16.01.2023, 21:30 ✶
Wiele osób pomagało takim jak on. Szczerze? Bez pomocy rówieśników mało który czarodziej mający za rodziców mugoli potrafił wbić się w świat magii. Szkoła miała mały wkład w naukę obyczajów czy tego, jak ma wyglądać życie czarodziejów. Poza wizytą nauczyciela przed wyruszeniem do Hogwartu przygotowań na to, co może się wydarzyć, było mało. Sam pierwszy dzień w szkole dla czarodziei był dla Thomasa szokiem, miłym, ale jednak. Potem zaś, w coraz większej ilości rzeczy można było się pogubić, począwszy od lekcji, poprzez wizyty u kolegów, po jedzenie dostępne w Hogesmeade. Bez wsparcia swoich przyjaciół, pewnie nigdy nie osiągnąłby przyzwoitych wyników w edukacji, czy nie stałby się członkiem magicznej społeczności.
W końcu jego rodzina naciskała, by tak jak oni pracował na gospodarstwie, najlepiej idąc do jakieś szkoły, która nauczy go elektryki czy mechaniki. Zawiódł ich, idąc drogą, na którą wrzucił go los niedługo po jego jedenastych urodzinach. Było mu przykro, z rodziną nie raz tak jednak było. Mimo bycia czarną owcą nadal chciało się być jej częścią, choć to bolało. Inni zaś mieli za złe, że zboczyłeś ze ścieżki, która oni dla ciebie wymarzyli. Przynajmniej nikt nie był zadowolony.
Rzeczywiście, wszystko było zupełnie inne. Bo przecież chodził nie raz na różne spotkania, czy to czysto przyjacielskie, czy to randki, nigdy jednak nie czuł się tak swobodnie, przy jednoczesnym ataku stada wściekłych motyli. Trochę się bał, że to tylko pozostałość po młodzieńczym wspomnieniu Ger, choć im dłużej z nią rozmawiał, tym mniejsze były jego obawy. Nadal gadał przy niej głupoty, choć tym razem przynajmniej nie powodowały u dziewczyny wybuchu wściekłości, nadal czuł ciepło w policzkach i to właśnie widząc ją taką jak teraz. Starszą, nadal ładną, z tym pięknym uśmiechem, błyskiem pasji w oczach i mówiącą rzeczy, które wprowadzały go w co najmniej zakłopotanie. Specjalnie czy nie, działało całkiem dobrze.
Miło było powspominać stare czasy. Z większością znajomych historie ze szkoły przerobił już tyle razy, że już po prostu się im to znudziło, z Gerry mógł jednak znów przytoczyć wydarzenia, które maglował już setki razy, choć tym razem z nowym komentarzem. A także poruszyć te, których jeszcze nigdy z nikim nie wspominał, bo dotyczyły tylko tej dwójki i tego, co między nimi się działo.
- Oj tak, powinniśmy dostać medal za to, że jakimś cudem nikt się nie pozabijał, a mury nadal stoją nienaruszone. Choć pamiętam jeden szlaban, który dostałem, jak niemal nie znokautowałem się z jakimś chłopakiem z roku wyżej, w szkolnych lochach. Choć to on zaczął! Tak czy siak, musiałem czyścić męskie kible szczoteczką, czego nie polecam. Filch dawał najgorsze kary. - Wzdrygnął się na samą myśl. Zawsze bał się zostać oddanym w ręce woźnego i jego kota, który Thomasa zdecydowanie nienawidził.
Na wspomnienie o przestrodze o płaszczu prychnął śmiechem. Był w wyśmienitym humorze, łatwo było więc go rozbawić, nawet zwykłą głupotą. Tak samo łatwo Ger zresztą wywoływała u niego speszenie, którego nawet nie starał się maskować. Może, próbował na początku, teraz jednak coraz bardziej miał ochotę grać w otwarte karty. Co mogło się w końcu stać? Ger znów zniknie? Owszem będzie mu cholernie przykro, ale jeszcze gorzej było chyba nie wykorzystać szansy.
- Chyba że chcesz się mnie pozbyć, co prawda łatwo się nie dam, bo nie po to nas los znów spiknął, bym znów zaniedbał tę znajomość - przyznał. Nie chciał być zbyt namolny, wiedział, co oznaczają słowa spadaj, ale nie potrafiłby teraz tak ot zrezygnować. Nie po tym, jak wylądowali w tym całym pubie. - I cóż, masz szczęście, że na patrolu byłem ja, a nie mój jakiś starszy kolega. Choć przyznaj, Erikiem być też nie pogardziła - dodał pół żartem, pół badawczo. Był ciekawy odpowiedzi, nie, żeby nie był siebie pewien czy coś, po prostu wolał wiedzieć, gdzie w rankingu się znajduje by znać ewentualne zagrożenia. Nie, żeby coś.
Czekając na odpowiedź, znów upił piwa, przytakując słowom Ger.
- Zdecydowanie, choć najlepsze jest te zimne, wypite latem gdzieś na łonie natury. Tego smaku nie zastąpi żaden pub, choć nie wątpię w czarodziejską kreatywność - przyznał, zanim nie pochłonęła go opowieść Geraldine. Lubił jej słuchać. To stwierdzenie dotarło do niego nagle, niespodziewanie, a jednak. Mógł się wtedy bezwstydnie na niej skupić, wsłuchiwać w jej głos i patrzeć w te jej oczy, błyskające przenajróżniejszymi emocjami. Szybko jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, na pytanie o wiadomą sytuację. Która była kijowa, przynajmniej dla niego.
- Wiesz, czasami jest trudniej. Szczególnie kiedy ktoś na ciebie poluje - rzucił, zanim nie ugryzł się w język. Zaraz potem jednak uśmiechnął się, mało szczerze. - Ale cóż, przynajmniej mi się nie nudzi, tyle emocji w pracy to się nie spodziewałem. - Zaśmiał się. Czuł, że i dla niego pora by zapalić. Dym potrafił zamaskować każdy inny ciężar w piersi, był to jego sprawdzony sposób. Sięgnął po paczkę fajek oraz swoją zapalniczkę ze zdjęciem motocyklu. Zapalił, po czym zapadła chwilowa cisza. Przynajmniej, dopóki Ger znów nie sprawiła, że zrobiło mu się cieplej, tym razem jednak na sercu.
- Dzięki. Ciebie też. Wiesz, szczerze mówiąc, chyba brakowało mi twojego ciętego języka i ciągłej gotowości, by rzucić się w wir nawet najbardziej pokręconej akcji. Zawsze to w tobie lubiłem - dodał szczerze, patrząc na nią z nostalgiczną łagodnością.
W końcu jego rodzina naciskała, by tak jak oni pracował na gospodarstwie, najlepiej idąc do jakieś szkoły, która nauczy go elektryki czy mechaniki. Zawiódł ich, idąc drogą, na którą wrzucił go los niedługo po jego jedenastych urodzinach. Było mu przykro, z rodziną nie raz tak jednak było. Mimo bycia czarną owcą nadal chciało się być jej częścią, choć to bolało. Inni zaś mieli za złe, że zboczyłeś ze ścieżki, która oni dla ciebie wymarzyli. Przynajmniej nikt nie był zadowolony.
Rzeczywiście, wszystko było zupełnie inne. Bo przecież chodził nie raz na różne spotkania, czy to czysto przyjacielskie, czy to randki, nigdy jednak nie czuł się tak swobodnie, przy jednoczesnym ataku stada wściekłych motyli. Trochę się bał, że to tylko pozostałość po młodzieńczym wspomnieniu Ger, choć im dłużej z nią rozmawiał, tym mniejsze były jego obawy. Nadal gadał przy niej głupoty, choć tym razem przynajmniej nie powodowały u dziewczyny wybuchu wściekłości, nadal czuł ciepło w policzkach i to właśnie widząc ją taką jak teraz. Starszą, nadal ładną, z tym pięknym uśmiechem, błyskiem pasji w oczach i mówiącą rzeczy, które wprowadzały go w co najmniej zakłopotanie. Specjalnie czy nie, działało całkiem dobrze.
Miło było powspominać stare czasy. Z większością znajomych historie ze szkoły przerobił już tyle razy, że już po prostu się im to znudziło, z Gerry mógł jednak znów przytoczyć wydarzenia, które maglował już setki razy, choć tym razem z nowym komentarzem. A także poruszyć te, których jeszcze nigdy z nikim nie wspominał, bo dotyczyły tylko tej dwójki i tego, co między nimi się działo.
- Oj tak, powinniśmy dostać medal za to, że jakimś cudem nikt się nie pozabijał, a mury nadal stoją nienaruszone. Choć pamiętam jeden szlaban, który dostałem, jak niemal nie znokautowałem się z jakimś chłopakiem z roku wyżej, w szkolnych lochach. Choć to on zaczął! Tak czy siak, musiałem czyścić męskie kible szczoteczką, czego nie polecam. Filch dawał najgorsze kary. - Wzdrygnął się na samą myśl. Zawsze bał się zostać oddanym w ręce woźnego i jego kota, który Thomasa zdecydowanie nienawidził.
Na wspomnienie o przestrodze o płaszczu prychnął śmiechem. Był w wyśmienitym humorze, łatwo było więc go rozbawić, nawet zwykłą głupotą. Tak samo łatwo Ger zresztą wywoływała u niego speszenie, którego nawet nie starał się maskować. Może, próbował na początku, teraz jednak coraz bardziej miał ochotę grać w otwarte karty. Co mogło się w końcu stać? Ger znów zniknie? Owszem będzie mu cholernie przykro, ale jeszcze gorzej było chyba nie wykorzystać szansy.
- Chyba że chcesz się mnie pozbyć, co prawda łatwo się nie dam, bo nie po to nas los znów spiknął, bym znów zaniedbał tę znajomość - przyznał. Nie chciał być zbyt namolny, wiedział, co oznaczają słowa spadaj, ale nie potrafiłby teraz tak ot zrezygnować. Nie po tym, jak wylądowali w tym całym pubie. - I cóż, masz szczęście, że na patrolu byłem ja, a nie mój jakiś starszy kolega. Choć przyznaj, Erikiem być też nie pogardziła - dodał pół żartem, pół badawczo. Był ciekawy odpowiedzi, nie, żeby nie był siebie pewien czy coś, po prostu wolał wiedzieć, gdzie w rankingu się znajduje by znać ewentualne zagrożenia. Nie, żeby coś.
Czekając na odpowiedź, znów upił piwa, przytakując słowom Ger.
- Zdecydowanie, choć najlepsze jest te zimne, wypite latem gdzieś na łonie natury. Tego smaku nie zastąpi żaden pub, choć nie wątpię w czarodziejską kreatywność - przyznał, zanim nie pochłonęła go opowieść Geraldine. Lubił jej słuchać. To stwierdzenie dotarło do niego nagle, niespodziewanie, a jednak. Mógł się wtedy bezwstydnie na niej skupić, wsłuchiwać w jej głos i patrzeć w te jej oczy, błyskające przenajróżniejszymi emocjami. Szybko jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, na pytanie o wiadomą sytuację. Która była kijowa, przynajmniej dla niego.
- Wiesz, czasami jest trudniej. Szczególnie kiedy ktoś na ciebie poluje - rzucił, zanim nie ugryzł się w język. Zaraz potem jednak uśmiechnął się, mało szczerze. - Ale cóż, przynajmniej mi się nie nudzi, tyle emocji w pracy to się nie spodziewałem. - Zaśmiał się. Czuł, że i dla niego pora by zapalić. Dym potrafił zamaskować każdy inny ciężar w piersi, był to jego sprawdzony sposób. Sięgnął po paczkę fajek oraz swoją zapalniczkę ze zdjęciem motocyklu. Zapalił, po czym zapadła chwilowa cisza. Przynajmniej, dopóki Ger znów nie sprawiła, że zrobiło mu się cieplej, tym razem jednak na sercu.
- Dzięki. Ciebie też. Wiesz, szczerze mówiąc, chyba brakowało mi twojego ciętego języka i ciągłej gotowości, by rzucić się w wir nawet najbardziej pokręconej akcji. Zawsze to w tobie lubiłem - dodał szczerze, patrząc na nią z nostalgiczną łagodnością.