20.09.2024, 19:08 ✶
Mona wzdrygnęła się, kiedy Icarus podniósł głos, a potem z trudem złapała oddech, gdy słuchała, jak wypowiadał kolejne słowa. To był wyrok.
— Icarusie... żaden normalny rodzic nie stawia swojego syna przed takim wyborem. Co to za rodzina, która potrafiłaby odrzucić cię tylko dlatego, że... że nie zgadza się z twoimi…
,,Spotykam ciebie i wszystko niszczysz’’. Dokładnie jakie uczucie towarzyszyło jej w tamtym momencie? Czym był ten ból w klatce piersiowej? Z towarzyszącym szumem w uszach jakby tonęła? To przed czym zawsze ją ostrzegano. Złamane serce. Czysty, prosty ból, który rozchodził się po ciele jak trucizna i paraliżował każdy nerw.
I wtedy poczuła powracający wstyd. Gryzący, przytłaczający wstyd, który ścisnął jej gardło i prawie ściągnął na kolana. Jak mogła być tak naiwna? Jak mogła uwierzyć, że dla Icarusa Prewetta, potomka jednej z najważniejszych rodzin w czarodziejskim świecie, ona mogła mieć jakiekolwiek znaczenie? Była gotowa porzucić wszystko dla niego. Po raz któryś pomyślała, że była okrutna. Ten sam przypadek i ta sama myśl sprzed paru miesięcy. Wiedziała, jak Icarus zawsze stanąłby po stronie swojej rodziny, gdyby musiał dokonać wyboru. Wiedziała to. Ale nic nie mogło zmniejszyć bólu, kiedy usłyszała to na własne uszy.
— Proszę, przestań — jej głos przeszedł w błagalny szept. — Nie rób mi tego. Nie ty, Ari. Nie ty. Ktokolwiek, ale nie ty… — oddech przyspieszył, a z oczu spłynęły łzy, kiedy odsunął jej ręce. — Nie tak miał wyglądać ten wieczór…
Już była gotowa zaoferować wsparcie, wspólną ucieczkę, cokolwiek! Ale chłopak ją wyprzedził. W momencie, kiedy powiedział, że była to jego decyzja, nie ojca… Uświadomiła sobie, że to już nie miało większego znaczenia. Icarus najwyraźniej nie chciał jej w żadnym wydaniu, w żadnej formie. Nie miało znaczenia to, jak mogłaby postarać się, aby być częścią jego życia, bo on już dokonał wyboru. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Nie była jego warta. Ani teraz, ani nigdy.
Mona zawsze również wiedziała, że smoki są niebezpieczne, potężne, dzikie. Ale w tamtym momencie miała wrażenie, że to nie smoki są najgroźniejsze, tylko to uczucie, które zagnieździło się w jej sercu. Bo kiedy tak łatwo powiedział, że musi poświęcić się nauce, zignorował coś, co dla niej było wszystkim. Czy nie widział, że to właśnie z nim chciała dzielić swoje marzenia, swoją pasję? Było coś upokarzającego w tej myśli. Wiedza, że dla niego jej obecność była czymś, co mogło odciągnąć go od kariery, bolała bardziej niż była w stanie przyznać sama przed sobą. A jednak wystarczyło jedno ostrzeżenie ojca, by wszystko zaczęło się kruszyć.
— Mówisz o poświęceniu... Ale to nie jest poświęcenie, Ari. To ultimatum, które postawił ci ojciec. To wybór, który już dawno za ciebie podjął. Albo może tak naprawdę to ty nigdy nie miałeś odwagi, żeby wybrać inaczej.
Mona chciała zapamiętać każdą linię jego twarzy. Próbowała zapamiętać te oczy, które tak bardzo kochała. Ale jeśli to miała być miłość, to nie chciała jej.
— Nie trzeba jej fatygować — odezwała się cicho po dłuższym momencie, głos miała zaskakująco opanowany. Jakimś cudem odnalazła siłę, by wypowiedzieć ostatnie słowa, które miały ostatecznie zakończyć wszystko, co między nimi było. — Znajdę drogę do drzwi.
Niemal wybiegła z kamienicy, zostawiając za sobą swoje nakrycie na wieszaku. W pośpiechu zapomniała też o małym zeszyciku w kieszeni, w którym notowała wszystkie drobnostki, jakie chciała pokazać Icarusowi podczas ich wspólnego wyjazdu do Walii. Tamte starannie zapisane plany nie miały już żadnego znaczenia.
— Icarusie... żaden normalny rodzic nie stawia swojego syna przed takim wyborem. Co to za rodzina, która potrafiłaby odrzucić cię tylko dlatego, że... że nie zgadza się z twoimi…
,,Spotykam ciebie i wszystko niszczysz’’. Dokładnie jakie uczucie towarzyszyło jej w tamtym momencie? Czym był ten ból w klatce piersiowej? Z towarzyszącym szumem w uszach jakby tonęła? To przed czym zawsze ją ostrzegano. Złamane serce. Czysty, prosty ból, który rozchodził się po ciele jak trucizna i paraliżował każdy nerw.
I wtedy poczuła powracający wstyd. Gryzący, przytłaczający wstyd, który ścisnął jej gardło i prawie ściągnął na kolana. Jak mogła być tak naiwna? Jak mogła uwierzyć, że dla Icarusa Prewetta, potomka jednej z najważniejszych rodzin w czarodziejskim świecie, ona mogła mieć jakiekolwiek znaczenie? Była gotowa porzucić wszystko dla niego. Po raz któryś pomyślała, że była okrutna. Ten sam przypadek i ta sama myśl sprzed paru miesięcy. Wiedziała, jak Icarus zawsze stanąłby po stronie swojej rodziny, gdyby musiał dokonać wyboru. Wiedziała to. Ale nic nie mogło zmniejszyć bólu, kiedy usłyszała to na własne uszy.
— Proszę, przestań — jej głos przeszedł w błagalny szept. — Nie rób mi tego. Nie ty, Ari. Nie ty. Ktokolwiek, ale nie ty… — oddech przyspieszył, a z oczu spłynęły łzy, kiedy odsunął jej ręce. — Nie tak miał wyglądać ten wieczór…
Już była gotowa zaoferować wsparcie, wspólną ucieczkę, cokolwiek! Ale chłopak ją wyprzedził. W momencie, kiedy powiedział, że była to jego decyzja, nie ojca… Uświadomiła sobie, że to już nie miało większego znaczenia. Icarus najwyraźniej nie chciał jej w żadnym wydaniu, w żadnej formie. Nie miało znaczenia to, jak mogłaby postarać się, aby być częścią jego życia, bo on już dokonał wyboru. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Nie była jego warta. Ani teraz, ani nigdy.
Mona zawsze również wiedziała, że smoki są niebezpieczne, potężne, dzikie. Ale w tamtym momencie miała wrażenie, że to nie smoki są najgroźniejsze, tylko to uczucie, które zagnieździło się w jej sercu. Bo kiedy tak łatwo powiedział, że musi poświęcić się nauce, zignorował coś, co dla niej było wszystkim. Czy nie widział, że to właśnie z nim chciała dzielić swoje marzenia, swoją pasję? Było coś upokarzającego w tej myśli. Wiedza, że dla niego jej obecność była czymś, co mogło odciągnąć go od kariery, bolała bardziej niż była w stanie przyznać sama przed sobą. A jednak wystarczyło jedno ostrzeżenie ojca, by wszystko zaczęło się kruszyć.
— Mówisz o poświęceniu... Ale to nie jest poświęcenie, Ari. To ultimatum, które postawił ci ojciec. To wybór, który już dawno za ciebie podjął. Albo może tak naprawdę to ty nigdy nie miałeś odwagi, żeby wybrać inaczej.
Mona chciała zapamiętać każdą linię jego twarzy. Próbowała zapamiętać te oczy, które tak bardzo kochała. Ale jeśli to miała być miłość, to nie chciała jej.
— Nie trzeba jej fatygować — odezwała się cicho po dłuższym momencie, głos miała zaskakująco opanowany. Jakimś cudem odnalazła siłę, by wypowiedzieć ostatnie słowa, które miały ostatecznie zakończyć wszystko, co między nimi było. — Znajdę drogę do drzwi.
Niemal wybiegła z kamienicy, zostawiając za sobą swoje nakrycie na wieszaku. W pośpiechu zapomniała też o małym zeszyciku w kieszeni, w którym notowała wszystkie drobnostki, jakie chciała pokazać Icarusowi podczas ich wspólnego wyjazdu do Walii. Tamte starannie zapisane plany nie miały już żadnego znaczenia.