21.09.2024, 11:27 ✶
Dla Icarusa natura zawsze była czymś odrobinę poza zasięgiem. Jasne, wpływała na historię, którą dotychczas tak namiętnie się interesował. Dzieje człowieka były w pewnym stopniu opowieścią o opanowaniu natury. Najsłabsza trzcina w przyrodzie – jak to mawiał mugolski myśliciel, Pascal. Jednak, kiedy człowiek zaczynał się przyglądać przyrodzie, dochodził do wniosku, że przez swoją kulturę, kategoryzacje, nie miał z nią kontaktu. Wszystkiemu przypisywano funkcję, a przecież był to ludzki wynalazek. Funkcja. Rola. Czy Icarus teraz pełnił jakąkolwiek? A może doznawał faktu swojego człowieczeństwa w najbardziej surowej formie?
Wiedział jedno: musiał więcej wypić.
– Piorun, hm? Ktoś wierzący mógłby powiedzieć, że to znak od bogów – odparł wciąż w stanie zamyślenia.
Speszył się dopiero na następne słowa M. Przecież nie... nie miał nic takiego na myśli. Odzywał się czasem w nim ten lekki egoizm, to prawda. Miał przeświadczenie, że ludziom chodziło o niego, a nie o nich samych. Może to było przez to, że – szczególnie teraz – desperacko potrzebował, żeby ktoś mu pomógł, wsparł go. Jednocześnie, miał zamiar odrzucić każde wsparcie, które by mu proponowano.
– Wcale tak nie pomyślałem – wydukał, rumieniąc się z zawstydzenia. – I nie myśl sobie, że jestem jakimś zboczeńcem. Nawet by mi nie przyszło do głowy, żeby zrobić coś takiego.
I rzeczywiście, nigdy by nie podejrzał nikogo bez jego zgody. Był wychowany na dżentelmena i nie był znowu tak zdesperowany, żeby robić takie rzeczy. Poza tym, skoro sam mówił, że nie miał ochoty rozbierać się w towarzystwie, byłby hipokrytą, gdyby nie uszanował prywatności drugiej osoby.
Dlatego z gdy M. odeszła, by się przebrać, on grzecznie odwrócił się, by nie patrzeć nawet na zasłonę. Jednocześnie nalał sobie więcej bimbru. Tak, alkohol był przyjemnością, której zamierzał się tego dnia oddać. Pragnął, żeby ogarnęła go słodka beztroska. Nawet jeśli jego ubrania, już trochę wyschnięte, miały nieprzyjemną solną fakturę, w jego butach i włosach był piach, a twarz wciąż bolała po ostatnim ciosie.
– Ten bimber to sama zrobiłaś? – spytał, przyglądając się butelce. Nie było na niej żadnej etykietki. Icarus miał tylko nadzieję, że nie oślepnie po wypiciu tego z lekka podejrzanego, ale wybornie wysokoprocentowego trunku.
Wiedział jedno: musiał więcej wypić.
– Piorun, hm? Ktoś wierzący mógłby powiedzieć, że to znak od bogów – odparł wciąż w stanie zamyślenia.
Speszył się dopiero na następne słowa M. Przecież nie... nie miał nic takiego na myśli. Odzywał się czasem w nim ten lekki egoizm, to prawda. Miał przeświadczenie, że ludziom chodziło o niego, a nie o nich samych. Może to było przez to, że – szczególnie teraz – desperacko potrzebował, żeby ktoś mu pomógł, wsparł go. Jednocześnie, miał zamiar odrzucić każde wsparcie, które by mu proponowano.
– Wcale tak nie pomyślałem – wydukał, rumieniąc się z zawstydzenia. – I nie myśl sobie, że jestem jakimś zboczeńcem. Nawet by mi nie przyszło do głowy, żeby zrobić coś takiego.
I rzeczywiście, nigdy by nie podejrzał nikogo bez jego zgody. Był wychowany na dżentelmena i nie był znowu tak zdesperowany, żeby robić takie rzeczy. Poza tym, skoro sam mówił, że nie miał ochoty rozbierać się w towarzystwie, byłby hipokrytą, gdyby nie uszanował prywatności drugiej osoby.
Dlatego z gdy M. odeszła, by się przebrać, on grzecznie odwrócił się, by nie patrzeć nawet na zasłonę. Jednocześnie nalał sobie więcej bimbru. Tak, alkohol był przyjemnością, której zamierzał się tego dnia oddać. Pragnął, żeby ogarnęła go słodka beztroska. Nawet jeśli jego ubrania, już trochę wyschnięte, miały nieprzyjemną solną fakturę, w jego butach i włosach był piach, a twarz wciąż bolała po ostatnim ciosie.
– Ten bimber to sama zrobiłaś? – spytał, przyglądając się butelce. Nie było na niej żadnej etykietki. Icarus miał tylko nadzieję, że nie oślepnie po wypiciu tego z lekka podejrzanego, ale wybornie wysokoprocentowego trunku.