18.09.2024, 17:20 ✶
Faye podrapała się po głowie. Czy faktycznie starali się tak bardzo podkreślać różnice, które między nimi panowały? Cóż... Sięgnęła pamięcią do wspomnień. Mogło tak być. Ciągle mówili, GDZIE mieszkają. JACY są. No i te sukienki... Przepraszam, spódnice. Kilty. To dopiero był hit. To nie było tak, że Traversowa miała coś do ludzi w kieckach, bo zdarzało jej się je nosić, oczywiście. No i świat czarodziejów absolutnie uwielbiał wszelkiej maści szaty, a one wyglądały troszeczkę jak sukienki. Zdążyła się przyzwyczaić, ale no... Żeby od razu krata?
- A bo ja wiem? Czarodzieje noszą szaty, a w Szkocji mugole lubią spódnice w kratę - wzruszyła ramionami, zaciągając się zaraz papierosem. - Mówią inaczej. Mamy inny akcent, ale akcentu zawsze da się pozbyć. Niektórzy jednak go bardzo lubią, chociaż ja osobiście nie jestem fanką. Ten nasz, szkocki, jest ładniejszy, angielski jest... Cóż. Nie podoba mi się za bardzo, ale przywykłam.
Uśmiechnęła się kącikiem ust. Niby ten sam kraj a tak ogromne różnice... Aaaa no i dużo osób tam było rudych, nie? Faye cieszyła się, że nie trafiło na nią, bo rudzi ponoć nie mieli duszy. Co prawda jej kudły rudziały, gdy wystawiała je na słońce w przesadzonej ilości, ale osobiście wolała zakłamywać rzeczywistość i twierdzić, że to piękny odcień jesiennych kasztanów.
- Durmstrang? - aż gwizdnęła, czym mogła zwrócić na siebie uwagę, ale wydawało się, że kobiecie uwaga w ogóle nie przeszkadzała. Pewnie dlatego, że w tej chwili jej brązowe ślepia obserwowały tylko i wyłącznie Scarlett, nikogo innego. Ciekawa była, taka inna. Białowłosa, blada, bez tego akcentu jakby ślimaków się nażarła. - Mogłoby. Szybkie to jest a język to ma długi tak, że niejeden facet by pozazdrościł.
Wzruszyła ramionami, ale jak ją pochwaliła, to poczuła jak miłe ciepło rozlewa się po jej sercu. Lubiła atencję wbrew pozorom i lubiła być chwalona za dobrą robotę. Kto nie lubił? Miłe słowa zawsze był w cenie. Zaraz jednak zmarszczyła brwi. Zabrać ją...
- A lubisz taplać się w błocie? Bo jak tak, to czemu nie? Tylko włosy zmienisz na piękny odcień mułu i błota - odpowiedziała z rozbawieniem. Nie widziała Scarlett w lesie, ale nie wypowiedziała tych myśli na głos. Głównie dlatego że jej też przecież nie doceniali ze względu na płeć czy wzrost. Była niziutka, ale dzięki temu mogła nadrabiać zwinnością, a to było kluczowe. Poza tym do korzystania z magii wcale nie trzeba było mieć krzepy. Ot, tylko kondycja, żeby nadążyć za przeciwnikiem. - W sumie to czemu nie?
Wychyliła większy łyk whisky i spojrzała gdzieś ponad ramieniem Scarlett. Chłopak, mąż, narzeczony... Skrzywiła się odrobinę.
- Nie mam. Kto by ze mną wytrzymał? Wiesz, czasem znikam na dłużej, bo mnie poniesie gdzieś w inną część kraju i nie ma ze mną kontaktu. Sowy się nie gubią, ale jak się zmienia tak często miejsce pobytu, to wszystko trwa, wiesz? Nie mam czasu na pisanie romantycznych listów miłosnych, wolę żaby - w zasadzie to nie była prawda, a przynajmniej nie całościowo. Po prostu nie miała głowy w tej chwili do romansów, nie miała głowy do facetów i ich fochów. Bo faceci, wbrew pozorom, też potrafili odjebywać maniany. - Nie wiem w sumie. Największą niestosownością to było udekorowanie tego miejsca na czerwono-różowo. Chyba przerwali tę farsę bo ktoś chciał komuś przyłożyć? Pewnie zazdrosny facet jednej z uczestniczek, ale nie interesowałam się tym. Ja wtedy siedziałam... Nawet nie pamiętam, pewnie w domu. Albo w lesie w Szkocji.
W sumie to nie pamiętała nawet kiedy było to widowisko. Na pewno w lipcu, ale co ona robiła w lipcu? Chyba uganiała się za niuchaczami-złodziejami.
- Flaszkę można kupić, to nie problem. A miejscówka... - Faye wydęła usta w zastanowieniu, gasząc bezlitośnie peta w popielniczce. - Co powiesz na patrzenie na ludzi z góry? Jest jeszcze wcześnie, dopiero co zerwał się wiatr. Możemy się założyć ilu ludziom podwieje szaty, co ty na to?
W jej oczach pojawił się błysk. Lubiła łazić po dachach, lubiła adrenalinę. A picie na dachu jakiejś kamienicy wydawało jej się teraz absolutnie zajebistym pomysłem.
- A bo ja wiem? Czarodzieje noszą szaty, a w Szkocji mugole lubią spódnice w kratę - wzruszyła ramionami, zaciągając się zaraz papierosem. - Mówią inaczej. Mamy inny akcent, ale akcentu zawsze da się pozbyć. Niektórzy jednak go bardzo lubią, chociaż ja osobiście nie jestem fanką. Ten nasz, szkocki, jest ładniejszy, angielski jest... Cóż. Nie podoba mi się za bardzo, ale przywykłam.
Uśmiechnęła się kącikiem ust. Niby ten sam kraj a tak ogromne różnice... Aaaa no i dużo osób tam było rudych, nie? Faye cieszyła się, że nie trafiło na nią, bo rudzi ponoć nie mieli duszy. Co prawda jej kudły rudziały, gdy wystawiała je na słońce w przesadzonej ilości, ale osobiście wolała zakłamywać rzeczywistość i twierdzić, że to piękny odcień jesiennych kasztanów.
- Durmstrang? - aż gwizdnęła, czym mogła zwrócić na siebie uwagę, ale wydawało się, że kobiecie uwaga w ogóle nie przeszkadzała. Pewnie dlatego, że w tej chwili jej brązowe ślepia obserwowały tylko i wyłącznie Scarlett, nikogo innego. Ciekawa była, taka inna. Białowłosa, blada, bez tego akcentu jakby ślimaków się nażarła. - Mogłoby. Szybkie to jest a język to ma długi tak, że niejeden facet by pozazdrościł.
Wzruszyła ramionami, ale jak ją pochwaliła, to poczuła jak miłe ciepło rozlewa się po jej sercu. Lubiła atencję wbrew pozorom i lubiła być chwalona za dobrą robotę. Kto nie lubił? Miłe słowa zawsze był w cenie. Zaraz jednak zmarszczyła brwi. Zabrać ją...
- A lubisz taplać się w błocie? Bo jak tak, to czemu nie? Tylko włosy zmienisz na piękny odcień mułu i błota - odpowiedziała z rozbawieniem. Nie widziała Scarlett w lesie, ale nie wypowiedziała tych myśli na głos. Głównie dlatego że jej też przecież nie doceniali ze względu na płeć czy wzrost. Była niziutka, ale dzięki temu mogła nadrabiać zwinnością, a to było kluczowe. Poza tym do korzystania z magii wcale nie trzeba było mieć krzepy. Ot, tylko kondycja, żeby nadążyć za przeciwnikiem. - W sumie to czemu nie?
Wychyliła większy łyk whisky i spojrzała gdzieś ponad ramieniem Scarlett. Chłopak, mąż, narzeczony... Skrzywiła się odrobinę.
- Nie mam. Kto by ze mną wytrzymał? Wiesz, czasem znikam na dłużej, bo mnie poniesie gdzieś w inną część kraju i nie ma ze mną kontaktu. Sowy się nie gubią, ale jak się zmienia tak często miejsce pobytu, to wszystko trwa, wiesz? Nie mam czasu na pisanie romantycznych listów miłosnych, wolę żaby - w zasadzie to nie była prawda, a przynajmniej nie całościowo. Po prostu nie miała głowy w tej chwili do romansów, nie miała głowy do facetów i ich fochów. Bo faceci, wbrew pozorom, też potrafili odjebywać maniany. - Nie wiem w sumie. Największą niestosownością to było udekorowanie tego miejsca na czerwono-różowo. Chyba przerwali tę farsę bo ktoś chciał komuś przyłożyć? Pewnie zazdrosny facet jednej z uczestniczek, ale nie interesowałam się tym. Ja wtedy siedziałam... Nawet nie pamiętam, pewnie w domu. Albo w lesie w Szkocji.
W sumie to nie pamiętała nawet kiedy było to widowisko. Na pewno w lipcu, ale co ona robiła w lipcu? Chyba uganiała się za niuchaczami-złodziejami.
- Flaszkę można kupić, to nie problem. A miejscówka... - Faye wydęła usta w zastanowieniu, gasząc bezlitośnie peta w popielniczce. - Co powiesz na patrzenie na ludzi z góry? Jest jeszcze wcześnie, dopiero co zerwał się wiatr. Możemy się założyć ilu ludziom podwieje szaty, co ty na to?
W jej oczach pojawił się błysk. Lubiła łazić po dachach, lubiła adrenalinę. A picie na dachu jakiejś kamienicy wydawało jej się teraz absolutnie zajebistym pomysłem.