19.09.2024, 00:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2025, 16:22 przez Elliott Malfoy.)
Wino przyjemnie łaskotało kubki smakowe, harmonizowało się z sierpniowymi upałami i obdarzało przyjemnym finiszem; słodkość brzoskwini przeplatała się z cierpkością alkoholu pozostawiając podniebienie w ukontentowaniu i łaknieniu kolejnego łyka.
Pomimo faktu, że tak naturalnie przychodziła im idealnie wystudiowana komunikacja, że lawirowali pomiędzy faktami, a cienką linią fałszu w większości wypowiadanych zdań, Elliott czuł się odrobinę nie na miejscu. Nie była to jednak wina Anthony'ego, który od progu postępował jak idealny gospodarz. Narastająca warstwa brudu osadzała się na receptorach szczęścia, satysfakcji oraz innych, istotnych kwestii, dzięki którym człowiek mógł nazywać swoje istnienie funkcjonowaniem. Odizolowanie się od bliższych interakcji społecznych zepchnęło Malfoya w miejsce, z którego, pare miesięcy temu, udało mu się powoli zacząć wyczołgiwać. Beltane i nieszczęsny rytuał, który wtedy wydawał się przyjemnością i wybawieniem, okazały się zgubne; cała ta sytuacja udowodniła mu tylko, że satynowa miękkość wyrażanych, pozytywnych emocji jest jedynie ułudą, jaką z łatwością pożrą chłodne, uderzające o surowość skał, fale rzeczywistości. Nie była to nowa lekcja, ale jej ciągłe nawroty były jak przewlekła choroba, której od lat nie potrafił się pozbyć, bo nie miał pojęcia, że może być lepiej. Był przecież całkowicie zdrowy, nie potrzebował pomocy, a 'wziąc się w garść'. Towarzyszące słonemu zapachowi ostrego zawodu rozczarowanie sprawiało, że momenty spędzone w zasięgu wzroku dziadka bledły, ustępując miejsca ciosanym w marmurze rygorowi ojcowskiemu.
Elliott widział w Anthonym tą samą pewność siebie, postawione do pionu, idealnie zadbane zachowania, które malowały go człowiekiem, za którego tokiem rozmowy chce się podążać.
Wzmianka o mądrości otuliła jego umysł ciepłym, wełnianym kocem, który sprawiał, że w ciepłe, letnie dni, skóra swędziała od przegrzania. Czuł, że żadna z ostatnio podjętych decyzji nie stała nawet w odległości metra od słowa 'mądrość', a jeżeli już, to musiała ominąć ją i udać, że w ogóle jej nie zauważyła.
Wziął kolejnego łyka wina, chcąc aby wzburzone, lękliwe myśli osiadły w ten sam sposób, w który on sam usadowił się w wygodnym fotelu.
Przesunął dłonią po skroni, marszcząc skórę między jasnymi brwiami. Palce, wciaż chłodne od kieliszka, pozostawiły na twarzy ślad wilgoci.
- Wszystkiego mamy pod dostatkiem, dziękuję - jego głos był nienagannie wyważony, choć, niecodziennie, pozwolił odrobinie roztargnienia wkraść się na, zazwyczaj idealnie spowitej w skostniałym chłodzie, twarz - Przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Zapewne uznasz, że to co, teraz powiem jest nierozważne, że powinienem zatrzymać tego typu komentarze dla siebie, ale prawda jest taka, że odczuwam ogromny trud, aby powrócić do idealnie wystudiowanych konwersacji. A są one dużą częścią mojej pracy - uśmiechnął się półgębkiem, ledwo unosząc kącik ust. Był to gest szybki, wręcz wyblakły, zupełnie jakby kolory, które powinny się w nim zawierać miały znikać wraz z nieuchronnie nadchodzącą po lecie i jesieni zimą.
Chciał powiedzieć, że nie mógł pozbyć się ojcowskiego, ciepłego oddechu, który wciąż odczuwał na karku, że włosy jeżyły mu się za każdym razem, gdy spoglądał w lustro i widział w swoich rysach cień Fortinbrasa, że oddałby wszystko, aby wyrzucić tego człowieka ze swojego życia; śmierć żony, którą skrzętnie zaplanował rownież zrzucał na okowy ojcowskiej kontroli. Zaczął dochodzić do wniosku, że wpływ starszego Malfoya niszczyło każdą, zaktiwającą szczęściem i satysfakcją emocję w jego życiu.
Przekleństwo lęku, wyrachowania i wyuczenia nie pozwalało mu pociągnąć tematu, więc do pierwszego, uniesionego kącika dołączył drugi; oczy Elliotta przypominały zazwyczaj przestworze nieodgadnionej, mroźnej, morskiej głębiny, acz tego dnia, spotkawszy kłębiącą się, londyńską szarość spojrzenia Anthony'ego, niebieskie tęczówki zawierały w sobie wypalone gwiazdy straconych nadzieji.
- Herbata może poczekać, z czasem łaknienie wzrasta, więc jej smak będzie tylko przyjemniejszy, w momencie spróbowania. Poza tym, temu winu należy się całość uwagi kubków smakowych, jest naprawdę przyjemne, można by powiedzieć, że wychyla się z kieliszka skoncentrowaną energię końca lata - podsumował, w praktyce nie chcąc też wstawać co pare minut do toalety, bo tymże poskutkowałoby delektowanie się obydwoma napitkami na raz. eueue
eueueue
eueu
- Pozwól, że zrujnuję odrobinę atmosferę i zapytam - zżera mnie ciekawość - cóż za sprawa jest tak istotna, że zdecydowałeś się omawiać ją w wyjatkowej atmosferze? Jeżeli powiesz, że to nic nadzwyczajnego, pociągnę Ccę do odpowiedzialności za te słowa i będe wymagał, aby każda nasza, związana z pracą, rozmowa się tak odbywała - pozwolił sobie na uraczenie rozmowy żartem, a zarazem bezpośrednim, acz wciąż wyważonym wprowadzeniem do tematu rozmowy, który mieli dzisiaj podejmować.
Pomimo faktu, że tak naturalnie przychodziła im idealnie wystudiowana komunikacja, że lawirowali pomiędzy faktami, a cienką linią fałszu w większości wypowiadanych zdań, Elliott czuł się odrobinę nie na miejscu. Nie była to jednak wina Anthony'ego, który od progu postępował jak idealny gospodarz. Narastająca warstwa brudu osadzała się na receptorach szczęścia, satysfakcji oraz innych, istotnych kwestii, dzięki którym człowiek mógł nazywać swoje istnienie funkcjonowaniem. Odizolowanie się od bliższych interakcji społecznych zepchnęło Malfoya w miejsce, z którego, pare miesięcy temu, udało mu się powoli zacząć wyczołgiwać. Beltane i nieszczęsny rytuał, który wtedy wydawał się przyjemnością i wybawieniem, okazały się zgubne; cała ta sytuacja udowodniła mu tylko, że satynowa miękkość wyrażanych, pozytywnych emocji jest jedynie ułudą, jaką z łatwością pożrą chłodne, uderzające o surowość skał, fale rzeczywistości. Nie była to nowa lekcja, ale jej ciągłe nawroty były jak przewlekła choroba, której od lat nie potrafił się pozbyć, bo nie miał pojęcia, że może być lepiej. Był przecież całkowicie zdrowy, nie potrzebował pomocy, a 'wziąc się w garść'. Towarzyszące słonemu zapachowi ostrego zawodu rozczarowanie sprawiało, że momenty spędzone w zasięgu wzroku dziadka bledły, ustępując miejsca ciosanym w marmurze rygorowi ojcowskiemu.
Elliott widział w Anthonym tą samą pewność siebie, postawione do pionu, idealnie zadbane zachowania, które malowały go człowiekiem, za którego tokiem rozmowy chce się podążać.
Wzmianka o mądrości otuliła jego umysł ciepłym, wełnianym kocem, który sprawiał, że w ciepłe, letnie dni, skóra swędziała od przegrzania. Czuł, że żadna z ostatnio podjętych decyzji nie stała nawet w odległości metra od słowa 'mądrość', a jeżeli już, to musiała ominąć ją i udać, że w ogóle jej nie zauważyła.
Wziął kolejnego łyka wina, chcąc aby wzburzone, lękliwe myśli osiadły w ten sam sposób, w który on sam usadowił się w wygodnym fotelu.
Przesunął dłonią po skroni, marszcząc skórę między jasnymi brwiami. Palce, wciaż chłodne od kieliszka, pozostawiły na twarzy ślad wilgoci.
- Wszystkiego mamy pod dostatkiem, dziękuję - jego głos był nienagannie wyważony, choć, niecodziennie, pozwolił odrobinie roztargnienia wkraść się na, zazwyczaj idealnie spowitej w skostniałym chłodzie, twarz - Przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Zapewne uznasz, że to co, teraz powiem jest nierozważne, że powinienem zatrzymać tego typu komentarze dla siebie, ale prawda jest taka, że odczuwam ogromny trud, aby powrócić do idealnie wystudiowanych konwersacji. A są one dużą częścią mojej pracy - uśmiechnął się półgębkiem, ledwo unosząc kącik ust. Był to gest szybki, wręcz wyblakły, zupełnie jakby kolory, które powinny się w nim zawierać miały znikać wraz z nieuchronnie nadchodzącą po lecie i jesieni zimą.
Chciał powiedzieć, że nie mógł pozbyć się ojcowskiego, ciepłego oddechu, który wciąż odczuwał na karku, że włosy jeżyły mu się za każdym razem, gdy spoglądał w lustro i widział w swoich rysach cień Fortinbrasa, że oddałby wszystko, aby wyrzucić tego człowieka ze swojego życia; śmierć żony, którą skrzętnie zaplanował rownież zrzucał na okowy ojcowskiej kontroli. Zaczął dochodzić do wniosku, że wpływ starszego Malfoya niszczyło każdą, zaktiwającą szczęściem i satysfakcją emocję w jego życiu.
Przekleństwo lęku, wyrachowania i wyuczenia nie pozwalało mu pociągnąć tematu, więc do pierwszego, uniesionego kącika dołączył drugi; oczy Elliotta przypominały zazwyczaj przestworze nieodgadnionej, mroźnej, morskiej głębiny, acz tego dnia, spotkawszy kłębiącą się, londyńską szarość spojrzenia Anthony'ego, niebieskie tęczówki zawierały w sobie wypalone gwiazdy straconych nadzieji.
- Herbata może poczekać, z czasem łaknienie wzrasta, więc jej smak będzie tylko przyjemniejszy, w momencie spróbowania. Poza tym, temu winu należy się całość uwagi kubków smakowych, jest naprawdę przyjemne, można by powiedzieć, że wychyla się z kieliszka skoncentrowaną energię końca lata - podsumował, w praktyce nie chcąc też wstawać co pare minut do toalety, bo tymże poskutkowałoby delektowanie się obydwoma napitkami na raz. eueue
eueueue
eueu
- Pozwól, że zrujnuję odrobinę atmosferę i zapytam - zżera mnie ciekawość - cóż za sprawa jest tak istotna, że zdecydowałeś się omawiać ją w wyjatkowej atmosferze? Jeżeli powiesz, że to nic nadzwyczajnego, pociągnę Ccę do odpowiedzialności za te słowa i będe wymagał, aby każda nasza, związana z pracą, rozmowa się tak odbywała - pozwolił sobie na uraczenie rozmowy żartem, a zarazem bezpośrednim, acz wciąż wyważonym wprowadzeniem do tematu rozmowy, który mieli dzisiaj podejmować.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦