19.09.2024, 22:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2024, 23:10 przez Thomas Figg.)
Pojedynki były całkowitym przeciwieństwem tego co było potrzebne do łamania klątw i rozbrajania pułapek - musiał przerzucić swój mózg na zupełnie inny tryb, nie wiedział czy będzie w stanie, ale musiał... MUSIAŁ, nie miał innej opcji i nie mógł sobie szukać wymówek, życie nie ļedzie cierpliwie czekał, aż on łaskawie pojmie co i jak. Odetchnął głęboko, musiał pogodzić swoje przyzwyczajenia z tym co nadchodziło jeżeli chciał być faktycznie użyteczny i nie zawadzać podczas walk.
W jego umyśle wszystko wyglądało prosto, przecież wystarczy rzucić taki i takie zaklęcie, czy odpowiedzieć takim, a takim. Problem polegał, że w czasie pojedynku nie miał czasu na długie analizy i musiał podejmować decyzje w oka mgnieniu.
Zdążył jedynie skinąć głową Brennie, że rozumie "zasady" ich pojedynku, a raczej ich brak jako takich, aby zaraz musieć już reagować na jej poczynania. Skoro wiedział, że pierwszy będzie musiał się bronić to nie było trudne i dobrze wiedział czego użyć jako pierwsze, zamierzał obronić się z użyciem zaklęcie tarczy.
Obrona - Protego (rozproszenie +20)
Może gdyby był szybszy w swojej reakcji to udałoby mu się całkowicie zasłonić przed zaklęciem Brenny, jednak mimo wiedząc, że będzie się bronił nie zrobił tego wystarczająco szybko, a może po prostu wybrał za słabe zaklęcie? Nie było to teraz aż tak istotne, faktem było to, ze poczuł jak liny oplatają mu lewą rękę, która przylgnęła do boku, a nogi nie są w stanie ruszyć się swobodnie, przez co miał nieco ograniczone pole manewru. Sapnął zmuszając swój umysł do wartkiego analizowania sytuacji, nie mogło się to skończyć tak, że nie rzuci nawet jednego ofensywnego zaklęcia. Potrzebował kupić sobie nieco więcej czasu na poradzenie sobie z więzami, dlatego dobym pomysłem było zachwianie równowagą panny Longbottom. Nie mógł też użyć prostej drętwoty czy expelliarmusa, zrobił więc to co jako pierwsze inne wpadło mu do głowy, użył czaru odpychającego, chcąc powalić kobietę na ziemię. Uniósł wolną rękę z różdżką kierując zaklęcie prosto w stronę Brenny.
Kształtowanie +10
W jego umyśle wszystko wyglądało prosto, przecież wystarczy rzucić taki i takie zaklęcie, czy odpowiedzieć takim, a takim. Problem polegał, że w czasie pojedynku nie miał czasu na długie analizy i musiał podejmować decyzje w oka mgnieniu.
Zdążył jedynie skinąć głową Brennie, że rozumie "zasady" ich pojedynku, a raczej ich brak jako takich, aby zaraz musieć już reagować na jej poczynania. Skoro wiedział, że pierwszy będzie musiał się bronić to nie było trudne i dobrze wiedział czego użyć jako pierwsze, zamierzał obronić się z użyciem zaklęcie tarczy.
Obrona - Protego (rozproszenie +20)
Rzut 1d100+20 - 25 +20 = 45
Może gdyby był szybszy w swojej reakcji to udałoby mu się całkowicie zasłonić przed zaklęciem Brenny, jednak mimo wiedząc, że będzie się bronił nie zrobił tego wystarczająco szybko, a może po prostu wybrał za słabe zaklęcie? Nie było to teraz aż tak istotne, faktem było to, ze poczuł jak liny oplatają mu lewą rękę, która przylgnęła do boku, a nogi nie są w stanie ruszyć się swobodnie, przez co miał nieco ograniczone pole manewru. Sapnął zmuszając swój umysł do wartkiego analizowania sytuacji, nie mogło się to skończyć tak, że nie rzuci nawet jednego ofensywnego zaklęcia. Potrzebował kupić sobie nieco więcej czasu na poradzenie sobie z więzami, dlatego dobym pomysłem było zachwianie równowagą panny Longbottom. Nie mógł też użyć prostej drętwoty czy expelliarmusa, zrobił więc to co jako pierwsze inne wpadło mu do głowy, użył czaru odpychającego, chcąc powalić kobietę na ziemię. Uniósł wolną rękę z różdżką kierując zaklęcie prosto w stronę Brenny.
Kształtowanie +10
Rzut 1d100+10 - 19 +10 = 29