19.09.2024, 20:10 ✶
Mona musiała się zmusić, żeby wprawić swoje ciało w ruch. Było sztywne, kiedy odsunęła krzesło i odeszła od stołu.
— Oczywiście, panie Prewett — odpowiedziała drżącym głosem. Pragnęła zachować resztki godności, więc uśmiechnęła się sztucznie i skinęła głową, aby szybko odejść. — Poczekam w gabinecie.
Gdy tylko wyszła, Mona zacisnęła dłonie w pięści, a jej knykcie zbielały od stresu. Próbowała szybko je rozluźnić, ale palce powędrowały do jej ust. Automatycznie zaczęła przygryzać skórki wokół paznokci, próbując w ten sposób rozładować stres, choć dobrze wiedziała, że to na nic. Zbyt mocno, zbyt nerwowo. Za dużo na raz.
Czy od samego początku Ari ukrywał, co tak naprawdę myślał o ich wspólnych jej żartach?
Unikała wzroku Icarusa, gdy wcześniej wychodziła z pomieszczenia. Była zbyt zawstydzona, by spojrzeć mu prosto w oczy. Wszystkie wspomnienia ich rozmów o mugolskich magazynach, ich żartach i teoriach o smokach wydawały się jej bezwartościowe. Czy on przez cały ten czas uważał to za dziecinadę, z której mógł się jedynie nabijać z ojcem? Jeśli to był atak Dedalusa (dlaczego miałby ją atakować?), a jego celem było jej poniżenie (dlaczego?), to musiała przyznać, że mu się udało. I to zaskakująco dobrze. Z każdym słowem Ariego czuła, jak jej wnętrzności skręcały się od środka. Chyba coś w niej się rozpadło, włącznie z tym całym pewnym frontem, który próbowała utrzymać. Dedalus mógł sobie owijać swoje słowa w ładne zwroty, ale to wciąż było wyraźne uderzenie w nią, a Icarus… nie oczekiwała, że mógłby jej bronić, ale też nigdy nie przypuszczałaby, że dojdzie do takiej sytuacji!
Wychodziło na to, że z ojcem mówił, sądził coś zupełnie innego. Z nią śmiał się, udawał, że rozumie i akceptuje jej poczucie humoru, ale przy stole, pod spojrzeniem ojca, te same żarty okazały się czymś wstydliwym, godnym jedynie pogardy. Co było prawdą? Które z tych słów były jego? Te, które wypowiadał, gdy byli sami, czy te, które teraz, w zimnej tonacji, wypluwał na jej oczach, jakby ona sama nie miała już żadnej wartości? Ból rozlał się w sercu, a na policzki wdarło się ciepło.
Było jej przykro, że kiedykolwiek odważyła się rozmawiać o smokach przy Icarusie. Było jej przykro, że w ogóle zaczęła temat tego wieczoru. Żałowała, że wyciągnęła coś, co było częścią ich; ich prywatnych żartów, drobnej, intymnej rzeczy, którą dzielili tylko we dwoje. Żałowała, że sprowokowała jego ojca, mimo że przecież nie miała na myśli nic złego. Chciała tylko trochę rozluźnić atmosferę. Czy to naprawdę była jej wina?
— Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi, co naprawdę sądzisz? — zapytała w końcu cicho, kiedy usłyszała zamykające się drzwi za sobą. — Nie poruszałabym nigdy tego tematu. Nie chciałam cię… nigdy postawić w takiej sytuacji.
Dlaczego to powiedziała?
— Oczywiście, panie Prewett — odpowiedziała drżącym głosem. Pragnęła zachować resztki godności, więc uśmiechnęła się sztucznie i skinęła głową, aby szybko odejść. — Poczekam w gabinecie.
Gdy tylko wyszła, Mona zacisnęła dłonie w pięści, a jej knykcie zbielały od stresu. Próbowała szybko je rozluźnić, ale palce powędrowały do jej ust. Automatycznie zaczęła przygryzać skórki wokół paznokci, próbując w ten sposób rozładować stres, choć dobrze wiedziała, że to na nic. Zbyt mocno, zbyt nerwowo. Za dużo na raz.
Czy od samego początku Ari ukrywał, co tak naprawdę myślał o ich wspólnych jej żartach?
Unikała wzroku Icarusa, gdy wcześniej wychodziła z pomieszczenia. Była zbyt zawstydzona, by spojrzeć mu prosto w oczy. Wszystkie wspomnienia ich rozmów o mugolskich magazynach, ich żartach i teoriach o smokach wydawały się jej bezwartościowe. Czy on przez cały ten czas uważał to za dziecinadę, z której mógł się jedynie nabijać z ojcem? Jeśli to był atak Dedalusa (dlaczego miałby ją atakować?), a jego celem było jej poniżenie (dlaczego?), to musiała przyznać, że mu się udało. I to zaskakująco dobrze. Z każdym słowem Ariego czuła, jak jej wnętrzności skręcały się od środka. Chyba coś w niej się rozpadło, włącznie z tym całym pewnym frontem, który próbowała utrzymać. Dedalus mógł sobie owijać swoje słowa w ładne zwroty, ale to wciąż było wyraźne uderzenie w nią, a Icarus… nie oczekiwała, że mógłby jej bronić, ale też nigdy nie przypuszczałaby, że dojdzie do takiej sytuacji!
Wychodziło na to, że z ojcem mówił, sądził coś zupełnie innego. Z nią śmiał się, udawał, że rozumie i akceptuje jej poczucie humoru, ale przy stole, pod spojrzeniem ojca, te same żarty okazały się czymś wstydliwym, godnym jedynie pogardy. Co było prawdą? Które z tych słów były jego? Te, które wypowiadał, gdy byli sami, czy te, które teraz, w zimnej tonacji, wypluwał na jej oczach, jakby ona sama nie miała już żadnej wartości? Ból rozlał się w sercu, a na policzki wdarło się ciepło.
Było jej przykro, że kiedykolwiek odważyła się rozmawiać o smokach przy Icarusie. Było jej przykro, że w ogóle zaczęła temat tego wieczoru. Żałowała, że wyciągnęła coś, co było częścią ich; ich prywatnych żartów, drobnej, intymnej rzeczy, którą dzielili tylko we dwoje. Żałowała, że sprowokowała jego ojca, mimo że przecież nie miała na myśli nic złego. Chciała tylko trochę rozluźnić atmosferę. Czy to naprawdę była jej wina?
— Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi, co naprawdę sądzisz? — zapytała w końcu cicho, kiedy usłyszała zamykające się drzwi za sobą. — Nie poruszałabym nigdy tego tematu. Nie chciałam cię… nigdy postawić w takiej sytuacji.
Dlaczego to powiedziała?