- Powiedzmy sobie szczerze, mało kto podczas przyjęć urodzinowych interesuje się muzyką, szczególnie taką, jaką gram, jak mniemam nie będzie tam samych pasjonatów. To atrakcyjny przerywnik, pewnie będą zachwyceni, że ktoś taki, jak ja się pojawił, ale po piętnastu, dwudziestu minutach zapomną o moim istnieniu. - Stella zdawała sobie sprawę, jak to zazwyczaj wygląda. Początek był zawsze atrakcyjny, później ludzie przestawali słuchać tego, co grała. Wracali do rozmów, czy picia. Nie wydawało jej się, że tym razem będzie inaczej. Nie, żeby uważała, że znajomi Erika to ignoranci... chociaż może trochę? Niewielu czystokrwistych, czy nie interesowało się faktycznie muzyką, a do tego, do jej utworów nie będą mogli śpiewać, czy coś. Nie sądziła, aby był sens grać dłużej.
- Mojego zespoły? - Spoglądała na Longbottoma, jakby urwał się z choinki. - Nie mam żadnego zespołu, jestem solistką, więc chyba ten pomysł nie przejdzie. - Nie miała pojęcia, skąd wziął takie informacje, ale w sumie różne plotki chodziły po ludziach, może ją z kimś pomylił? To raczej się nie zdarzało, bo Avery była wyjątkowa ze względu na swoje specjalne umiejętności. Cóż, może Erik Longbottom je ignorował?
- Nie chodzi mi o opłacalność, po prostu sądzę, że na dłuższą metę taki występ może okazać się nudny, a jak widzę, że moja publika mnie nie słucha korzystam z innych metod, aby zwrócić na siebie uwagę. - Jeśli coś o niej słyszał, pewnie potrafił połączyć kropki. - Wolałabym tego nie robić na pańskich urodzinach. - Dodała jeszcze, miała nadzieje, że zrozumie o co jej chodzi. Irytowało ją, gdy była ignorowana, dlatego też zdecydowanie wolała krósze występy, na których publika była się w stanie skupić.
- Trochę tak, to zamieszanie z rytuałem namieszało ludziom w głowach. - Na samym początku wiele osób nie wiedziało co się dzieje, przez co podejmowali bardzo nieprzemyślane decyzje, ciekawe jak wygląda ich życie teraz, kiedy okazało się, że to tylko magia rytuału. - Przy Beltane też było sporo pogrzebów, na nie też lubią mnie zapraszać. - Dodała jeszcze, żeby nie było, że jest jakoś bardzo kolorowo.