Stella nie chciała w żaden sposób urazić Erika, nie chodziło jej o to, aby wprowadzić go w zakłopotanie. Po prostu wiedziała, jak to zazwyczaj wygląda, on mógł nie mieć podobnego doświadczenia. Jej intencje naprawdę były dobre, może nie zabrzmiało to zbyt miło, ale ostatnio niezbyt często przebywała w towarzystwie ludzi i nie do końca sobie radziła z tymi wszystkimi konwenansami.
- Tak, zajmuję się wszystkim sama, no, czasem rodzice umawiają mnie z klientami, ale tak, nikt więcej mi nie pomaga. - Nie widziała w tym nic dziwnego, nie miała nic innego do roboty poza malowaniem. Dziwiła ją reakcja Erika, znaczy może faktycznie powinna sobie kogoś zorganizować do pomocy? Tylko właściwie po co, ostatnio grywała coraz mniej.
Avery nie potrzebowała machiny promocyjnej. Jej twórczość broniła się sama, zresztą nie była niewiadomo jak popularna. Wiolonczela nie była instumentem który cieszył się ogromną popularnością, bardziej z jej usług korzystali prawdziwi pasjonaci, co również miało swoje zalety.
- Przepraszam, że nie tego się pan spodziewał, ale wydaje mi się, że to faktycznie zadziała. Chodzi przede wszystkim o to, aby pan i goście się dobrze bawili. Nie chciałabym ich zanudzić. - Najwyraźniej zdawała sobie sprawę z tego, jakie goście mieli oczekiwania na takich przyjęciach. Bardziej chodziło o alkohol, dobre jedzenie i skoczną muzykę, do której można się było pobawić, czy pośpiewać.
Avery chyba najbardziej lubiła pogrzeby, z tych wszystkich uroczystości. Przez stratę siostry polubiła cmentarze i spędzała tam dużo czasu, aby być jak najbliżej niej. Każdemu zmarłemu należało się odpowiednie pożegnanie, dlatego nigdy nie odmawiała gry na takich wydarzeniach.
- Święto duchów, aż się prosi o pogrzeby, to przecież ich pora. - Zmarłych. Miała wrażenie, że śmierć wtedy wydaje się być bardziej przystępna. - Oczywiście również uważam, że lepiej byłoby uniknąć kolejnych tragedii. - Ostatnio było ich zbyt wiele.