20.09.2024, 17:48 ✶
- Nie mógłbym zawieść twoich wysokich oczekiwań - zapewnił ze starannie kamuflowanym przekąsem.
Jeśli chciał być oziębły jak atmosfera zimy to potrafił taki być. Jednocześnie nie można mu było zarzucić, że kogokolwiek prowokował. To również potrafił aż nazbyt dobrze. W rodzinie żartobliwie nazywano go agentem prowokatorem, ale w tym wypadku wybierał dystans i oschłość. Żeby nie powiedzieć izolację. Z kłótni nie przychodziło im nic dobrego. Próbował być większym człowiekiem. Inna sprawa, jak mu to wychodziło.
- Dwuosobowa misja ratunkowa bez wsparcia i mapy? - Nic nie sugerował, ale spojrzał na nią, jakby dopiero co spadła z nieba i to nie niczym mugolski anioł tylko oderwany kosmita.
Z jednej strony najpewniej to nie było takie głupie. Mogliby się podzielić całym budżetem przeznaczonym na tę wyprawę. Na pewno by im się opłacało. Z drugiej strony to ktoś inny (ewidentnie od strony organizatora) miał dysponować dokładniejszymi informacjami. Ambroise nie był chodzącym rozsądkiem, ale czy to nie byłby naprawdę głupi wybieg? Szczególnie, że nie pałali chęcią do bycia jednomyślnym zespołem.
Już raz powiodła się ich współpraca, ale od tamtego parszywego czasu nawiązujące się relacje pognały w dół. Wątpił czy byliby w stanie dogadywać się tak jak wtedy, kiedy jeszcze chcieli się wzajemnie chronić i nie byli sobie wrodzy. To się zmieniło. Czy mogli spróbować nawiązać nić porozumienia w jednorodnym celu? Nie za bardzo w to wierzył. Przecież nie udało im się nawet współdziałać na linii uzdrowiciel pacjent.
- No. Nie powinno - przytaknął po krótkim namyśle. - Cieszę się, że miałaś okazję szybko wrócić do sprawności - to była tylko formułka, z której korzystali ludzie.
Aczkolwiek w pewnym sensie się cieszył. Nieważne, co o nim myślała. To on ją składał bezpośrednio po wypadku i najwidoczniej dobrze wiedział co robi (nie, żeby kiedykolwiek w to wątpił), więc nie mogła mu nic zarzucić. Przynajmniej na tej płaszczyźnie. Nie wątpił, że jeśli ta akcja dojdzie do skutku to do końca dnia usłyszy od niej jeszcze wyjątkowo dużo przeuroczych rzeczy na swój temat. Teoretycznie zakładał, że nie powinni wdawać się w prywatne dyskusje, ale już mu nie wychodziło utrzymanie tego postanowienia.
Jeśli chciał być oziębły jak atmosfera zimy to potrafił taki być. Jednocześnie nie można mu było zarzucić, że kogokolwiek prowokował. To również potrafił aż nazbyt dobrze. W rodzinie żartobliwie nazywano go agentem prowokatorem, ale w tym wypadku wybierał dystans i oschłość. Żeby nie powiedzieć izolację. Z kłótni nie przychodziło im nic dobrego. Próbował być większym człowiekiem. Inna sprawa, jak mu to wychodziło.
- Dwuosobowa misja ratunkowa bez wsparcia i mapy? - Nic nie sugerował, ale spojrzał na nią, jakby dopiero co spadła z nieba i to nie niczym mugolski anioł tylko oderwany kosmita.
Z jednej strony najpewniej to nie było takie głupie. Mogliby się podzielić całym budżetem przeznaczonym na tę wyprawę. Na pewno by im się opłacało. Z drugiej strony to ktoś inny (ewidentnie od strony organizatora) miał dysponować dokładniejszymi informacjami. Ambroise nie był chodzącym rozsądkiem, ale czy to nie byłby naprawdę głupi wybieg? Szczególnie, że nie pałali chęcią do bycia jednomyślnym zespołem.
Już raz powiodła się ich współpraca, ale od tamtego parszywego czasu nawiązujące się relacje pognały w dół. Wątpił czy byliby w stanie dogadywać się tak jak wtedy, kiedy jeszcze chcieli się wzajemnie chronić i nie byli sobie wrodzy. To się zmieniło. Czy mogli spróbować nawiązać nić porozumienia w jednorodnym celu? Nie za bardzo w to wierzył. Przecież nie udało im się nawet współdziałać na linii uzdrowiciel pacjent.
- No. Nie powinno - przytaknął po krótkim namyśle. - Cieszę się, że miałaś okazję szybko wrócić do sprawności - to była tylko formułka, z której korzystali ludzie.
Aczkolwiek w pewnym sensie się cieszył. Nieważne, co o nim myślała. To on ją składał bezpośrednio po wypadku i najwidoczniej dobrze wiedział co robi (nie, żeby kiedykolwiek w to wątpił), więc nie mogła mu nic zarzucić. Przynajmniej na tej płaszczyźnie. Nie wątpił, że jeśli ta akcja dojdzie do skutku to do końca dnia usłyszy od niej jeszcze wyjątkowo dużo przeuroczych rzeczy na swój temat. Teoretycznie zakładał, że nie powinni wdawać się w prywatne dyskusje, ale już mu nie wychodziło utrzymanie tego postanowienia.