18.09.2024, 23:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2024, 23:40 przez Cameron Lupin.)
Pokiwał niezgrabnie głową, wyczuwając nieco zastanawiającą nutę w głosie starszego czarodzieja. Czyżby dopiero niedawno dowiedział się, że alternatywne formy klątwy żywiołów w ogóle istnieją? A może po prostu nie był z nimi zaznajomiony? Pewnie to drugie, zdecydował Cameron, nie bardzo wiedząc, co mógłby od siebie dodać.
Nawet doświadczeni klątwołamacze mogli po prostu nie wiedzieć o tym, jak działa to konkretne przekleństwa. Zwłaszcza ci, którzy pracowali poza granicami Wielkiej Brytanii, na starym kontynencie lub w Stanach Zjednoczone. Tam magowie mieli zapewne swoje własne odmiany wszelkiego rodzaju przekleństw. Brytyjskim czarodziejom przypadło przekleństwo Irlandczyka.
— Och, nic takiego — odparł, poruszając niespokojnie dłonią, w której ściskał szczypce. — Po prostu... Wygląda to trochę tak, jakby miały jakiś cel w tym jak się układają. W sensie te rośliny. — Wskazał ruchem podbródka na plątaninę lian i pnączy. — Ale tak chyba po prostu działa natura, co nie? Dostosowuje się do panujących akurat na danym terenie warunków.
Wzruszył ramionami, kontynuując pobieranie próbek. Ludzie na mieście często mówili: z żywiołem nie wygrasz. Rozległe wichury, pożary pożerające wręcz całe osiedle podczas rozległych pożarów, intensywne ulewy, które mogły przerodzić się w powodzie... Jeśli natura chciała się wedrzeć do danego miejsca, to szła po trupach, aby koniec końców usadowić się w miejscu, które obrała sobie za cel.
Kto wie, może magia klątwy żywiołów działała na podobnej zasadzie? Te teorie wolał jednak pozostawić dla zespołu badawczego. I tak pewnie okaże się błędna. W końcu byli dopiero na początku badań, a Florence wydawała się przekonana, że klucz do ich sukcesu leży w recepturze jakiegoś eliksiru. Tak przynajmniej jej zachowania i decyzje interpretował młody Lupin. Skoro stanowczo odrzuciła badania związane ze sferą emocjonalną przeklętych, to najwyraźniej miała jakiś inny plan.
— Aha — mruknął jakże inteligentnie, przyjmując do wiadomości informacje przekazane mu przez mężczyznę. — Czyli jednym słowem: zależy od sytuacji. — Skrzywił się, zdając sobie sprawę, że były to trzy słowa, a nie jedno. — Zrobię, co mogę...
Wycelował różdżką w miejsce, gdzie korzeń łączył się z ciuchami czarodzieja, po czym zaczerpnął z magii Rozproszenia. Zakładał, że skoro rośliny są magiczne, to podstawę ich obecnego funkcjonowania również stanowią czary. Zdecydował się więc osłabić ich energię, licząc, że w ten sposób korzeń wycofa się i wyswobodzi Samuela z tego nietypowego więzienia. Czy mu się to uda... To była już inna kwestia.
Nawet doświadczeni klątwołamacze mogli po prostu nie wiedzieć o tym, jak działa to konkretne przekleństwa. Zwłaszcza ci, którzy pracowali poza granicami Wielkiej Brytanii, na starym kontynencie lub w Stanach Zjednoczone. Tam magowie mieli zapewne swoje własne odmiany wszelkiego rodzaju przekleństw. Brytyjskim czarodziejom przypadło przekleństwo Irlandczyka.
— Och, nic takiego — odparł, poruszając niespokojnie dłonią, w której ściskał szczypce. — Po prostu... Wygląda to trochę tak, jakby miały jakiś cel w tym jak się układają. W sensie te rośliny. — Wskazał ruchem podbródka na plątaninę lian i pnączy. — Ale tak chyba po prostu działa natura, co nie? Dostosowuje się do panujących akurat na danym terenie warunków.
Wzruszył ramionami, kontynuując pobieranie próbek. Ludzie na mieście często mówili: z żywiołem nie wygrasz. Rozległe wichury, pożary pożerające wręcz całe osiedle podczas rozległych pożarów, intensywne ulewy, które mogły przerodzić się w powodzie... Jeśli natura chciała się wedrzeć do danego miejsca, to szła po trupach, aby koniec końców usadowić się w miejscu, które obrała sobie za cel.
Kto wie, może magia klątwy żywiołów działała na podobnej zasadzie? Te teorie wolał jednak pozostawić dla zespołu badawczego. I tak pewnie okaże się błędna. W końcu byli dopiero na początku badań, a Florence wydawała się przekonana, że klucz do ich sukcesu leży w recepturze jakiegoś eliksiru. Tak przynajmniej jej zachowania i decyzje interpretował młody Lupin. Skoro stanowczo odrzuciła badania związane ze sferą emocjonalną przeklętych, to najwyraźniej miała jakiś inny plan.
— Aha — mruknął jakże inteligentnie, przyjmując do wiadomości informacje przekazane mu przez mężczyznę. — Czyli jednym słowem: zależy od sytuacji. — Skrzywił się, zdając sobie sprawę, że były to trzy słowa, a nie jedno. — Zrobię, co mogę...
Wycelował różdżką w miejsce, gdzie korzeń łączył się z ciuchami czarodzieja, po czym zaczerpnął z magii Rozproszenia. Zakładał, że skoro rośliny są magiczne, to podstawę ich obecnego funkcjonowania również stanowią czary. Zdecydował się więc osłabić ich energię, licząc, że w ten sposób korzeń wycofa się i wyswobodzi Samuela z tego nietypowego więzienia. Czy mu się to uda... To była już inna kwestia.
(Rozproszenie) Próba odseparowania korzenia od Samuela x2
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!