22.09.2024, 14:05 ✶
Jego aparycja myliła. Okej - przytył, nie wyglądał już jak worek kości i chyba nabrał nieco pewności siebie, jednocześnie garbił się i spoglądał na wszystko wokół z taką miną, jakby chciał zdrapać sobie skórę, pozbyć się wszystkiego, co go więziło na tym świecie. Cierpiał, coś go musiało nagle, dobitnie doprowadzić do takiego stanu mimo tego, że pozornie wydobrzał. Co? Nie mówił, nie potrafił się do tego przyznać - uciekał spojrzeniem na boki, naciśnięty pewnie zacznie łgać, bo jak się miał człowiek przyznać do tego, że był w romantycznej relacji z bratem, ale ten wolał to zakończyć? Millie mogła to zrozumieć - ale nie Woody. Wody za to rozumiał ciągnący się za nim ślad krwi. Jego koszmarne zepsucie okraszone nie byciem aż-tak-złym człowiekiem.
- Nie wiem - tak naprawdę to wiedział bardzo dobrze - był tu na taką chwilę, na jaką Cain i Laurent chcieli spędzać z nim czas, czyli mając na uwadze jego szczęście, to niedługo zapewne, ale chciałby, aby ta chwila stała się wiecznością - nie zamierzałem wracać - coś w tonie, w jakim to powiedział sugerowało, że nie chodziło o fizyczne pojawienie się na Ścieżkach, tylko mentalny powrót na stare śmieci - ale ostatnio tak się zastanawiałem... co się stało z Dante? Wydawało mi się, że zginął pod gruzami korytarza, a jednak ktoś mi zaćwierkał na uszko o tym jak dziad nie tylko żyje, ale i ma się dobrze.
Powiedziałby: Biuro Aurorów musi być zajebiście niekompetentne. Teraz Biuro Aurorów to teraz w jego głowie też Cain. Zawahał się więc. Nie powinien - to uczucie wzięło go z zaskoczenia.
Tak samo, jak co jeszcze zabraliście docierające do jego mózgu, dobrych kilkanaście sekund po dotarciu do jego mózgu.
Niezręcznie, ze sztywnym karkiem odwrócił zmieszane spojrzenie w kierunku Tarpaulin.
- A co jeszcze zabrali...?
Tego, że Matka litościwa nie była, skoro pozwalała niewinnym ludziom na sabatach ginąć w imię kaprysów bandy wariatów nic nie wspomniał, nie powstrzymał jednak odruchu jakim było uniesienie brwi.
- Nie wiem - tak naprawdę to wiedział bardzo dobrze - był tu na taką chwilę, na jaką Cain i Laurent chcieli spędzać z nim czas, czyli mając na uwadze jego szczęście, to niedługo zapewne, ale chciałby, aby ta chwila stała się wiecznością - nie zamierzałem wracać - coś w tonie, w jakim to powiedział sugerowało, że nie chodziło o fizyczne pojawienie się na Ścieżkach, tylko mentalny powrót na stare śmieci - ale ostatnio tak się zastanawiałem... co się stało z Dante? Wydawało mi się, że zginął pod gruzami korytarza, a jednak ktoś mi zaćwierkał na uszko o tym jak dziad nie tylko żyje, ale i ma się dobrze.
Powiedziałby: Biuro Aurorów musi być zajebiście niekompetentne. Teraz Biuro Aurorów to teraz w jego głowie też Cain. Zawahał się więc. Nie powinien - to uczucie wzięło go z zaskoczenia.
Tak samo, jak co jeszcze zabraliście docierające do jego mózgu, dobrych kilkanaście sekund po dotarciu do jego mózgu.
Niezręcznie, ze sztywnym karkiem odwrócił zmieszane spojrzenie w kierunku Tarpaulin.
- A co jeszcze zabrali...?
Tego, że Matka litościwa nie była, skoro pozwalała niewinnym ludziom na sabatach ginąć w imię kaprysów bandy wariatów nic nie wspomniał, nie powstrzymał jednak odruchu jakim było uniesienie brwi.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.