21.09.2024, 17:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:21 przez Anthony Shafiq.)
...aż zaczynam zastanawiać się, czy są prawdziwe...
Słowa wywołały specyficzny, nauczycielski uśmiech na twarzy wampira, który nie krył swojej aprobaty, wobec refleksji młodej policjantki. Nie było w tym protekcjonalności, jedynie zadowolenie, że odkryła coś, co powinna odkryć. Czyż nie lepsze było to od kłamstwa wprost? Czyż nie lepsze było od wymigiwania się od odpowiedzi? Kontrolował rozmowę, odsłaniając takie karty jakie chciał, tasując i przekładając narracje i znaczenia, prezentując się w rolach, które mu odpowiadały. Lubił porównywać się do smoka, którego łuska lśniła i w zależności od światła i kąta padania tegoż, przeróżne można było uzyskać barwne refleksy. Mimikra, sztuka dostosowania się do okoliczności, była niezbędną by przetrwać, a on wsiąkł tak bardzo w maski, które wybierał na dane okoliczności, że stopniowo zapominał kim był.
Miłość do Edith została podważona, tak łatwo, że z powodzeniem mógł wyjść z biblioteczki śmiertelnie obrażony. A jednak, nawet nie zadrgało jego serce, na tą jawną prowokację. Nie musiało, skoro zdanie było nieprawdziwe. Kochał Edith, która była jedną z jego najznamienitszych przyjaciółek, prawdziwych partnerek w zbrodni, gdy uknuli doskonały plan, umowę, mającą dać im spokój w świecie, który nie akceptował takich jak oni. Nie byli kochankami, ale to nie wykluczało miłości, której Anthony znał bardzo wiele odcieni. Jednak ta o której pewnie myślała panna Helsing, miłość płonąca zakochaniem i bezpamięcią, pragnieniem zapadnięcia się w drugą osobę tak bardzo, że uczucie sprawiające przyjemność było również trudne i bolesne? Ta miłość nie była mu dostępna i podejrzewał, że nigdy nie będzie mu dane jej już posmakować. Jego ukochany umarł niemal piętnaście lat temu i mężczyzna dawno już odrzucił myśl, że kiedykolwiek spotka kogoś, kto mógłby rozniecić w nim żar. Ale o tym nie zamierzał opowiadać dziewczynie. O tym nie zamierzał opowiadać nikomu.
– Nie przeszkadza mi pani prawdomówność panno Helsing. Właściciel spodziewa się, że ktoś podejmie próbę. Jeden drugi, nie przed właścicielem zamykałem drzwi, a przed naszą ewentualną konkurencją. W tej porze właśnie powinien być podawany tort, zakładam, że po nim kilka osób będzie chciało tu przyjść, dlatego zależy mi na czasie. – Kolejna i kolejna karta. Dawkowane, odsłaniane i chowane znów wprost do talii. – To nie była jedyna zagadka, poprzednie prowadziły do tego miejsca i uporałem się z nimi wcześniej, nim tańczyliśmy.– Udawał obrażonego tak teatralnie, że nie mogła odebrać jego dąsów na poważnie. Zaraz potem jednak, prowadzony jej słowem odsłonił kilka obrazów po swojej stronie i znalazł kolejne dwa symbole. Jeden z nich był na linii półki, której książkę trzymał w dłoniach. Spojrzał na jej okładkę i zmarszczył czoło, po czym skupiony już na zagadce przeszedł na drugą stronę i sięgnął po tom znajdujący się przy ściance drugiego symbolu.
– "Purpurowe skrzypce" na Wenus i "Dziewczyna w niebieskiej sukience" na Marsie. Czyżby to był nasz kolejny krok? – zwrócił się do Brenny, unosząc pytająco brwi, choć raczej nie było to pytanie.
Słowa wywołały specyficzny, nauczycielski uśmiech na twarzy wampira, który nie krył swojej aprobaty, wobec refleksji młodej policjantki. Nie było w tym protekcjonalności, jedynie zadowolenie, że odkryła coś, co powinna odkryć. Czyż nie lepsze było to od kłamstwa wprost? Czyż nie lepsze było od wymigiwania się od odpowiedzi? Kontrolował rozmowę, odsłaniając takie karty jakie chciał, tasując i przekładając narracje i znaczenia, prezentując się w rolach, które mu odpowiadały. Lubił porównywać się do smoka, którego łuska lśniła i w zależności od światła i kąta padania tegoż, przeróżne można było uzyskać barwne refleksy. Mimikra, sztuka dostosowania się do okoliczności, była niezbędną by przetrwać, a on wsiąkł tak bardzo w maski, które wybierał na dane okoliczności, że stopniowo zapominał kim był.
Miłość do Edith została podważona, tak łatwo, że z powodzeniem mógł wyjść z biblioteczki śmiertelnie obrażony. A jednak, nawet nie zadrgało jego serce, na tą jawną prowokację. Nie musiało, skoro zdanie było nieprawdziwe. Kochał Edith, która była jedną z jego najznamienitszych przyjaciółek, prawdziwych partnerek w zbrodni, gdy uknuli doskonały plan, umowę, mającą dać im spokój w świecie, który nie akceptował takich jak oni. Nie byli kochankami, ale to nie wykluczało miłości, której Anthony znał bardzo wiele odcieni. Jednak ta o której pewnie myślała panna Helsing, miłość płonąca zakochaniem i bezpamięcią, pragnieniem zapadnięcia się w drugą osobę tak bardzo, że uczucie sprawiające przyjemność było również trudne i bolesne? Ta miłość nie była mu dostępna i podejrzewał, że nigdy nie będzie mu dane jej już posmakować. Jego ukochany umarł niemal piętnaście lat temu i mężczyzna dawno już odrzucił myśl, że kiedykolwiek spotka kogoś, kto mógłby rozniecić w nim żar. Ale o tym nie zamierzał opowiadać dziewczynie. O tym nie zamierzał opowiadać nikomu.
– Nie przeszkadza mi pani prawdomówność panno Helsing. Właściciel spodziewa się, że ktoś podejmie próbę. Jeden drugi, nie przed właścicielem zamykałem drzwi, a przed naszą ewentualną konkurencją. W tej porze właśnie powinien być podawany tort, zakładam, że po nim kilka osób będzie chciało tu przyjść, dlatego zależy mi na czasie. – Kolejna i kolejna karta. Dawkowane, odsłaniane i chowane znów wprost do talii. – To nie była jedyna zagadka, poprzednie prowadziły do tego miejsca i uporałem się z nimi wcześniej, nim tańczyliśmy.– Udawał obrażonego tak teatralnie, że nie mogła odebrać jego dąsów na poważnie. Zaraz potem jednak, prowadzony jej słowem odsłonił kilka obrazów po swojej stronie i znalazł kolejne dwa symbole. Jeden z nich był na linii półki, której książkę trzymał w dłoniach. Spojrzał na jej okładkę i zmarszczył czoło, po czym skupiony już na zagadce przeszedł na drugą stronę i sięgnął po tom znajdujący się przy ściance drugiego symbolu.
– "Purpurowe skrzypce" na Wenus i "Dziewczyna w niebieskiej sukience" na Marsie. Czyżby to był nasz kolejny krok? – zwrócił się do Brenny, unosząc pytająco brwi, choć raczej nie było to pytanie.