18.09.2024, 16:18 ✶
W takiej wygranej nie było żadnego zwycięstwa. Oboje to wiedzieli, więc czemu ta rozmowa nadal brzmiała w ten sposób.
- Nie rozumiem cię - przyznał spokojnie, przy czym wzruszył ramionami. - Nie, żebym próbował, ale nie rozumiem.
Już jakiś czas temu zrozumiał, że kobiet nie dało się tak po prostu rozgryźć. Były o wiele bardziej skomplikowane niż to pokazywały i najwidoczniej nie było od tego odstępstw, mimo że z początku ich znajomości sądził inaczej. Niestety, ewidentnie się mylił. Geraldine może nie była typową kobietą, niemniej jednak równie skomplikowaną co wiele mu znanych.
- Tak, tak. Jasne. Wiadomo. Standardowy repertuar, te sprawy - nie miał zbytnio ochoty się z nią w dalszym ciągu kłócić.
Wystarczyło, że ta atmosfera nie należała do najprzyjemniejszych. Nie musieli dodatkowo analizować takich rzeczy. Już jakiś czas temu zrozumiał, że tak jak on, tak ona nic nie musiała i był to (również jak często w jego przypadku) naczelny argument dostosowywany do okoliczności. Czasami przeciw zrobieniu czegoś a czasami za tym. To było giętkie i dawało się formować jak plastelina. W zależności od potrzeb. Oboje to stosowali. Zupełnie jak wybiórczą selekcję w innych kwestiach. Z tym, że u siebie był do tego przyzwyczajony a w przypadku Geraldine niekoniecznie.
- Jest widoczna, a więc jawnie działam w zgodzie ze sobą. Ty też to robisz. Nie wiem, czemu moja miałaby być tą gorszą czy niewłaściwą - skwitował.
Owszem, chwilę po tym, jak doszedł do wniosku, że u Geraldine go to irytowało. I zgadza się. Miał czelność pytać ją o to, czemu drażniło ją coś, co z nieokreślonego powodu również drażniło go w niej. Na pokrętną logikę, może miał się dowiedzieć, które struny ona w nim poruszała na podstawie tych strun, które on poruszał w niej. To było tylko założenie, nawet niezbyt sensowne, ale nie musiało być. Cóż. Przynajmniej próbował zrozumieć ich wzajemną niechęć.
- Na pewno byłaby gotowa pomóc - zapewnił, nie dodając, że Geraldine postawiła cały dom na nogi.
Chciał, żeby czuła się jak najlepiej. Zależało mu na jej stanie zdrowia, ale nie próbował jej dać broni w rękę. Nie musiała być z każdej strony zapewniana o swojej wyjątkowości. Już bez tego dobrze o tym wiedziała, więc nie sądził, żeby potrzebowała więcej pociechy tego rodzaju. Zresztą to mogłoby się stać nudne. Wyobrażał sobie, że ciągłe stawianie na swoim całkiem szybko mogło się stać nużące. Tak samo jak z niebotycznymi bogactwem, tak z nieograniczoną władzą. Obie były dobre wyłącznie przez pewien czas. Może dlatego bywała taka zgorzkniała?
- Okay - kiwnął głową i zbliżył się, żeby udostępnić jej swoje ramię do podparcia się podczas bardzo powolnego, ostrożnego przybierania odpowiedniej pozycji. - To potrwa tylko chwilę. Zaraz będziesz mogła ułożyć się wygodniej - zapewnił, ignorując potrzebę skomentowania ostatniej wypowiedzi Geraldine. Chciała to szybko załatwić.
Wiedział o tym, a więc nie było potrzeby wydłużania.
- Postaraj się nie napinać - polecił i bez wahania wbił igłę we właściwe miejsce.
Nie odliczał, bo nie była małym dzieckiem. Zrobił zastrzyk, przyłożył gazę do miejsca wkłucia i bez słowa pomógł jej się znowu obrócić, poprawiając poduszki.
- Jak się teraz czujesz? Potrzebujesz czegoś więcej?
- Nie rozumiem cię - przyznał spokojnie, przy czym wzruszył ramionami. - Nie, żebym próbował, ale nie rozumiem.
Już jakiś czas temu zrozumiał, że kobiet nie dało się tak po prostu rozgryźć. Były o wiele bardziej skomplikowane niż to pokazywały i najwidoczniej nie było od tego odstępstw, mimo że z początku ich znajomości sądził inaczej. Niestety, ewidentnie się mylił. Geraldine może nie była typową kobietą, niemniej jednak równie skomplikowaną co wiele mu znanych.
- Tak, tak. Jasne. Wiadomo. Standardowy repertuar, te sprawy - nie miał zbytnio ochoty się z nią w dalszym ciągu kłócić.
Wystarczyło, że ta atmosfera nie należała do najprzyjemniejszych. Nie musieli dodatkowo analizować takich rzeczy. Już jakiś czas temu zrozumiał, że tak jak on, tak ona nic nie musiała i był to (również jak często w jego przypadku) naczelny argument dostosowywany do okoliczności. Czasami przeciw zrobieniu czegoś a czasami za tym. To było giętkie i dawało się formować jak plastelina. W zależności od potrzeb. Oboje to stosowali. Zupełnie jak wybiórczą selekcję w innych kwestiach. Z tym, że u siebie był do tego przyzwyczajony a w przypadku Geraldine niekoniecznie.
- Jest widoczna, a więc jawnie działam w zgodzie ze sobą. Ty też to robisz. Nie wiem, czemu moja miałaby być tą gorszą czy niewłaściwą - skwitował.
Owszem, chwilę po tym, jak doszedł do wniosku, że u Geraldine go to irytowało. I zgadza się. Miał czelność pytać ją o to, czemu drażniło ją coś, co z nieokreślonego powodu również drażniło go w niej. Na pokrętną logikę, może miał się dowiedzieć, które struny ona w nim poruszała na podstawie tych strun, które on poruszał w niej. To było tylko założenie, nawet niezbyt sensowne, ale nie musiało być. Cóż. Przynajmniej próbował zrozumieć ich wzajemną niechęć.
- Na pewno byłaby gotowa pomóc - zapewnił, nie dodając, że Geraldine postawiła cały dom na nogi.
Chciał, żeby czuła się jak najlepiej. Zależało mu na jej stanie zdrowia, ale nie próbował jej dać broni w rękę. Nie musiała być z każdej strony zapewniana o swojej wyjątkowości. Już bez tego dobrze o tym wiedziała, więc nie sądził, żeby potrzebowała więcej pociechy tego rodzaju. Zresztą to mogłoby się stać nudne. Wyobrażał sobie, że ciągłe stawianie na swoim całkiem szybko mogło się stać nużące. Tak samo jak z niebotycznymi bogactwem, tak z nieograniczoną władzą. Obie były dobre wyłącznie przez pewien czas. Może dlatego bywała taka zgorzkniała?
- Okay - kiwnął głową i zbliżył się, żeby udostępnić jej swoje ramię do podparcia się podczas bardzo powolnego, ostrożnego przybierania odpowiedniej pozycji. - To potrwa tylko chwilę. Zaraz będziesz mogła ułożyć się wygodniej - zapewnił, ignorując potrzebę skomentowania ostatniej wypowiedzi Geraldine. Chciała to szybko załatwić.
Wiedział o tym, a więc nie było potrzeby wydłużania.
- Postaraj się nie napinać - polecił i bez wahania wbił igłę we właściwe miejsce.
Nie odliczał, bo nie była małym dzieckiem. Zrobił zastrzyk, przyłożył gazę do miejsca wkłucia i bez słowa pomógł jej się znowu obrócić, poprawiając poduszki.
- Jak się teraz czujesz? Potrzebujesz czegoś więcej?