16.01.2023, 22:15 ✶
Nie mogła zaprzeczyć, podawanie amortencji Vakelowi wydawało się łatwe. Wręcz za łatwe, jeśli zapytać o to Annie, do tego stopnia, że w pewnym momencie cała sytuacja zaczęła szarpać resztki jej sumienia, które gdzieś zaszyły się, niewyplenione przez jej ojca i matkę. Zresztą, wszystko zaczęło się właśnie przez rodzicielkę Annaleigh, która to podała jej eliksir, stwierdzając gładko, że innej szansy na znalezienie odpowiedniej partii i ustatkowanie się nie ma, a zostając panną, przyniosłaby tylko wstyd rodzinie. Annie uwierzyła. Nie miała za dużo do zaoferowania, szczególnie przez chorobę, która czyniła z niej bezużyteczną partnerkę na wielu płaszczyznach. Dlatego dzień za dniem dodawała kolejną dawkę eliksiru miłosnego, zapewniając sobie mężczyznę przy boku, bogatego, sławnego i wpływowego. Idealnego według jej rodziny. Ostatnio dawka ta jednak stawała się coraz mniejsza.
Coraz mniej miała ochotę okłamywać niewinną osobę, która w końcu była dla niej całkiem dobra w jej odczuciu. Nudziła ją ta farsa, działa jej w jakiś sposób na nerwy, chciała więc powoli odstawić eliksir, uwalniając Vakela od wpływu uroku.
Cóż, jeszcze nie wiedziała, że jej plan miał się nie udać.
Usłyszała wrzask towarzyszący wejściu Vakela, jej brwi zmarszczyły się w niezrozumieniu. Och? Czyżby ona coś zrobiła?
Nie, żeby pamiętała, zresztą, Vakelowi rzadko kiedy zdarzały się wybuchy złości skierowane na nią, oznaczało to, że musiała dokonać czegoś skandalicznego. Nie połączyła jednak jeszcze najważniejszych wątków, bo przecież dawka amortencji, może trochę zmniejszona, jednak nieznacznie, trafiła do filiżanki, jak zwykle, a nagła zmiana harmonogramu nie przyszła kobiecie do głowy. Na pewno nie po kilku latach jego ciągłego przestrzegania.
Dlatego właśnie z każdym wyzwiskiem jej brwi wędrowały coraz wyżej w niemym zdziwieniu i niezrozumieniu. Powoli odłożyła herbatę oraz książkę. Wyprostowała się, założyła nogę na nogę i splatając palce na kolanie, zaczęła czekać, aż nadarzy się okazja. by dowiedzieć się, o co na Merlina chodzi. Nawet przez chwilę wydawało się, że ta właśnie nastała chwile potem w jej stronę poleciał deszcz książek. Skuliła się, może jednak bez powodu, patrząc na koszmarną celność jej męża. Ostatnia z książek wylądowała przy jej stopie, otwierając się na obrazku przedstawiającym linie stosowane w chiromancji. Jej wzrok zatrzymał się na nim na chwilę. Czuła gotującą się w niej wściekłość. O nie, tak się bawić nie będą. Jej brwi zmarszczyły się groźnie, gdy spojrzała na równie wzburzonego Vakela.
Sięgnęła po różdżkę, celując w niego, nie bawiąc się w półśrodki.
- Porozmawiamy? - zapytała, w jej głosie ostrzegawcza nuta.
Na wszelki wypadek spróbowała jedna rzucić zaklęcie, które miało wyczarować linę związująca ręce Vakela z jego tułowiem, tak, by przynajmniej nie mógł znów niczym rzucić.
Rzucam na zaklęcie tworzące więzy, które zwiążą ręce mojego małża
Coraz mniej miała ochotę okłamywać niewinną osobę, która w końcu była dla niej całkiem dobra w jej odczuciu. Nudziła ją ta farsa, działa jej w jakiś sposób na nerwy, chciała więc powoli odstawić eliksir, uwalniając Vakela od wpływu uroku.
Cóż, jeszcze nie wiedziała, że jej plan miał się nie udać.
Usłyszała wrzask towarzyszący wejściu Vakela, jej brwi zmarszczyły się w niezrozumieniu. Och? Czyżby ona coś zrobiła?
Nie, żeby pamiętała, zresztą, Vakelowi rzadko kiedy zdarzały się wybuchy złości skierowane na nią, oznaczało to, że musiała dokonać czegoś skandalicznego. Nie połączyła jednak jeszcze najważniejszych wątków, bo przecież dawka amortencji, może trochę zmniejszona, jednak nieznacznie, trafiła do filiżanki, jak zwykle, a nagła zmiana harmonogramu nie przyszła kobiecie do głowy. Na pewno nie po kilku latach jego ciągłego przestrzegania.
Dlatego właśnie z każdym wyzwiskiem jej brwi wędrowały coraz wyżej w niemym zdziwieniu i niezrozumieniu. Powoli odłożyła herbatę oraz książkę. Wyprostowała się, założyła nogę na nogę i splatając palce na kolanie, zaczęła czekać, aż nadarzy się okazja. by dowiedzieć się, o co na Merlina chodzi. Nawet przez chwilę wydawało się, że ta właśnie nastała chwile potem w jej stronę poleciał deszcz książek. Skuliła się, może jednak bez powodu, patrząc na koszmarną celność jej męża. Ostatnia z książek wylądowała przy jej stopie, otwierając się na obrazku przedstawiającym linie stosowane w chiromancji. Jej wzrok zatrzymał się na nim na chwilę. Czuła gotującą się w niej wściekłość. O nie, tak się bawić nie będą. Jej brwi zmarszczyły się groźnie, gdy spojrzała na równie wzburzonego Vakela.
Sięgnęła po różdżkę, celując w niego, nie bawiąc się w półśrodki.
- Porozmawiamy? - zapytała, w jej głosie ostrzegawcza nuta.
Na wszelki wypadek spróbowała jedna rzucić zaklęcie, które miało wyczarować linę związująca ręce Vakela z jego tułowiem, tak, by przynajmniej nie mógł znów niczym rzucić.
Rzucam na zaklęcie tworzące więzy, które zwiążą ręce mojego małża
Rzut N 1d100 - 43
Słaby sukces...
Słaby sukces...