18.09.2024, 17:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2024, 10:00 przez Ambrosia McKinnon.)
Siedzieli w ładnym, eleganckim pokoiku, który w swojej wyględnej prezencji był wręcz niepokojący, biorąc pod uwagę ogólny wystrój Kościanego Zamtuza, a przynajmniej pomieszczeń dostępnych dla gości. Co prawda kolorystyka wciąż była zachowana w czerwieni, ale dorzucono do tego jakieś uspokajające brązy i jeśli ktoś się przyjrzał uważniej, to użyte materiały wydawały się wręcz drogie, a zdobienia mebli o wiele bardziej misterne. Wciąż, jeśli ktoś zwyczajnie nie chciał tego dostrzegać, to pewnie i tak uważał to miejsce za okropnie kiczowate i niskich lotów. I Ambrosia podejrzewała, że Louvain tak się właśnie na to wszystko zapatrywał.
Siedziała w fotelu, z nogą zarzuconą na nogę, opierając się ręką o podłokietnik, a brodą o zgiętą dłoń i patrzyła znudzona na kolejne obrazy powieszone na ścianach. Nie interesowało jej zbytnio co takiego zostało na nich przedstawione, ani czy ta konkretna pozycja była fizycznie możliwa dla przeciętnego mieszkańca Londynu, ale musiała zawiesić spojrzenie na czymś, co nie było Louvainem.
Myślała, że po całej tej przygodzie w Little Hangleton, Lestrange nie będzie miał ochoty na dalsze bieganie z miejsca na miejsce i przynajmniej dzisiejszego dnia da sobie spokój. Doczekaliby do następnego dnia i mogłaby mu wtedy z całego serca napisać, żeby się pierdolił, bo nie ma jej w ogóle w kraju. W sumie to matka, kiedy tylko ją zobaczyła w gabinecie wuja, nieco się zdziwiła bo przecież tego samego dnia, rano, Rosie przypomniała jej ze zobaczę się dopiero po jej powrocie z Francji.
A teraz, po krótkiej rozmowie z Felicity i Philipem, siedzieli w pokoiku, czekając na którąś z dziewczyn, która nadawałaby się do ich małego eksperymentu. McKinnon w sumie była ciekawa, co z tego mogło wyniknąć, ale też nie była pewna czy w ogóle chce tego próbować. Szczególnie jednej z pracownic Kościanego Zamtuza. Inni mogli traktować je jako zwykłe kurwy, ale prawda była taka, że przecież większość z nich kojarzyła. Rozmawiała z nimi, kiedy przychodziła rano odwiedzać matkę i nawet jeśli nie stały w rządku jej przyjaciółek, to niektóre z nich faktycznie lubiła.
Siedziała w fotelu, z nogą zarzuconą na nogę, opierając się ręką o podłokietnik, a brodą o zgiętą dłoń i patrzyła znudzona na kolejne obrazy powieszone na ścianach. Nie interesowało jej zbytnio co takiego zostało na nich przedstawione, ani czy ta konkretna pozycja była fizycznie możliwa dla przeciętnego mieszkańca Londynu, ale musiała zawiesić spojrzenie na czymś, co nie było Louvainem.
Myślała, że po całej tej przygodzie w Little Hangleton, Lestrange nie będzie miał ochoty na dalsze bieganie z miejsca na miejsce i przynajmniej dzisiejszego dnia da sobie spokój. Doczekaliby do następnego dnia i mogłaby mu wtedy z całego serca napisać, żeby się pierdolił, bo nie ma jej w ogóle w kraju. W sumie to matka, kiedy tylko ją zobaczyła w gabinecie wuja, nieco się zdziwiła bo przecież tego samego dnia, rano, Rosie przypomniała jej ze zobaczę się dopiero po jej powrocie z Francji.
A teraz, po krótkiej rozmowie z Felicity i Philipem, siedzieli w pokoiku, czekając na którąś z dziewczyn, która nadawałaby się do ich małego eksperymentu. McKinnon w sumie była ciekawa, co z tego mogło wyniknąć, ale też nie była pewna czy w ogóle chce tego próbować. Szczególnie jednej z pracownic Kościanego Zamtuza. Inni mogli traktować je jako zwykłe kurwy, ale prawda była taka, że przecież większość z nich kojarzyła. Rozmawiała z nimi, kiedy przychodziła rano odwiedzać matkę i nawet jeśli nie stały w rządku jej przyjaciółek, to niektóre z nich faktycznie lubiła.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror