:38
RE: [20.06.1972] Sunset at the cemetery || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 21.09.2024, 16:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa