21.09.2024, 14:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2024, 14:52 przez Albert Rookwood.)
Pamiętał, jak ucieszyła go perspektywa ślubu Vespery z Blackiem. Spodziewał się, że powiązanie Rookwoodów z tak bogatą rodziną pozytywnie wpłynie na rozmiar ich majątku, jednak ostatecznie pojawienie się Perseusza zdawało się jedynie wysysać z nich pieniądze, jak pijawka wysysała krew. Po jaką cholerę ciągał ciężarną kobietę na wycieczki między kontynentami? Pogorszenie się jej stanu nie było żadną niespodzianką, bardziej przypominało drogą fanaberię.
Wypowiedź Malfoya dotyczącą braku balansu w rozmowie odebrał jako komplement i jako uprzejmą skromność. Upraszanie go o nie szczędzenie pochwał samemu sobie połechtało jego ego. Poczuł się dumny z tego, że aż tak wychwalił mężczyznę, że aż musiał to wyrazić. Uśmiechnął się, niby to speszony.
– To prawda – przytaknął Elliottowi, skinąwszy głową, ale nie powiedział nic więcej, bo nie chciał mu przerywać.
Milczał parę sekund, ważąc w myślach to, czy pierwsza jego rozmowa z Perseuszem na temat organizacji charytatywnej faktycznie powinna być przeprowadzona w towarzystwie Kanclerza. Nie był pewien, w jaki sposób młody cuckoo-doctor zareaguje na jego pomysły i ciężko mu było określić, czy Malfoy pozwoli mu wystarczająco grubo polukrować jego śmiałe propozycje, żeby Black faktycznie łyknął je bez zająknięcia. Wszakże nie wiedział, jak dokładnie wyglądała ich relacja - może spróbują wygryźć go z tego interesu?
– Oczywiście, jak najbardziej rozumiem korzyści z takiego podejścia do sprawy. Określ tylko swoją dostępność i ja zorganizuję nasze spotkanie z moim bratankiem. – Raz po raz podkreślał jakże bliskie i głębokie było powiązanie rodzinne między nimi.
Cmoknął, zastanawiając się chwilę nad ewentualnością zaklasyfikowania ich przedsięwzięcia jako CIC. Szczerze mówiąc, działanie jako spółka o interesie społecznym nie byłoby wcale tak dławiące, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Może i straciliby część potężnych ulg podatkowych, ale przynajmniej nadzór nad ich działaniami byłby praktycznie wyłącznie iluzoryczny. Nie było jednak sensu rezygnować z tych wszystkich korzyści, skoro współpracować miał z jednym z najwprawniejszych oszustów Ministerstwa, wywodzącym się z rodu długiej linii krzyżówek genetycznych mających za cel stworzenie ostatecznego tytana tax evasion.
Zupełnie nie znał Tezeusa Lovegooda, może parę razy zamienił z nim kilka słów na czystokrwistych eventach. Wiedział, że do rozmowy z nim będzie musiał się dobrze przygotować. Na ten moment zupełnie nie potrafił przewidzieć poziomu finansowej wiedzy lekarza, jego wrodzonej ufności oraz jego priorytetów.
– Spotkanie z ordynatorem Leczniczy jest bez wątpienia konieczne, ale dałbym nam chwilę na wystarczająco wyczerpujące opisanie naszych planów, zanim je przeprowadzimy. Z tego, co o nim wiem, przedstawia się go jako osobę niezwykle entuzjastyczną i oddaną nauce, jednak w pewien znaczący sposób... ekscentryczną. To może być wyzwanie.
Wypowiedź Malfoya dotyczącą braku balansu w rozmowie odebrał jako komplement i jako uprzejmą skromność. Upraszanie go o nie szczędzenie pochwał samemu sobie połechtało jego ego. Poczuł się dumny z tego, że aż tak wychwalił mężczyznę, że aż musiał to wyrazić. Uśmiechnął się, niby to speszony.
– To prawda – przytaknął Elliottowi, skinąwszy głową, ale nie powiedział nic więcej, bo nie chciał mu przerywać.
Milczał parę sekund, ważąc w myślach to, czy pierwsza jego rozmowa z Perseuszem na temat organizacji charytatywnej faktycznie powinna być przeprowadzona w towarzystwie Kanclerza. Nie był pewien, w jaki sposób młody cuckoo-doctor zareaguje na jego pomysły i ciężko mu było określić, czy Malfoy pozwoli mu wystarczająco grubo polukrować jego śmiałe propozycje, żeby Black faktycznie łyknął je bez zająknięcia. Wszakże nie wiedział, jak dokładnie wyglądała ich relacja - może spróbują wygryźć go z tego interesu?
– Oczywiście, jak najbardziej rozumiem korzyści z takiego podejścia do sprawy. Określ tylko swoją dostępność i ja zorganizuję nasze spotkanie z moim bratankiem. – Raz po raz podkreślał jakże bliskie i głębokie było powiązanie rodzinne między nimi.
Cmoknął, zastanawiając się chwilę nad ewentualnością zaklasyfikowania ich przedsięwzięcia jako CIC. Szczerze mówiąc, działanie jako spółka o interesie społecznym nie byłoby wcale tak dławiące, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Może i straciliby część potężnych ulg podatkowych, ale przynajmniej nadzór nad ich działaniami byłby praktycznie wyłącznie iluzoryczny. Nie było jednak sensu rezygnować z tych wszystkich korzyści, skoro współpracować miał z jednym z najwprawniejszych oszustów Ministerstwa, wywodzącym się z rodu długiej linii krzyżówek genetycznych mających za cel stworzenie ostatecznego tytana tax evasion.
Zupełnie nie znał Tezeusa Lovegooda, może parę razy zamienił z nim kilka słów na czystokrwistych eventach. Wiedział, że do rozmowy z nim będzie musiał się dobrze przygotować. Na ten moment zupełnie nie potrafił przewidzieć poziomu finansowej wiedzy lekarza, jego wrodzonej ufności oraz jego priorytetów.
– Spotkanie z ordynatorem Leczniczy jest bez wątpienia konieczne, ale dałbym nam chwilę na wystarczająco wyczerpujące opisanie naszych planów, zanim je przeprowadzimy. Z tego, co o nim wiem, przedstawia się go jako osobę niezwykle entuzjastyczną i oddaną nauce, jednak w pewien znaczący sposób... ekscentryczną. To może być wyzwanie.