20.09.2024, 18:46 ✶
Budowy rzeczywiście miały to do siebie, że potrafiły ciągnąć się w nieskończoność i tylko przysparzały każdemu coraz to więcej i więcej nerwów. Ogólnie jakiekolwiek sprawy mieszkalno-domowe wydawały się zawsze bardziej stresować, niż pomagać.
Zmarszczył brwi, mając wrażenie, że nieco źle sformułował to co chciał powiedzieć, ale może jedynie mu się wydawało. Nie chodziło mu przecież o to, że inni mieli gorzej, a bardziej że... Nawet jeśli Laurent uważał się za marzyciela żyjącego bajkami, to Basilius widział w nim i tak ogarniętego czarodzieja, który radził sobie z życiem w przeciwieństwie do niektórych sierot życiowych i innych gamoni. Chyba nie do końca wyszedł mu ten komplement, ale może lepiej nie było dalej ciągnąć tego tematu, bo jeszcze pogorszy sytuację.
– Pod wodą? – upewnił się, czy aby na pewno usłyszał dobrze. Ah, a więc mógł jednak trafić gorzej, niż zostać wciągniętym pod ziemię. Basilius skrzywił się. Bycie pod wodą brzmiało absolutnie okropnie, a zwłaszcza dla niego, który nie dość, że nie potrafił pływać, to jeszcze tego pływania się panicznie bał. – Pokój u trytonów? – To brzmiało... Do jasnej cholery, został wciągnięty przez korzenie pod ziemię, widział ciało jednego trytona, a tak poza tym dowiedział się o biskupie i złożeniu w ofierze niewinnej kobiety, co poskutkowało szalenie skutecznym zaklęciem ochronnym, ale jakoś wprowadzanie pokoju u trytonów brzmiało przy tym wszystkim strasznie abstrakcyjnie. – I co masz na myśli mówiąc połowicznie? Laurencie, czy grozi nam jakaś wojna domowa u trytonów? – spytał, już czując jak zaczyna go boleć głowa. Herbata. Potrzebował jakiejś dobrej herbaty, bo przecież kawę musiał ograniczać.
– Po prostu nic mi nie jest – zapewnił go, odwzajemniając uśmiech, chociaż, czy byłby bardziej wylewny, gdyby jego zdrowie się drastycznie pogorszyło? Pewnie nie, ale raczej nie ukrywałby, że czuł się słabiej, niż wcześniej. – A przynajmniej nic nowego. Poczekaj tu zaraz przyjdę.
Z tymi słowami podszedł do lady i już po chwili wrócił do stolika niosac jedną czarną kawę i jedną owocową herbatę.
Zmarszczył brwi, mając wrażenie, że nieco źle sformułował to co chciał powiedzieć, ale może jedynie mu się wydawało. Nie chodziło mu przecież o to, że inni mieli gorzej, a bardziej że... Nawet jeśli Laurent uważał się za marzyciela żyjącego bajkami, to Basilius widział w nim i tak ogarniętego czarodzieja, który radził sobie z życiem w przeciwieństwie do niektórych sierot życiowych i innych gamoni. Chyba nie do końca wyszedł mu ten komplement, ale może lepiej nie było dalej ciągnąć tego tematu, bo jeszcze pogorszy sytuację.
– Pod wodą? – upewnił się, czy aby na pewno usłyszał dobrze. Ah, a więc mógł jednak trafić gorzej, niż zostać wciągniętym pod ziemię. Basilius skrzywił się. Bycie pod wodą brzmiało absolutnie okropnie, a zwłaszcza dla niego, który nie dość, że nie potrafił pływać, to jeszcze tego pływania się panicznie bał. – Pokój u trytonów? – To brzmiało... Do jasnej cholery, został wciągnięty przez korzenie pod ziemię, widział ciało jednego trytona, a tak poza tym dowiedział się o biskupie i złożeniu w ofierze niewinnej kobiety, co poskutkowało szalenie skutecznym zaklęciem ochronnym, ale jakoś wprowadzanie pokoju u trytonów brzmiało przy tym wszystkim strasznie abstrakcyjnie. – I co masz na myśli mówiąc połowicznie? Laurencie, czy grozi nam jakaś wojna domowa u trytonów? – spytał, już czując jak zaczyna go boleć głowa. Herbata. Potrzebował jakiejś dobrej herbaty, bo przecież kawę musiał ograniczać.
– Po prostu nic mi nie jest – zapewnił go, odwzajemniając uśmiech, chociaż, czy byłby bardziej wylewny, gdyby jego zdrowie się drastycznie pogorszyło? Pewnie nie, ale raczej nie ukrywałby, że czuł się słabiej, niż wcześniej. – A przynajmniej nic nowego. Poczekaj tu zaraz przyjdę.
Z tymi słowami podszedł do lady i już po chwili wrócił do stolika niosac jedną czarną kawę i jedną owocową herbatę.