18.09.2024, 22:36 ✶
– Nie wiem. Jak była ptaki, czuwała nade mną i myślałem... byłem pewien, że nadal to robi z ukrycia. Ale przyszły upiory i to nie ona mnie ostrzegła więc... Nie wiem już sam w co wierzyć. – szeptał drżący w jej skórę, lecz wewnątrz spokojny dzięki zapewnieniom, którym koiła jego nerwy. – Wiesz... wiesz, że ona musiała wiedzieć, że mam klątwę żywiołów? Że to ma warianty, że to jest e...efekt jakiegoś eksperymentu. A ja... ja się dowiedziałem tydzień temu od tej lekarki co mi ją znaleźliście. – To zadrżało posadami jego istnienia, kilka dni potem miał srogi atak na targu u Lovegoodów, nie chciał o tym myśleć, mówić, bał się, ale teraz, kiedy był w takim dziwnym stanie, wyzuty z emocji, a wciąż ich pełen, nie bał się. Mógł mówić Norze. Mógł mówić i mimo bólu, czuć rozchodzącą się dziwną ulgę, że może mówić, że może się z nią tym dzielić. – Zawsze słyszałem że to błogosławieństwo Kniei, że tak mają dzieci, które urodzą się w lesie. Zawsze mi tak mówiła. I ja... ja na prawdę nie wiem czemu mnie okłamała Nora, nie mam... nie mam pojęcia. – Stęknął, bo po policzkach leciało coraz więcej łez wstrzymywanych od tygodnia, choć tak na prawdę wstrzymywanych latami. Bardzo kochał swoją matkę. I bardzo jej w tym momencie nienawidził. To było trudne. To było za dużo jak na jego niezbyt szeroki umysł i zrozumienie samego siebie.
Ale była Nora obok i ona była mądrzejsza od niego. Wiedziała jak działa świat, była pragmatyczna i zaradna. Szanował ją i podziwiał za to jak świetnie sobie poradziła, mimo tylu przeciwności, a teraz... choć to on powinien być dla niej wsparciem i ochroną, to ona trzymała go w pionie. Znaczy w poziomie. W całości.
Gdzieś jednak w Samuelu zatliła się nadzieja, że kiedy role się odwrócą, to będzie gotów. Trenował magię kształtowania, stawiał warsztat. Rozumiał coraz więcej. I mieli dziecko.
Był ojcem.
Ogarnął łzy i znów przycisnął ją mocniej do siebie.
– Dziękuję kochana. Dziękuję że jesteś i że mi powiedziałaś. Ja... wezmę prysznic i możemy iść do Mabel jeśli chcesz. Myślę, że dam radę, po tych eliksirach mam takie poczucie jakbym przespał dziesięć lat – przyznał, choć nie wpadł na to by powiedzieć ile tych eliksirów wpadło do krwioobiegu.
Ale była Nora obok i ona była mądrzejsza od niego. Wiedziała jak działa świat, była pragmatyczna i zaradna. Szanował ją i podziwiał za to jak świetnie sobie poradziła, mimo tylu przeciwności, a teraz... choć to on powinien być dla niej wsparciem i ochroną, to ona trzymała go w pionie. Znaczy w poziomie. W całości.
Gdzieś jednak w Samuelu zatliła się nadzieja, że kiedy role się odwrócą, to będzie gotów. Trenował magię kształtowania, stawiał warsztat. Rozumiał coraz więcej. I mieli dziecko.
Był ojcem.
Ogarnął łzy i znów przycisnął ją mocniej do siebie.
– Dziękuję kochana. Dziękuję że jesteś i że mi powiedziałaś. Ja... wezmę prysznic i możemy iść do Mabel jeśli chcesz. Myślę, że dam radę, po tych eliksirach mam takie poczucie jakbym przespał dziesięć lat – przyznał, choć nie wpadł na to by powiedzieć ile tych eliksirów wpadło do krwioobiegu.