16.01.2023, 23:21 ✶
Z jej strony wiele złych emocji też opadło – bardziej była teraz zła na swoją rodzinę niż na Sauriela, który zaczął ją intrygować. To jak wiele tajemnic jeszcze skrywał. To jak bardzo udawał przed całym światem, a może nawet i przed samym sobą, i nie chodziło jedynie o te wszystkie umiejętności, które posiadał, czy wiedzę, jaką miał w głowie, ale o osobowość. Złość i chamstwo zdawały się być tarczą przed całym światem, ale hej – czy było to takie dziwne? Nie było ani trochę.
Prawdę mówiąc nawet nie zwróciła uwagi na to, że coś było nie tak – w sensie z jego temperaturą. Nie tak czyli, że nie tak dla niego; ale to właśnie dlatego, że nie poczuła tego chłodu, tylko w miarę normalną temperaturę ciała drugiej osoby. Sama może nie była jakoś wielce muzykalnie uzdolniona, ale potrafiła zakląć instrumenty do tego, by grały, za to na pewno potrafiła tańczyć – jej matka postawiła sobie za punkt honoru, by córkę tego nauczyć, bo jak by to wyglądało, gdyby nie potrafiła? Więc umiała już od najmłodszych lat, dlatego tam, gdzie brakowało coś Saurielowi – poprowadzić mogła ona, kiedy już po tych kilku sekundach osłupienia rozluźniła się na tyle, by spokojnie zatańczyć. I faktycznie czerpać z tego przyjemność, bo rzeczywiście to lubiła. Nawet jeśli w tak dziwnej scenerii – bo w kuchni, będąc sam na sam (plus skrzatka) z facetem, którego znała prawie że wcale, ale poznać chciała. Wręcz musiała.
Strzałka początkowo nie wiedziała co zrobić z otrzymanymi babeczkami, ale w końcu spojrzała na Sauriela swoimi wielkimi oczami, spuściła nietoperzowe uszy i uśmiechnęła się do niego nieśmiało. W tym czasie Victoria poszła po płaszcz i odpowiednie buty, a skrzatka zapakowała resztę babeczek i wręczyła je wampirowi.
- Różnie… Czasami po prostu zamykam się w pokoju, czasami idę do Dziurawego Kotła się napić… Czasami kręcę się po Pokątnej, albo po Dolinie Godryka – było tam wiele pięknych sadów, więc i okolica była urokliwa i malownicza. Odpowiedziała mu mimo wszystko, chociaż wcale nie musiała. Strach miał wielkie oczy, co? Jak z tym gotowaniem, czy tańczeniem – a wcale nie było czego się bać. Więc teraz skoro wychodzili i to jeszcze z babeczkami… chyba też nie było czego?
Było już późno, więc nie dziwne, że park był cichy i spokojny. Pusty. Usiadła obok niego na ławce i zapatrzyła się na widok, jaki rozciągał się przed nimi.
- Ładnie tu – stwierdziła. A pewnie jeszcze ładniej było w dzień, w świetle słońca.
Prawdę mówiąc nawet nie zwróciła uwagi na to, że coś było nie tak – w sensie z jego temperaturą. Nie tak czyli, że nie tak dla niego; ale to właśnie dlatego, że nie poczuła tego chłodu, tylko w miarę normalną temperaturę ciała drugiej osoby. Sama może nie była jakoś wielce muzykalnie uzdolniona, ale potrafiła zakląć instrumenty do tego, by grały, za to na pewno potrafiła tańczyć – jej matka postawiła sobie za punkt honoru, by córkę tego nauczyć, bo jak by to wyglądało, gdyby nie potrafiła? Więc umiała już od najmłodszych lat, dlatego tam, gdzie brakowało coś Saurielowi – poprowadzić mogła ona, kiedy już po tych kilku sekundach osłupienia rozluźniła się na tyle, by spokojnie zatańczyć. I faktycznie czerpać z tego przyjemność, bo rzeczywiście to lubiła. Nawet jeśli w tak dziwnej scenerii – bo w kuchni, będąc sam na sam (plus skrzatka) z facetem, którego znała prawie że wcale, ale poznać chciała. Wręcz musiała.
Strzałka początkowo nie wiedziała co zrobić z otrzymanymi babeczkami, ale w końcu spojrzała na Sauriela swoimi wielkimi oczami, spuściła nietoperzowe uszy i uśmiechnęła się do niego nieśmiało. W tym czasie Victoria poszła po płaszcz i odpowiednie buty, a skrzatka zapakowała resztę babeczek i wręczyła je wampirowi.
- Różnie… Czasami po prostu zamykam się w pokoju, czasami idę do Dziurawego Kotła się napić… Czasami kręcę się po Pokątnej, albo po Dolinie Godryka – było tam wiele pięknych sadów, więc i okolica była urokliwa i malownicza. Odpowiedziała mu mimo wszystko, chociaż wcale nie musiała. Strach miał wielkie oczy, co? Jak z tym gotowaniem, czy tańczeniem – a wcale nie było czego się bać. Więc teraz skoro wychodzili i to jeszcze z babeczkami… chyba też nie było czego?
Było już późno, więc nie dziwne, że park był cichy i spokojny. Pusty. Usiadła obok niego na ławce i zapatrzyła się na widok, jaki rozciągał się przed nimi.
- Ładnie tu – stwierdziła. A pewnie jeszcze ładniej było w dzień, w świetle słońca.