19.09.2024, 02:26 ✶
Nigdy nie był specjalnym fanatykiem sztuki, a kiedy w życiu zdarzył mu się moment, kiedy bywał w galeriach częściej, to tylko dlatego że kazała mu Cressida. Od tamtego czasu stronił od tego typu rozrywek, biorąc w nich udział przede wszystkim kiedy zwyczajnie wypadało, albo lepiej - Florence mu kazała. Bo już nawet nie chodziło o to, że mogła się gdzieś tam czaić panna Avery, gotowa popaść w histerię albo naopowiadać innym gościom jakichś bzdur, ale patrzenie się na widoki zwyczajnie było nudne. Większość z nich i tak nie miała za grosz polotu i głębi, znajdując się na ładnie oświetlonej ścianie chyba tylko dlatego, że obok znajdowała się plakietka z jakimś cholernie ważnym nazwiskiem, które nie było warte zapamiętania.
- Tak - mruknął machinalnie, ale po prawdzie to nie miał bladego pojęcia. Nawet eliksiry na bezsenność nie zawsze pomagały na skręcający się wpływem więzi żołądek, a kiedy już miał trochę spokoju, często był tak zmęczony że już nie potrzebował wspomagaczy i zasypiał z miejsca, jakby nawet chroniczna bezsenność musiała się ugiąć przed potęgą magii Beltane. Ale im więcej razy Brennie zdarzało się rozrabiać nocami, tym pewniejsze miał zdanie, że wolał już nie móc zasnąć z naturalnych przyczyn i łyknąć sobie na to eliksir.
Zerknął na siostrę przelotnie, kiedy ta odpowiedziała w sumie sama sobie, ale nic nie powiedział, samemu mieląc w głowie ostatnie dni, zmęczenie i zmarnowany w galerii wieczór. Pewnie też z tego wszystkiego zwyczajnie wyminąłby smarkatą, która stanęła im na drodze, zwalniając tylko na moment skoro Florence musiała wstrzymać przez nią kroku, ale siostra najwyraźniej poczuła się do jakiegoś obywatelskiego obowiązku, chcąc małej pomóc. Atreus obrzucił dziecko przelotnym spojrzeniem, brwi marszcząc dopiero kiedy ta uniosła w dłoniach pudełko z zapałkami. Okej. Czyli co, chciała do tego szluga?
Albo raczej galeona, dlatego Bulstrode poklepał się po kieszeniach, szukając monety, a kiedy wreszcie ją znalazł, wyciągnął dłoń w kierunku dziecka. I zatrzymał się w połowie tego gestu, bo coś było z tą małą nie tak. Ale zanim zdążył powiedzieć Florence, że się stąd zwijają, mała potarła zapałką o bok pudełeczka, krzesząc płomień.
- Tak - mruknął machinalnie, ale po prawdzie to nie miał bladego pojęcia. Nawet eliksiry na bezsenność nie zawsze pomagały na skręcający się wpływem więzi żołądek, a kiedy już miał trochę spokoju, często był tak zmęczony że już nie potrzebował wspomagaczy i zasypiał z miejsca, jakby nawet chroniczna bezsenność musiała się ugiąć przed potęgą magii Beltane. Ale im więcej razy Brennie zdarzało się rozrabiać nocami, tym pewniejsze miał zdanie, że wolał już nie móc zasnąć z naturalnych przyczyn i łyknąć sobie na to eliksir.
Zerknął na siostrę przelotnie, kiedy ta odpowiedziała w sumie sama sobie, ale nic nie powiedział, samemu mieląc w głowie ostatnie dni, zmęczenie i zmarnowany w galerii wieczór. Pewnie też z tego wszystkiego zwyczajnie wyminąłby smarkatą, która stanęła im na drodze, zwalniając tylko na moment skoro Florence musiała wstrzymać przez nią kroku, ale siostra najwyraźniej poczuła się do jakiegoś obywatelskiego obowiązku, chcąc małej pomóc. Atreus obrzucił dziecko przelotnym spojrzeniem, brwi marszcząc dopiero kiedy ta uniosła w dłoniach pudełko z zapałkami. Okej. Czyli co, chciała do tego szluga?
Albo raczej galeona, dlatego Bulstrode poklepał się po kieszeniach, szukając monety, a kiedy wreszcie ją znalazł, wyciągnął dłoń w kierunku dziecka. I zatrzymał się w połowie tego gestu, bo coś było z tą małą nie tak. Ale zanim zdążył powiedzieć Florence, że się stąd zwijają, mała potarła zapałką o bok pudełeczka, krzesząc płomień.