19.09.2024, 20:39 ✶
Pokiwał mu głową. Czy miały osobne znaczenie?
- Każdy ma swoją symbolikę i właściwości. Kiedyś, w szkole było ich więcej niż teraz mogę znaleźć, nawet w lasach przy domu. Nie mamy w tym kraju klimatu na wszystko co rośnie na świecie. - niestety musiał korzystać z tego co mógł znaleźć lokalnie, w akademii mieli i rośliny z Azji, z Afryki, nawet z Ameryki.
Uśmiechnął się do niego lekko. Czy rośliny to była jego pasja?
- Tylko w to byłem dobry, więc to musi mnie pasjonować. - zaśmiał się. Jaki to byłby dramat gdyby nie był dobry w nic, tylko w rośliny i do tego gdyby za nimi nie przepadał. Koniec świata.
Objął go rozczulony jego pamięcią i dostał w odpowiedzi to samo, co jeszcze bardziej go wzruszyło.
- Oui, parce que je t'aime bien. - przymykając oczy wymruczał, powoli puszczając go przytulenia. Czułość czułościami, ale kaktus wiecznie czekać nie będzie, a skoro miał pokazać wszystko co chciał, to nie mogli zwlekać!
Poprowadzi go do rośliny licząc na przytaknięcie, a dostał coś zupełnie innego. Zmarszczył brwi i zacisnął usta.
- I to chyba jest niesprawiedliwe. To, że nie każdy może. Albo po prostu jestem zły, nie wiem na co. Może po prostu nie lubię czarodziejów... - zamarudził powoli przechodząc ze zwykłej odpowiedzi w zadumanie. - Może jestem zły, że nie umiem z tego korzystać, ale też nie chce, bo to oszukiwanie... - coś mu się tu nie zgadzało, trochę widział w tym błędnego koła. - Jak to robisz, że... - zaciął się, myśląc nad pytaniem. - Jak to zrobiłeś, że nie pomyślałeś o rozwieszeniu moich ubrań, a o wysuszeniu ich czarami? Albo jak to zrobiłeś, że pomyślałeś, żeby odpalić świece magią, a nie zapałkami? - to było dla niego konfundujące. Zawsze kiedy była okazja do użycia magii, przypominał sobie o niej dopiero kiedy już wszystko naprawił własnymi rękoma. - Co jeśli spróbuję i moje czary nie podziałają. Już nieraz mnie zawiodły, prawie przez to umarłem... dwa razy? - spróbował policzyć i aż musiał podrapać się po głowie w tym myśleniu. Czuł, że nie może polegać na magii, nóż, zapałki i młotek były czymś co podziała zawsze w ten czy inny sposób, ale podziała.
- Każdy ma swoją symbolikę i właściwości. Kiedyś, w szkole było ich więcej niż teraz mogę znaleźć, nawet w lasach przy domu. Nie mamy w tym kraju klimatu na wszystko co rośnie na świecie. - niestety musiał korzystać z tego co mógł znaleźć lokalnie, w akademii mieli i rośliny z Azji, z Afryki, nawet z Ameryki.
Uśmiechnął się do niego lekko. Czy rośliny to była jego pasja?
- Tylko w to byłem dobry, więc to musi mnie pasjonować. - zaśmiał się. Jaki to byłby dramat gdyby nie był dobry w nic, tylko w rośliny i do tego gdyby za nimi nie przepadał. Koniec świata.
Objął go rozczulony jego pamięcią i dostał w odpowiedzi to samo, co jeszcze bardziej go wzruszyło.
- Oui, parce que je t'aime bien. - przymykając oczy wymruczał, powoli puszczając go przytulenia. Czułość czułościami, ale kaktus wiecznie czekać nie będzie, a skoro miał pokazać wszystko co chciał, to nie mogli zwlekać!
Poprowadzi go do rośliny licząc na przytaknięcie, a dostał coś zupełnie innego. Zmarszczył brwi i zacisnął usta.
- I to chyba jest niesprawiedliwe. To, że nie każdy może. Albo po prostu jestem zły, nie wiem na co. Może po prostu nie lubię czarodziejów... - zamarudził powoli przechodząc ze zwykłej odpowiedzi w zadumanie. - Może jestem zły, że nie umiem z tego korzystać, ale też nie chce, bo to oszukiwanie... - coś mu się tu nie zgadzało, trochę widział w tym błędnego koła. - Jak to robisz, że... - zaciął się, myśląc nad pytaniem. - Jak to zrobiłeś, że nie pomyślałeś o rozwieszeniu moich ubrań, a o wysuszeniu ich czarami? Albo jak to zrobiłeś, że pomyślałeś, żeby odpalić świece magią, a nie zapałkami? - to było dla niego konfundujące. Zawsze kiedy była okazja do użycia magii, przypominał sobie o niej dopiero kiedy już wszystko naprawił własnymi rękoma. - Co jeśli spróbuję i moje czary nie podziałają. Już nieraz mnie zawiodły, prawie przez to umarłem... dwa razy? - spróbował policzyć i aż musiał podrapać się po głowie w tym myśleniu. Czuł, że nie może polegać na magii, nóż, zapałki i młotek były czymś co podziała zawsze w ten czy inny sposób, ale podziała.