20.09.2024, 14:30 ✶
Uśmiechnął się.
– Raczej nigdy nie byłem szczególnym fanem specjalnych herbat. – Prędzej sam kogoś by namówił i możliwe że namówił, do jej wypicia, niż sam zmierzył się z konsekwencjami niespodziewanych efektów. – To znaczy... Może raz, gdy byłem w Hogwarcie, to było strasznie idiotyczne, ale zamówiłem z bratem i jedną znajomą kilka herbat w tych samych kubkach z czego jedna miała mieć specjalny, nieznany nam efekt i wybieraliśmy sobie po kolei kubki, aż ktoś nie natrafił na ten specjalny wywar. A tamtym udało się jakoś pogodzić?
Kelnerka była chyba zadowolona z odpowiedzi, bo uśmiechnęła się do nich i odeszła, a Basilius nie mógł się powstrzymać by nie parsknąć cichym śmiechem, ale zaraz skrzywił się. Liczyć jednak też przestał, bo jeszcze zaraz w ten sposób wynajdzie kolejny pechowy dzień, a tego jednak wolał uniknąć
– Ładnie powiedziane – mruknął i już miał dodać, że wolałby jednak braku kolejnych czterech lat bycia współprzeklętymi, kiedy przypomniał sobie, że miał przecież być milszy. Westchnął ciężko I odruchowo lezysunął rękę do siebie, tylko po to by zaraz przestać, bo przecież nie chciał szarpać Brenny.
– Brenno ja... – zaczął, przeczesując nerwowo włosy wolną dłonią. – Przepraszam jeśli byłem dzisiaj trochę... Markotny. Po prostu... To ciężki dzień i nie spodziewalem się dzisiaj... No wiesz. Klątwy.
W tym samym czasie, kelnerka ponownie się pojawiła przy ich stoliku, ale jeszcze zamiast z ich zamówieniem, położyła przed nimi lukrowane ciastko w kształcie serca, puściła im oczko i odeszła. Basilius zerknął na wypiek.
– Jest całe twoje.
– Raczej nigdy nie byłem szczególnym fanem specjalnych herbat. – Prędzej sam kogoś by namówił i możliwe że namówił, do jej wypicia, niż sam zmierzył się z konsekwencjami niespodziewanych efektów. – To znaczy... Może raz, gdy byłem w Hogwarcie, to było strasznie idiotyczne, ale zamówiłem z bratem i jedną znajomą kilka herbat w tych samych kubkach z czego jedna miała mieć specjalny, nieznany nam efekt i wybieraliśmy sobie po kolei kubki, aż ktoś nie natrafił na ten specjalny wywar. A tamtym udało się jakoś pogodzić?
Kelnerka była chyba zadowolona z odpowiedzi, bo uśmiechnęła się do nich i odeszła, a Basilius nie mógł się powstrzymać by nie parsknąć cichym śmiechem, ale zaraz skrzywił się. Liczyć jednak też przestał, bo jeszcze zaraz w ten sposób wynajdzie kolejny pechowy dzień, a tego jednak wolał uniknąć
– Ładnie powiedziane – mruknął i już miał dodać, że wolałby jednak braku kolejnych czterech lat bycia współprzeklętymi, kiedy przypomniał sobie, że miał przecież być milszy. Westchnął ciężko I odruchowo lezysunął rękę do siebie, tylko po to by zaraz przestać, bo przecież nie chciał szarpać Brenny.
– Brenno ja... – zaczął, przeczesując nerwowo włosy wolną dłonią. – Przepraszam jeśli byłem dzisiaj trochę... Markotny. Po prostu... To ciężki dzień i nie spodziewalem się dzisiaj... No wiesz. Klątwy.
W tym samym czasie, kelnerka ponownie się pojawiła przy ich stoliku, ale jeszcze zamiast z ich zamówieniem, położyła przed nimi lukrowane ciastko w kształcie serca, puściła im oczko i odeszła. Basilius zerknął na wypiek.
– Jest całe twoje.