19.09.2024, 10:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2024, 10:29 przez Florence Bulstrode.)
Skrzywiła się ledwo dostrzegalnie, kiedy Icarus wspomniał o „umawianiu się na takie rzeczy”. Nie żeby ją to dziwiło: miała trzydzieści dwa lata, była jasnowidzem, uzdrowicielem i kobietą dość rozsądną, nie naiwną panienką, zdarzało się jej mijać dziewczyny brata – i te bardziej stałe, i przelotne miłostki – na schodach domu, a i w świecie czystej krwi czystej krwi, miała wrażenie, było to dużo bardziej powszechne niż wśród tych czarodziejów żyjących z dala od znanych rodów… Ale Florence i tak nijak tego nie skomentowała, bo mimo wszystko nie uznawała za stosowne, aby omawiać takie rzeczy ze swoimi dwoma kuzynami.
– Nie zachowuj się jak wuj Edward, Basiliusie – skarciła go jeszcze, zanim ruszyła do kuchni. Nie bywała tu może codziennie ani nawet raz w tygodniu, ale orientowała się na tyle, by bez większego trudu znaleźć odpowiednią herbatę, a także czajnik. Tę pierwszą wsypała do filiżanek, wodę w tym drugim podgrzała zaklęciem. Mężczyźni mieli jakieś trzy minuty na wymienienie między sobą uwag i ewentualnie ponarzekanie poza zasięgiem jej uszu… chociaż pewnie gdyby to zrobili, Florence i tak by wiedziała. Może zdradzały ich miny, może to jasnowidzenie sprawiało, że zwykle doskonale wiedziała, co planowali o niej powiedzieć.
Wróciła z tacą i ustawiła obie filiżanki na stoliku. W salonie rozszedł się mocny zapach ziół, unoszący się znad gorących naparów.
– Gdy tylko Icarus weźmie drugą porcję eliksiru, idźcie spać. Obaj. Będę wracała do siebie – poinformowała, przesuwając jeszcze po nich spojrzeniem. Bardzo, bardzo poważnym.
Normalnie zostawiłaby bardziej staranne zalecenia albo została dłużej, ale Prewett był przecież uzdrowicielem, i to wcale nie gorszym od niej, powstrzymała więc odruch powtórzenia, jak dawkować mikstury, co robić i czego absolutnie nie robić…
…chociaż hm, może to ostatnie by się przydało.
– Zamknijcie za mną drzwi – dodała takim tonem, jakby miała wrażenie, że inaczej zapomną, zanim skierowała się do wyjścia. Było późno, a ona wciąż miała na sobie nocny strój, jej włosy były rozczochrane i ledwo przestała się martwić o kuzynów, a już zaczęło to wzbudzać jej irytację.
Tak jeszcze Florence sobie patrzy, czy chłopcy nic nie kombinują na odchodne
– Nie zachowuj się jak wuj Edward, Basiliusie – skarciła go jeszcze, zanim ruszyła do kuchni. Nie bywała tu może codziennie ani nawet raz w tygodniu, ale orientowała się na tyle, by bez większego trudu znaleźć odpowiednią herbatę, a także czajnik. Tę pierwszą wsypała do filiżanek, wodę w tym drugim podgrzała zaklęciem. Mężczyźni mieli jakieś trzy minuty na wymienienie między sobą uwag i ewentualnie ponarzekanie poza zasięgiem jej uszu… chociaż pewnie gdyby to zrobili, Florence i tak by wiedziała. Może zdradzały ich miny, może to jasnowidzenie sprawiało, że zwykle doskonale wiedziała, co planowali o niej powiedzieć.
Wróciła z tacą i ustawiła obie filiżanki na stoliku. W salonie rozszedł się mocny zapach ziół, unoszący się znad gorących naparów.
– Gdy tylko Icarus weźmie drugą porcję eliksiru, idźcie spać. Obaj. Będę wracała do siebie – poinformowała, przesuwając jeszcze po nich spojrzeniem. Bardzo, bardzo poważnym.
Normalnie zostawiłaby bardziej staranne zalecenia albo została dłużej, ale Prewett był przecież uzdrowicielem, i to wcale nie gorszym od niej, powstrzymała więc odruch powtórzenia, jak dawkować mikstury, co robić i czego absolutnie nie robić…
…chociaż hm, może to ostatnie by się przydało.
– Zamknijcie za mną drzwi – dodała takim tonem, jakby miała wrażenie, że inaczej zapomną, zanim skierowała się do wyjścia. Było późno, a ona wciąż miała na sobie nocny strój, jej włosy były rozczochrane i ledwo przestała się martwić o kuzynów, a już zaczęło to wzbudzać jej irytację.
Tak jeszcze Florence sobie patrzy, czy chłopcy nic nie kombinują na odchodne
Rzut Z 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Koniec sesji