21.09.2024, 23:16 ✶
Nie mógł się zgodzić z Geraldine. Do tego stopnia, że aż parsknął szczekliwie i zakaszlał, bo zakrztusił się śliną.
- Nie, Rina, jeśli chodzi o ten wieczór to zaskakujesz mnie na zapas - zapewnił.
Nie wytykał jej co prawda, że zachowuje się jak nie ona, ale to byłby dość trafny zarzut. Zamiast tego wolał docenić, że starała się radykalnie zmienić podejście względem tego, w jakim ją znalazł w barze. Dużo łatwiej im się rozmawiało, kiedy nie panikowała ani nie rwała włosów na głowie. Jedynie te nagłe komplementy niespecjalnie do niego trafiały. Nie czuł ciepła, które powinien.
- Musisz być bardziej pijana niż założyłem. Trochę snu naprawdę ci zrobi dobrze - skwitował pokonawszy mały ścisk w gardle.
Łatwo zapomnieć, że była pijana i nie mówiła wszystkiego na serio, bo przez cały wieczór zachowywała się jak nie ona. Takie komentarze powinny go wprawić w lepszy humor. Niestety nie wprawiały. Zamiast tego musiał pokonywać rozgoryczenie, które narastało. Nie chodziło o Geraldine, nawet jeśli te słowa padały z jej ust. Chodziło o niego. Teraz na serio.
- Nie wiem czy ci wierzyć - odparł raczej nie po to, żeby kwestionować prawdomówność Geraldine, ale cholera, niby mu mówiła, że to wszystko a odnosił wrażenie, że zaraz coś znowu wyskoczy z szafy.
W najlepszym przypadku byłby to trup. To mówiło samo za siebie. Ambroise nieczęsto wybierał jawne zwłoki ponad wszystko inne, ale niespodzianki od Geraldine zapowiadały się absurdalniej. Zawsze wiedział, że jej życie jest chaotyczne. To się nie zmieniło. Natomiast ciężko mu było nadążyć za wszystkimi nowościami a ona po pijaku nie była najlepszym narratorem swojego życia.
Z uwagi na to sądził, że będzie najlepiej odprowadzić ją do łóżka i zaczekać aż wytrzeźwieje. Później mogli spróbować nawiązać nową nić porozumienia. Potrzebował móc porozmawiać z nią na poważnie, ale bez zbędnego dramatyzowania. Miał wyraźne trudności z pocieszaniem roztrzęsionych ludzi, dlatego poniekąd cieszył się, że udało mu się odwrócić uwagę Yaxleyówny.
Niestety nie był w stanie z równą łatwością odsunąć swoich myśli. Starał się nie ulec wspominaniu starych dobrych czasów, bo może były stare, ale powtarzał sobie, że w większości niedobre. Niestety to nie działało tak jak mógł tego chcieć. W pewnym sensie odczuwał nostalgię i coś na kształt smutku, kiedy stali w ciemnościach przed pokojem. Skrzypnięcie drzwi wyrwało go z tego stanu. Całe szczęście.
- Jesteś pewna, że to twoje drzwi? - Spytał z początku poważnie a potem z nutą niepowagi, która mu się gdzieś tam wkradła, kiedy szepnął. - Nie poznaję ich. To mogą być te widmowe, groźne drzwi, którym nie wiadomo co chodzi po szybie - zasugerował tonem zarezerwowanym dla tych najbardziej absurdalnych teorii spiskowych, w które nawet on (naczelny foliarz należało zaznaczyć) nie wierzył.
Chciał ją rozbawić i pokazać jej, że w każdej, nawet w najcięższej sytuacji udawało się znaleźć coś, żeby ją wyśmiać. Wyśmiane niebezpieczeństwo traciło na sile a wtedy nie miało aż takiej władzy. Geraldine potrzebowała ją przejąć albo raczej odzyskać z rąk rzekomego bliźniaka.
- Nie, Rina, jeśli chodzi o ten wieczór to zaskakujesz mnie na zapas - zapewnił.
Nie wytykał jej co prawda, że zachowuje się jak nie ona, ale to byłby dość trafny zarzut. Zamiast tego wolał docenić, że starała się radykalnie zmienić podejście względem tego, w jakim ją znalazł w barze. Dużo łatwiej im się rozmawiało, kiedy nie panikowała ani nie rwała włosów na głowie. Jedynie te nagłe komplementy niespecjalnie do niego trafiały. Nie czuł ciepła, które powinien.
- Musisz być bardziej pijana niż założyłem. Trochę snu naprawdę ci zrobi dobrze - skwitował pokonawszy mały ścisk w gardle.
Łatwo zapomnieć, że była pijana i nie mówiła wszystkiego na serio, bo przez cały wieczór zachowywała się jak nie ona. Takie komentarze powinny go wprawić w lepszy humor. Niestety nie wprawiały. Zamiast tego musiał pokonywać rozgoryczenie, które narastało. Nie chodziło o Geraldine, nawet jeśli te słowa padały z jej ust. Chodziło o niego. Teraz na serio.
- Nie wiem czy ci wierzyć - odparł raczej nie po to, żeby kwestionować prawdomówność Geraldine, ale cholera, niby mu mówiła, że to wszystko a odnosił wrażenie, że zaraz coś znowu wyskoczy z szafy.
W najlepszym przypadku byłby to trup. To mówiło samo za siebie. Ambroise nieczęsto wybierał jawne zwłoki ponad wszystko inne, ale niespodzianki od Geraldine zapowiadały się absurdalniej. Zawsze wiedział, że jej życie jest chaotyczne. To się nie zmieniło. Natomiast ciężko mu było nadążyć za wszystkimi nowościami a ona po pijaku nie była najlepszym narratorem swojego życia.
Z uwagi na to sądził, że będzie najlepiej odprowadzić ją do łóżka i zaczekać aż wytrzeźwieje. Później mogli spróbować nawiązać nową nić porozumienia. Potrzebował móc porozmawiać z nią na poważnie, ale bez zbędnego dramatyzowania. Miał wyraźne trudności z pocieszaniem roztrzęsionych ludzi, dlatego poniekąd cieszył się, że udało mu się odwrócić uwagę Yaxleyówny.
Niestety nie był w stanie z równą łatwością odsunąć swoich myśli. Starał się nie ulec wspominaniu starych dobrych czasów, bo może były stare, ale powtarzał sobie, że w większości niedobre. Niestety to nie działało tak jak mógł tego chcieć. W pewnym sensie odczuwał nostalgię i coś na kształt smutku, kiedy stali w ciemnościach przed pokojem. Skrzypnięcie drzwi wyrwało go z tego stanu. Całe szczęście.
- Jesteś pewna, że to twoje drzwi? - Spytał z początku poważnie a potem z nutą niepowagi, która mu się gdzieś tam wkradła, kiedy szepnął. - Nie poznaję ich. To mogą być te widmowe, groźne drzwi, którym nie wiadomo co chodzi po szybie - zasugerował tonem zarezerwowanym dla tych najbardziej absurdalnych teorii spiskowych, w które nawet on (naczelny foliarz należało zaznaczyć) nie wierzył.
Chciał ją rozbawić i pokazać jej, że w każdej, nawet w najcięższej sytuacji udawało się znaleźć coś, żeby ją wyśmiać. Wyśmiane niebezpieczeństwo traciło na sile a wtedy nie miało aż takiej władzy. Geraldine potrzebowała ją przejąć albo raczej odzyskać z rąk rzekomego bliźniaka.