22.09.2024, 20:15 ✶
- Nie muszę. Wiara ma to do siebie, że jest w rzeczy niematerialne a ty któryś raz pokazujesz, że problemy to twoja pasja - skomentował bez wysiłku.
To mu przychodziło naturalnie. Tak jak oddychanie. Wymieniał te uszczypliwości w taki sposób, że nie musiał ani trochę się zastanawiać. Przerzucali się nimi bez potrzeby i jak na jego oko to też bez większej urazy. To było jak mecz towarzyski. Może tego nie mówił na głos, ale prawdopodobnie nie miało być wygranego. Nawet go to nie ruszało.
- To wyłącznie kwestia twoich standardów - wzruszył ramionami. - Niektóre psy szczekają na wszystko. Inne gonią tylko za wskazaną zwierzyną. Ludzie są w gruncie rzeczy podobni. Nie sądzę, żebyś musiała przyjmować każde zlecenie, które ci wpadnie. Nie wyglądasz na desperatkę - ocenił ją bardzo spokojnie, jakby mówił jej o pogodzie, która zapowiadała się umiarkowanie.
Jego słowa nie kryły ani prób obrazy, ani żadnych komplementów. Stwierdzał fakt. Odnosił wrażenie, że osoba taka jak Geraldine nie powinna mierzyć tak nisko jak mu to sugerowała. Według jego wiedzy była wprawną łowczynią. Nie bez powodu zatrudniano ją do zleceń na miarę tego.
Miało być ciężko i niebezpiecznie. Dlaczego wydawało mu się, że otwarte zagrożenie byłoby lepsze od tej złowróżbnej ciszy, o której rozmawiali.
- Hm? - Spojrzał na nią oczekując dalszych wyjaśnień, bo te słowa mógłby skwitować pogardą, ale czuł, że kryje się za nimi jakaś historia i Geraldine nie rzuca ich na wiatr.
Chyba nie uroiło jej się, że była związana ze światem magicznych zwierząt. W ich środowisku bywało, że ktoś miał jakieś specjalne zdolności. Ambroise przywykł tego nie wykluczać. Niezależnie od ich relacji dawał jej trochę pola do popisu.
- Nie uważasz, że brak dzikich stworzeń jest nienaturalny? To środek lasu. Zawsze są zwierzęta. Ptaki czy inne - zmarszczył czoło.
Niepokoiło go to, ale dalej szedł z Geraldine, starając się jej dotrzymać kroku.
To mu przychodziło naturalnie. Tak jak oddychanie. Wymieniał te uszczypliwości w taki sposób, że nie musiał ani trochę się zastanawiać. Przerzucali się nimi bez potrzeby i jak na jego oko to też bez większej urazy. To było jak mecz towarzyski. Może tego nie mówił na głos, ale prawdopodobnie nie miało być wygranego. Nawet go to nie ruszało.
- To wyłącznie kwestia twoich standardów - wzruszył ramionami. - Niektóre psy szczekają na wszystko. Inne gonią tylko za wskazaną zwierzyną. Ludzie są w gruncie rzeczy podobni. Nie sądzę, żebyś musiała przyjmować każde zlecenie, które ci wpadnie. Nie wyglądasz na desperatkę - ocenił ją bardzo spokojnie, jakby mówił jej o pogodzie, która zapowiadała się umiarkowanie.
Jego słowa nie kryły ani prób obrazy, ani żadnych komplementów. Stwierdzał fakt. Odnosił wrażenie, że osoba taka jak Geraldine nie powinna mierzyć tak nisko jak mu to sugerowała. Według jego wiedzy była wprawną łowczynią. Nie bez powodu zatrudniano ją do zleceń na miarę tego.
Miało być ciężko i niebezpiecznie. Dlaczego wydawało mu się, że otwarte zagrożenie byłoby lepsze od tej złowróżbnej ciszy, o której rozmawiali.
- Hm? - Spojrzał na nią oczekując dalszych wyjaśnień, bo te słowa mógłby skwitować pogardą, ale czuł, że kryje się za nimi jakaś historia i Geraldine nie rzuca ich na wiatr.
Chyba nie uroiło jej się, że była związana ze światem magicznych zwierząt. W ich środowisku bywało, że ktoś miał jakieś specjalne zdolności. Ambroise przywykł tego nie wykluczać. Niezależnie od ich relacji dawał jej trochę pola do popisu.
- Nie uważasz, że brak dzikich stworzeń jest nienaturalny? To środek lasu. Zawsze są zwierzęta. Ptaki czy inne - zmarszczył czoło.
Niepokoiło go to, ale dalej szedł z Geraldine, starając się jej dotrzymać kroku.