19.09.2024, 22:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2024, 23:13 przez Elliott Malfoy.)
Kpiący uśmieszek nie umknął czujności Elliotta. Wyćwiczony od najmłodszych lat, aby śledzić każdą, najmniejszą zmianę na twarzy rozmówcy, nawet nie mrugnął kontynuując obserwację; ton też był istotny, ale Malfoy wierzył, że Albert musiał układać sobie w głowie niektóre z wypowiedzi jeszcze przed spotkaniem, albo przynajmniej przemyśleć ogólną treść. Głównie dlatego niewielkie grymasy i zmiany na twarzy tak bardzo rzucały się w oczy. Swoje wypowiedzi można było rozplanować, ale gdy odpowiedź na nie była niespodziewana lub nie wzięta pod uwagę, wtedy można było dojrzeć cień lub absolutną iluminację faktycznych intencji. Elliott nie był też nierozsądny, zdawał sobie sprawę, że ludzie nie analizowali rzeczywistości tak samo dogłębnie i paranoicznie jak on sam, ale też nie mógł zakładać, że nie robili tego w ogóle.
Aprobata Rookwoda wydała mu się tak samo sztuczna, jak fakt, że ten chce bezinteresownie organizować pomoc dla umysłowo niestabilnych czy niedomagających; ostatecznie założył, że Albertowi nie zależało aż tak bardzo, aby ukryć przed nim swe prawdziwe myśli i intencje. Ludzie w jego wieku miewali to do siebie, że ich konserwatywne poglądy wylewały się nie tylko w słowach, ale też spojrzeniach, gestach, przede wszystkim, czynach.
Skinął głową zgadzając się ze stwierdzeniem o beneficjentach inicjatywy; oczywiście miały to być ich kieszenie i, ewentualnie wyremontowane drzwi w Lecznicy Dusz.
Pozwolił sobie na niewielkie zmarszczenie idealnie ukształtowanych, jasnych brwi i wygiął usta w grymasie, który miał zahaczac o uśmiech; w niewielkich zmarszczkach tworzących się na skórze okalającej kości policzkowe widniały ślady politowania, które szybko zniknęły, ustępując miejsca grzecznosciowemu rozbawieniu.
- Nie musisz w ten sposób naciskać na użyteczność moich umiejętności i wiedzy, zdaję sobię sprawę z tego jakim są atutem. Wydaje mi się, że już w pierwszych zdaniach zostały odpowiednio zarysowane, a co więcej, nie powinno się aż tak mocno naciskać na cudze zalety absolutnie ignorując swoje własne. Balans wprowadza atmosferę szczerości i powagi, odrzuca przypadkową satyrę pompatyczności - ton ich rozmowy był niesamowicie mało bezpośredni, więc wypowiedział się na temat dziwnego rodzaju podlizywania się, jaki demonstrował Rookwood, utrzymując tę konwencję.
Zdecydował się na tak pewny ruch, głownie dlatego że Perseusz mógł mieć charakterystyczne usposobienie, mógł też zapraszać wątpliwego statusu krwi cyrkowców na wesele pełne czystokrwistych bufonów, ale był tez jego przyjacielem. Dzielili sekrety i Elliott czuł, że obrażanie go w taki sposób w jego towarzystwie jest conajmniej nietaktowne. Głównie dlatego przymrużył odrobinę oczy, obniżając wcześniej uniesione brwi.
- Zdaję sobie sprawę z ograniczeń Percy'ego w tematach finansowych i prawnych, nie są to jego dziedziny, więc się nimi nie zajmuje. Dobrze pokierowani marzyciele mogą osiągnąć sukces, którym owocnie podzielą się z tymi, którzy ich wspierali. - odparł, wciąż nie ruszając się na krześle. Zastygł w bezruchu, pozwalając twarzy odgrywać główną rolę, chociaż nic w jego ułożeniu nie sugerowało, że czuł się niekomfortowo, wręcz odwrotnie, pozostawał w pewnej pozycji.
- Myślę, że obydwaj powinniśmy z nim porozmawiać, wolałbym być obecny przy tego typu dyskusjach. Od razu nadmienię, że nie chodzi tu o brak zaufania, a o podtrzymywanie dostępności informacji w momencie ich przekazywania. Skoro mamy działać we trójkę, przynajmniej na początku, dobrze będzie porozmawiać o warunkach, na jakich postawimy tę inicjatywę. Jak sam już powiedziałeś, w końcu udzielamy tej przyszłej fundacji własnych imion - poruszył ręką po raz pierwszy od początku rozmowy na temat nowego przedsięwzięcia i sięgnął po leżący na kupce po prawej stronie biurka pergamin, z drugiego końca do kawałku papieru podleciało samopiszące pióro.
- Musimy się upewnić, że spełniamy wszystkie wymagania, aby zarejestrować organizację charystatywną i, aby była ona rozpoznana jako takowa, a nie uznana za spółkę o interesie społecznym. Na pierwszym spotkaniu bardzo jasno będziemy musieli wyznaczyć cele oraz tych, którzy mają benefitować z funduszy, uzasadnić, że jest to charytatywne. Proponowałbym, poza rozmową z Perseuszem, zorganizować oficjalne spotkanie z Ordynatorem Lecznicy. - pióro zwinnie przesuwało się po pergaminie, notując słowa Elliotta. Wzrok Malfoya przez chwilę skupił się na ciemnym atramencie zatapiającym się w papierze, aby za chwilę zwrócić się ponownie ku twarzy rozmówcy.
- Co o tym sądzisz? - mieli być wspólnikami i, choć Elliott bywał apodyktyczny, zdawał sobie sprawę, że nie należało jawnie traktować innych z góry. Jeszcze straciliby entuzjazm!
Aprobata Rookwoda wydała mu się tak samo sztuczna, jak fakt, że ten chce bezinteresownie organizować pomoc dla umysłowo niestabilnych czy niedomagających; ostatecznie założył, że Albertowi nie zależało aż tak bardzo, aby ukryć przed nim swe prawdziwe myśli i intencje. Ludzie w jego wieku miewali to do siebie, że ich konserwatywne poglądy wylewały się nie tylko w słowach, ale też spojrzeniach, gestach, przede wszystkim, czynach.
Skinął głową zgadzając się ze stwierdzeniem o beneficjentach inicjatywy; oczywiście miały to być ich kieszenie i, ewentualnie wyremontowane drzwi w Lecznicy Dusz.
Pozwolił sobie na niewielkie zmarszczenie idealnie ukształtowanych, jasnych brwi i wygiął usta w grymasie, który miał zahaczac o uśmiech; w niewielkich zmarszczkach tworzących się na skórze okalającej kości policzkowe widniały ślady politowania, które szybko zniknęły, ustępując miejsca grzecznosciowemu rozbawieniu.
- Nie musisz w ten sposób naciskać na użyteczność moich umiejętności i wiedzy, zdaję sobię sprawę z tego jakim są atutem. Wydaje mi się, że już w pierwszych zdaniach zostały odpowiednio zarysowane, a co więcej, nie powinno się aż tak mocno naciskać na cudze zalety absolutnie ignorując swoje własne. Balans wprowadza atmosferę szczerości i powagi, odrzuca przypadkową satyrę pompatyczności - ton ich rozmowy był niesamowicie mało bezpośredni, więc wypowiedział się na temat dziwnego rodzaju podlizywania się, jaki demonstrował Rookwood, utrzymując tę konwencję.
Zdecydował się na tak pewny ruch, głownie dlatego że Perseusz mógł mieć charakterystyczne usposobienie, mógł też zapraszać wątpliwego statusu krwi cyrkowców na wesele pełne czystokrwistych bufonów, ale był tez jego przyjacielem. Dzielili sekrety i Elliott czuł, że obrażanie go w taki sposób w jego towarzystwie jest conajmniej nietaktowne. Głównie dlatego przymrużył odrobinę oczy, obniżając wcześniej uniesione brwi.
- Zdaję sobie sprawę z ograniczeń Percy'ego w tematach finansowych i prawnych, nie są to jego dziedziny, więc się nimi nie zajmuje. Dobrze pokierowani marzyciele mogą osiągnąć sukces, którym owocnie podzielą się z tymi, którzy ich wspierali. - odparł, wciąż nie ruszając się na krześle. Zastygł w bezruchu, pozwalając twarzy odgrywać główną rolę, chociaż nic w jego ułożeniu nie sugerowało, że czuł się niekomfortowo, wręcz odwrotnie, pozostawał w pewnej pozycji.
- Myślę, że obydwaj powinniśmy z nim porozmawiać, wolałbym być obecny przy tego typu dyskusjach. Od razu nadmienię, że nie chodzi tu o brak zaufania, a o podtrzymywanie dostępności informacji w momencie ich przekazywania. Skoro mamy działać we trójkę, przynajmniej na początku, dobrze będzie porozmawiać o warunkach, na jakich postawimy tę inicjatywę. Jak sam już powiedziałeś, w końcu udzielamy tej przyszłej fundacji własnych imion - poruszył ręką po raz pierwszy od początku rozmowy na temat nowego przedsięwzięcia i sięgnął po leżący na kupce po prawej stronie biurka pergamin, z drugiego końca do kawałku papieru podleciało samopiszące pióro.
- Musimy się upewnić, że spełniamy wszystkie wymagania, aby zarejestrować organizację charystatywną i, aby była ona rozpoznana jako takowa, a nie uznana za spółkę o interesie społecznym. Na pierwszym spotkaniu bardzo jasno będziemy musieli wyznaczyć cele oraz tych, którzy mają benefitować z funduszy, uzasadnić, że jest to charytatywne. Proponowałbym, poza rozmową z Perseuszem, zorganizować oficjalne spotkanie z Ordynatorem Lecznicy. - pióro zwinnie przesuwało się po pergaminie, notując słowa Elliotta. Wzrok Malfoya przez chwilę skupił się na ciemnym atramencie zatapiającym się w papierze, aby za chwilę zwrócić się ponownie ku twarzy rozmówcy.
- Co o tym sądzisz? - mieli być wspólnikami i, choć Elliott bywał apodyktyczny, zdawał sobie sprawę, że nie należało jawnie traktować innych z góry. Jeszcze straciliby entuzjazm!
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦