18.09.2024, 19:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2024, 23:29 przez Isaac Bagshot.)
Isaac spojrzał na krzesło, które zostało mu podsunięte przez pana Shafiqa. Pomimo wcześniejszej odmowy, położył dłoń na oparciu mebla i usiadł. Wbił puste spojrzenie w zasłony. Przed oczami widniały mu sceny, które już przeminęły, ale z jakiegoś powodu chciano, aby oglądał je po raz kolejny.
-Bogowie mnie pokarali za moją ciekawość i już do końca życia będę widział rzeczy, których nigdy nie chciałem zobaczyć.- Powiedział bardzo niepasującym do siebie tonem.-Tata nie byłby zadowolony. Chciałbym, żeby teraz tutaj był.- Ciężko było stwierdzić, czy było to wyznanie, czy odpowiedź na wydarzenia, które działy się w jego głowie. Nigdy nie wspominał o rodzicach, ale kiedy mówił o ojcu, to zawsze z czułością i lekkim żalem w głosie. Przymknął na chwilę oczy. Kiedy z powrotem je otworzył, stał przy nim Anthony.
-Nie... nie spisałem się świetnie. Pan nie rozumie.- Pokręcił głową i tym razem udało mu się nie rozlać trunku, którym częstował go gospodarz.-Zrobiłem tyle... tyle złych rzeczy. Nawet nie wiem, kiedy to wszystko się zaczęło. Może... może już dawno? Ale teraz nie da się tego cofnąć. Nie ma drogi powrotu.- Napił się posłusznie tak jak mu kazano. Jeden łyk, a potem drugi i kilka kolejnych. Chciał odstawić pustą szklankę na stół, ale ten tak naprawdę istniał tylko w jego głowie, więc naczynie potoczyło się po dywanie.
-Gdyby tata mógł to zobaczyć... Nie, on nie... on nigdy by tego nie zrozumiał. Zawsze mówił, że trzeba być lepszym, że trzeba...- Podniósł na chwilę wzrok, ale nie był w stanie spojrzeć Anthony'emu w oczy. Jego ciało zadrżało, jakby coś w nim pękło. Bez słowa, szukając w tej chwili czegokolwiek na czym mógłby się oprzeć, powoli opuścił głowę i oparł ją o ciało pana Shafiqa. Czy zdawał sobie sprawę gdzie i z kim właśnie się znajdował? Ciężko było jednoznacznie to stwierdzić.
-Tata... on by patrzył na mnie tym swoim smutnym wzrokiem. Takim, jakim patrzył, kiedy coś było nie tak, ale nigdy nic nie mówił. Zawsze milczał. Bo chyba się bał… bał się powiedzieć cokolwiek. Może wiedział, że… że nic nie mógł zrobić.-Wszystko się w nim kruszyło, ale materiał do którego przytulał twarz był pachnący i przyjemny. Bliskość drugiej osoby dawała mu ukojenie i pozwoliła skupić się na opowiadanej historii. Isaac umysłem nie znajdował się w tym samym pomieszczeniu co Anthony. Wizje i przebłyski ustały, zamykając go w rzeczywistości w której mógł snuć swoją opowieść.
-Patrzył tylko… jakby już dawno mnie stracił, ale nie potrafił tego przyznać. Nie wiem… po prostu się poddał. Myślałem, że jest słaby na umyśle... ale miał takie przebłyski. Powiedział, że to on zabrał pieniądze... napisał...- Isaac zamilknął. Milczał przez kilka sekund i mogłoby się wydawać, że zasnął, jednak wyglądało na to, że zbierał po prostu myśli, albo umysł przeniósł go tym razem zupełnie gdzie indziej.
-Ma pan tyle pieniędzy... mógłby pan pomóc. Czarny Pan… to wszystko… moglibyśmy… pomóc nam… nie wiem, wszystko jest takie zamazane. Nie mogę… znaleźć… spokoju… jestem chory... moja skrzatka wie..- Zamarł nagle na krześle a jego ciało zaczęło drżeć w rytmicznych skurczach. Dzięki podporze jaką był Anthony, atak nie skończył się upadkiem z krzesła. Szkliste oczy bez wyrazu otworzyły się, a nieregularny oddech zaczął przyspieszać. Po kilku chwilach drżenie zaczęło ustępować, a jego mięśnie stopniowo się rozluźniały.
-Bogowie mnie pokarali za moją ciekawość i już do końca życia będę widział rzeczy, których nigdy nie chciałem zobaczyć.- Powiedział bardzo niepasującym do siebie tonem.-Tata nie byłby zadowolony. Chciałbym, żeby teraz tutaj był.- Ciężko było stwierdzić, czy było to wyznanie, czy odpowiedź na wydarzenia, które działy się w jego głowie. Nigdy nie wspominał o rodzicach, ale kiedy mówił o ojcu, to zawsze z czułością i lekkim żalem w głosie. Przymknął na chwilę oczy. Kiedy z powrotem je otworzył, stał przy nim Anthony.
-Nie... nie spisałem się świetnie. Pan nie rozumie.- Pokręcił głową i tym razem udało mu się nie rozlać trunku, którym częstował go gospodarz.-Zrobiłem tyle... tyle złych rzeczy. Nawet nie wiem, kiedy to wszystko się zaczęło. Może... może już dawno? Ale teraz nie da się tego cofnąć. Nie ma drogi powrotu.- Napił się posłusznie tak jak mu kazano. Jeden łyk, a potem drugi i kilka kolejnych. Chciał odstawić pustą szklankę na stół, ale ten tak naprawdę istniał tylko w jego głowie, więc naczynie potoczyło się po dywanie.
-Gdyby tata mógł to zobaczyć... Nie, on nie... on nigdy by tego nie zrozumiał. Zawsze mówił, że trzeba być lepszym, że trzeba...- Podniósł na chwilę wzrok, ale nie był w stanie spojrzeć Anthony'emu w oczy. Jego ciało zadrżało, jakby coś w nim pękło. Bez słowa, szukając w tej chwili czegokolwiek na czym mógłby się oprzeć, powoli opuścił głowę i oparł ją o ciało pana Shafiqa. Czy zdawał sobie sprawę gdzie i z kim właśnie się znajdował? Ciężko było jednoznacznie to stwierdzić.
-Tata... on by patrzył na mnie tym swoim smutnym wzrokiem. Takim, jakim patrzył, kiedy coś było nie tak, ale nigdy nic nie mówił. Zawsze milczał. Bo chyba się bał… bał się powiedzieć cokolwiek. Może wiedział, że… że nic nie mógł zrobić.-Wszystko się w nim kruszyło, ale materiał do którego przytulał twarz był pachnący i przyjemny. Bliskość drugiej osoby dawała mu ukojenie i pozwoliła skupić się na opowiadanej historii. Isaac umysłem nie znajdował się w tym samym pomieszczeniu co Anthony. Wizje i przebłyski ustały, zamykając go w rzeczywistości w której mógł snuć swoją opowieść.
-Patrzył tylko… jakby już dawno mnie stracił, ale nie potrafił tego przyznać. Nie wiem… po prostu się poddał. Myślałem, że jest słaby na umyśle... ale miał takie przebłyski. Powiedział, że to on zabrał pieniądze... napisał...- Isaac zamilknął. Milczał przez kilka sekund i mogłoby się wydawać, że zasnął, jednak wyglądało na to, że zbierał po prostu myśli, albo umysł przeniósł go tym razem zupełnie gdzie indziej.
-Ma pan tyle pieniędzy... mógłby pan pomóc. Czarny Pan… to wszystko… moglibyśmy… pomóc nam… nie wiem, wszystko jest takie zamazane. Nie mogę… znaleźć… spokoju… jestem chory... moja skrzatka wie..- Zamarł nagle na krześle a jego ciało zaczęło drżeć w rytmicznych skurczach. Dzięki podporze jaką był Anthony, atak nie skończył się upadkiem z krzesła. Szkliste oczy bez wyrazu otworzyły się, a nieregularny oddech zaczął przyspieszać. Po kilku chwilach drżenie zaczęło ustępować, a jego mięśnie stopniowo się rozluźniały.