21.09.2024, 17:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2024, 15:25 przez Anthony Shafiq.)
Anthony zmarszczył brwi w zastanowieniu, ale dopiero po chwili dotarło do niego, że język, który usłyszał to jego ojczysta mowa. Fakt, że był multilingwistą zarówno z przydatków magii, jak i gruntownego, katorżniczego według niektórych wychowania, ostatecznie przywodził go od czasu do czasu w miejsce, w którym nie był pewien.
Gdy tylko uświadomił sobie, że to angielski i to z całkiem dobrze znaną melodią brytyjską okolic Doliny Godryka, przekręcił z zaciekawieniem głową, zupełnie jakby przypatrywał się ciekawemu okazowi muzealnemu.
– Pan raczy wybaczyć. Pytałem, czy jest pan może moim przewodnikiem, którego spodziewałem się tu spotkać. – W przeciwieństwie do Figga, Anthony mimowolnie posługiwał się szekspirowską mową, właściwą wysokim sferom w których się obracał. Potrafił dla zabawy naśladować zaciągnięcia uzależnione od regionu Wysp, ale musiałby o tym pomyśleć, a aktualnie był niezwykle podekscytowany wizją zejścia do grobowca, żeby bawić się w takie szarady.
Teoretycznie to musiał być on, no bo któż inny? Być może jednak chłopak stanowił tylko pomoc dla osoby realnie zajmującej się oprowadzaniem czarodziei, dlatego też polityk czekał na odpowiedź nim zamierzał się przedstawić czy wejść w jakąkolwiek dyskusję dotyczącą odkrycia, które miał okazję również obejrzeć, jako jeden z pierwszych ludzi w ogóle. Było to mocno "shafiqowskie" i choć mężczyzna wdał się w matkę z Parkinsonów, tak w takich chwilach jak ta odzywało się w nim echo pokoleń wcale nie polityków, a archeologów i odkrywców.
Gdy tylko uświadomił sobie, że to angielski i to z całkiem dobrze znaną melodią brytyjską okolic Doliny Godryka, przekręcił z zaciekawieniem głową, zupełnie jakby przypatrywał się ciekawemu okazowi muzealnemu.
– Pan raczy wybaczyć. Pytałem, czy jest pan może moim przewodnikiem, którego spodziewałem się tu spotkać. – W przeciwieństwie do Figga, Anthony mimowolnie posługiwał się szekspirowską mową, właściwą wysokim sferom w których się obracał. Potrafił dla zabawy naśladować zaciągnięcia uzależnione od regionu Wysp, ale musiałby o tym pomyśleć, a aktualnie był niezwykle podekscytowany wizją zejścia do grobowca, żeby bawić się w takie szarady.
Teoretycznie to musiał być on, no bo któż inny? Być może jednak chłopak stanowił tylko pomoc dla osoby realnie zajmującej się oprowadzaniem czarodziei, dlatego też polityk czekał na odpowiedź nim zamierzał się przedstawić czy wejść w jakąkolwiek dyskusję dotyczącą odkrycia, które miał okazję również obejrzeć, jako jeden z pierwszych ludzi w ogóle. Było to mocno "shafiqowskie" i choć mężczyzna wdał się w matkę z Parkinsonów, tak w takich chwilach jak ta odzywało się w nim echo pokoleń wcale nie polityków, a archeologów i odkrywców.