20.09.2024, 12:36 ✶
- Tak... Można tak powiedzieć - odezwała się, zerkając na mężczyznę. Nie wyjaśniła jednak, skąd go zna i jak dobrze go zna - nie dlatego, że miała przed Laurencem jakiekolwiek sekrety. Po prostu czuła, że to nie jest czas ani miejsce na wyjaśnienia. Na pewno nie w obecności zmarłego, a raczej jego duszy. Zastanawiające było to, że ta nie odeszła do Limbo, ale kolejne słowa Anthony'ego rzuciły nieco światła na tę sprawę.
Camille nieco się rozluźniła. Było w tym człowieku coś rozczulającego, innego. Nie dał rady dokończyć sukni, a przecież obiecywał, że będzie najpiękniejszą suknią, którąkolwiek stworzył. Czy to dlatego wciąż jego dusza tkwiła wśród żywych?
- Pocieszająca jest myśl, że zmarli czuwają nad żywymi. Wcale nie wydaje mi się to straszne - powiedziała w końcu ciepłym tonem, a jej wzrok powędrował w kierunku maszyny do szycia. Zastanawiające było to, że drzwi były otwarte, a ciała tu nie było. Umarł gdzie indziej? Wyglądało jednak na to, że zmarł w tym pomieszczeniu, w trakcie pracy nad sukienką. Ale... Gdzie było w takim razie ciało? - Panie Anthony, gdzie są pracownicy?
Ponownie skierowała wzrok na ducha. Ten zdawał się niczego nie rozumieć. Patrzył to na swoje dłonie, to na sukienkę, to na Camille. Jego wzrok błądził pomiędzy tymi trzema punktami, aż w końcu zawiesił się gdzieś w przestrzeni.
- Ja... Nie pamiętam. Byli tu jeszcze przed chwilą, przysięgam. Nie wiem gdzie są. Co... Co pani myśli, mówiąc zmarli? - dusza projektanta uniosła się lekko i zbliżyła do Camille. Wyglądało, jakby wyrwał się nagle z jakiegoś letargu. - Czy ja... Merlinie, nie, to dlatego... Nie mogę jej chwycić?
Nie chciał w to uwierzyć. Nie mógł w to uwierzyć. Miał suknię do skończenia. W rozpaczliwym geście wyciągnął rękę, by ująć dłoń Delacour, ale ta przeniknęła przez żywą tkankę.
Laurence chwycił za klamkę i tym razem drzwi ustąpiły bez żadnego problemu ani nawet bez małego zająknięcia. Mogliby stąd wyjść, ale Camille wyglądała, jakby nie miała zamiaru opuszczać tego miejsca. Co prawda wzdrygnęła się na dotyk ducha, ale nie cofnęła się, chociaż momentalnie pobladła od nieprzyjemnego uczucia.
- Panie Anthony, gdzie są pozostali?
Camille nieco się rozluźniła. Było w tym człowieku coś rozczulającego, innego. Nie dał rady dokończyć sukni, a przecież obiecywał, że będzie najpiękniejszą suknią, którąkolwiek stworzył. Czy to dlatego wciąż jego dusza tkwiła wśród żywych?
- Pocieszająca jest myśl, że zmarli czuwają nad żywymi. Wcale nie wydaje mi się to straszne - powiedziała w końcu ciepłym tonem, a jej wzrok powędrował w kierunku maszyny do szycia. Zastanawiające było to, że drzwi były otwarte, a ciała tu nie było. Umarł gdzie indziej? Wyglądało jednak na to, że zmarł w tym pomieszczeniu, w trakcie pracy nad sukienką. Ale... Gdzie było w takim razie ciało? - Panie Anthony, gdzie są pracownicy?
Ponownie skierowała wzrok na ducha. Ten zdawał się niczego nie rozumieć. Patrzył to na swoje dłonie, to na sukienkę, to na Camille. Jego wzrok błądził pomiędzy tymi trzema punktami, aż w końcu zawiesił się gdzieś w przestrzeni.
- Ja... Nie pamiętam. Byli tu jeszcze przed chwilą, przysięgam. Nie wiem gdzie są. Co... Co pani myśli, mówiąc zmarli? - dusza projektanta uniosła się lekko i zbliżyła do Camille. Wyglądało, jakby wyrwał się nagle z jakiegoś letargu. - Czy ja... Merlinie, nie, to dlatego... Nie mogę jej chwycić?
Nie chciał w to uwierzyć. Nie mógł w to uwierzyć. Miał suknię do skończenia. W rozpaczliwym geście wyciągnął rękę, by ująć dłoń Delacour, ale ta przeniknęła przez żywą tkankę.
Laurence chwycił za klamkę i tym razem drzwi ustąpiły bez żadnego problemu ani nawet bez małego zająknięcia. Mogliby stąd wyjść, ale Camille wyglądała, jakby nie miała zamiaru opuszczać tego miejsca. Co prawda wzdrygnęła się na dotyk ducha, ale nie cofnęła się, chociaż momentalnie pobladła od nieprzyjemnego uczucia.
- Panie Anthony, gdzie są pozostali?