19.09.2024, 13:53 ✶
Uniósł kącik ust i parsknął z niepowagą. Faktycznie coś w tym było. Co śmieszniejsze, jednocześnie on także czerpał od niej inspiracje do niektórych swoich zachowań i nawet tego nie zauważał. Można było powiedzieć, że stawali się lepsi poprzez wzajemne, wspólne dążenie do ciągłego rozwoju w niemalże każdym kierunku. Również takim wygodnym dla nich, ale niewygodnym dla otoczenia, które musiało akceptować pewne cechy charakteru. Na przykład ten ośli upór i dokazywanki.
- No poniekąd to masz tu rację - przyznał względnie niewinnie, przez chwilę wydymając przy tym usta, jakby złapała go na jakimś gorącym uczynku. - Aczkolwiek może to i lepiej. Jeśli nie zauważyłaś, raczej nie potrzebuję bardziej rosnąć - skwitował z rozbawieniem.
Nigdy nie aspirował do tego, żeby mieć ponad dwa metry. Tak właściwie to w pewnym etapie życia zastanawiał się, jak ciągłe rośnięcie wpłynie na jego karierę zawodową. W końcu w Quidditchu należało być szybkim i zwrotnym. Jeszcze wtedy, kiedy wiązał przyszłość z profesjonalną grą, miało dla niego paradoksalne znaczenie, żeby nie wyrosnąć za bardzo. Z perspektywy czasu było to gorzko-zabawne, bo nigdy nie okazało się rzeczywistym problemem. Poświęcił dużo czasu na różne teoretyczne rozważania, bo wydawały się mieć znaczenie w przyszłości. Nie miały. Drugą zabawną kwestią było to, że może nie wystarczyłyby mu te dwa sezony, żeby wyrosnąć. Za to wystarczyło pół sezonu Quidditcha w Hogwarcie, żeby spaść nisko, zostać poskładanym po licznych złamaniach i skurczyć się w swojej głowie o jakieś dziesięć centymetrów. Nigdy nie latał tak wysoko na własnym ego jak w szkole i po wypadku nie poleciał wyżej.
Co nie oznaczało, że nie był zadufanym w sobie bubkiem. W żadnym wypadku. Samozadowolenie ze swoich osiągnięć było u nich bardzo rodzinne. Tak samo jak iskra rywalizacji. Niełatwo było spuścić z tonu i wrócić na ziemię, kiedy w swojej głowie osiągało się wyżyny. Ambroise niemal nie dostrzegał własnego zadzierania nosa a w przypadku Roselyn, choć wytykał jej to w żartach, jak najbardziej przyklaskiwał tej pewności siebie. Potrzebowała wszystkich nakładów wiary we własną zajebistość, żeby przebić się w trudnym świecie nauki i magibotaniki. Jej konkurencja nie była znacznie bardziej doświadczona (jak na jego oko to siostra dawno przebiła większość tamtych ludzi), ale mocno trzymała się swoich pozycji i niełatwo dopuszczała kogoś do kliki. Trzeba było mieć zęby i pazury.
No i może trochę, dosłownie ociupinkę więcej cierpliwości do przedstawiania swoich wyników, bo zanim Ambroise dobrze przypatrzył się otrzymanemu dziennikowi (a miał z tym problem) ten już mu zniknął z dłoni. Nie dowiedział się zbyt wiele. Zamrugał parokrotnie, posyłając Rosie jednoznaczne spojrzenie i wyciągając pustą dłoń w jej kierunku.
- Myślę, że nie mam superczytnika w oczach a dziś nie łyknąłem żadnego eliksiru szybkości, więc musisz mnie traktować jak przeciętnie powolnego człowieka - zamachał ręką, żeby pamiętała o oddaniu mu notatek, które chciał przeczytać. Po czym energicznie pokiwał głową, rozciągając wargi w uśmiechu.
- Efekty przerastają wszelkie oczekiwania. Na moje oko, może być nawet z tydzień wcześniej. Chcesz ją jeszcze czymś wspomagać? - Spytał z zainteresowaniem, bo chyba miałby kilka interesujących eliksirów.
Choć z drugiej strony lepiej byłoby eksperymentować na innych egzemplarzach niż oryginalny, pierwszy.
- No poniekąd to masz tu rację - przyznał względnie niewinnie, przez chwilę wydymając przy tym usta, jakby złapała go na jakimś gorącym uczynku. - Aczkolwiek może to i lepiej. Jeśli nie zauważyłaś, raczej nie potrzebuję bardziej rosnąć - skwitował z rozbawieniem.
Nigdy nie aspirował do tego, żeby mieć ponad dwa metry. Tak właściwie to w pewnym etapie życia zastanawiał się, jak ciągłe rośnięcie wpłynie na jego karierę zawodową. W końcu w Quidditchu należało być szybkim i zwrotnym. Jeszcze wtedy, kiedy wiązał przyszłość z profesjonalną grą, miało dla niego paradoksalne znaczenie, żeby nie wyrosnąć za bardzo. Z perspektywy czasu było to gorzko-zabawne, bo nigdy nie okazało się rzeczywistym problemem. Poświęcił dużo czasu na różne teoretyczne rozważania, bo wydawały się mieć znaczenie w przyszłości. Nie miały. Drugą zabawną kwestią było to, że może nie wystarczyłyby mu te dwa sezony, żeby wyrosnąć. Za to wystarczyło pół sezonu Quidditcha w Hogwarcie, żeby spaść nisko, zostać poskładanym po licznych złamaniach i skurczyć się w swojej głowie o jakieś dziesięć centymetrów. Nigdy nie latał tak wysoko na własnym ego jak w szkole i po wypadku nie poleciał wyżej.
Co nie oznaczało, że nie był zadufanym w sobie bubkiem. W żadnym wypadku. Samozadowolenie ze swoich osiągnięć było u nich bardzo rodzinne. Tak samo jak iskra rywalizacji. Niełatwo było spuścić z tonu i wrócić na ziemię, kiedy w swojej głowie osiągało się wyżyny. Ambroise niemal nie dostrzegał własnego zadzierania nosa a w przypadku Roselyn, choć wytykał jej to w żartach, jak najbardziej przyklaskiwał tej pewności siebie. Potrzebowała wszystkich nakładów wiary we własną zajebistość, żeby przebić się w trudnym świecie nauki i magibotaniki. Jej konkurencja nie była znacznie bardziej doświadczona (jak na jego oko to siostra dawno przebiła większość tamtych ludzi), ale mocno trzymała się swoich pozycji i niełatwo dopuszczała kogoś do kliki. Trzeba było mieć zęby i pazury.
No i może trochę, dosłownie ociupinkę więcej cierpliwości do przedstawiania swoich wyników, bo zanim Ambroise dobrze przypatrzył się otrzymanemu dziennikowi (a miał z tym problem) ten już mu zniknął z dłoni. Nie dowiedział się zbyt wiele. Zamrugał parokrotnie, posyłając Rosie jednoznaczne spojrzenie i wyciągając pustą dłoń w jej kierunku.
- Myślę, że nie mam superczytnika w oczach a dziś nie łyknąłem żadnego eliksiru szybkości, więc musisz mnie traktować jak przeciętnie powolnego człowieka - zamachał ręką, żeby pamiętała o oddaniu mu notatek, które chciał przeczytać. Po czym energicznie pokiwał głową, rozciągając wargi w uśmiechu.
- Efekty przerastają wszelkie oczekiwania. Na moje oko, może być nawet z tydzień wcześniej. Chcesz ją jeszcze czymś wspomagać? - Spytał z zainteresowaniem, bo chyba miałby kilka interesujących eliksirów.
Choć z drugiej strony lepiej byłoby eksperymentować na innych egzemplarzach niż oryginalny, pierwszy.