22.09.2024, 23:22 ✶
- Hm, rozumiem - nie rozumiał, ale miał wrażenie, że akurat w tym temacie mieli podobne odczucia z Florence. Przypominało to myślodsiewnię, tak, ale nie mogło nią być. Duch ewidentnie sobie z nimi pogrywał, chociaż Atreus nie rozumiał dlaczego, skoro wyglądał na tak zmarnowanego i w jakiś sposób smutnego - takich żartów spodziewał się raczej po czymś pokroju Irytka, a nie wychudłej dziewczynki z ulicy.
Słuchając jej słów, postąpił do przodu parę kroków, żeby mieć lepszy ogląd na całą sytuację. To mogły być jej wspomnienia, ale w jakiś sposób Atreus nie sądził by miał zobaczyć tutaj cokolwiek, co nie było w jakoś oczywiste. Jego siostra była uzdrowicielem, zawsze porządna i do bólu sztywna, mogła co najwyżej się do kogoś życzliwie uśmiechnąć i to byłby szczyt rzeczy wręcz niemożliwych dla niej. A i też zależy do kogo ten uśmiech byłby kierowany, bo jeśli do kogoś z rodziny lub przyjaciół, to Atreus też nie byłby aż tak zszokowany.
A potem świat zamazał się, jakby ponaglony przez jej własne słowa i znowu stali na okrytej wieczornym niebem londyńskiej uliczce, z tą samą dziewczynką stojącą nieopodal. Mała była niezwykle szybka, jeśli chodziło o te zapałki i nie zdążyli nawet zrobić kroku, czy to by odejść, czy to by zabrać jej te zapałki, a zapłonął kolejny płomyk i świat się zmienił.
Teraz byli w jakimś pomieszczeniu. Okropnie oświetlonym, z ustawionym łóżkiem i paroma osobami. Atreus potrzebował chwili, żeby skojarzyć ciotkę Arabellę, ale kiedy wreszcie to zrobił, zmarszczył brwi, widząc dodatkowo jej stan.
- Co jej jest? - zapytał, znowu robiąc to samo, czyli idąc do przodu, przez otaczające ich wspomnienie. Arabella zajmowała większość jego uwagi, ale mimowolnie rozejrzał się; po wnętrzu i po osobach, które stały dookoła niej, ostatecznie jednak wracając spojrzeniem do ciotki.
Słuchając jej słów, postąpił do przodu parę kroków, żeby mieć lepszy ogląd na całą sytuację. To mogły być jej wspomnienia, ale w jakiś sposób Atreus nie sądził by miał zobaczyć tutaj cokolwiek, co nie było w jakoś oczywiste. Jego siostra była uzdrowicielem, zawsze porządna i do bólu sztywna, mogła co najwyżej się do kogoś życzliwie uśmiechnąć i to byłby szczyt rzeczy wręcz niemożliwych dla niej. A i też zależy do kogo ten uśmiech byłby kierowany, bo jeśli do kogoś z rodziny lub przyjaciół, to Atreus też nie byłby aż tak zszokowany.
A potem świat zamazał się, jakby ponaglony przez jej własne słowa i znowu stali na okrytej wieczornym niebem londyńskiej uliczce, z tą samą dziewczynką stojącą nieopodal. Mała była niezwykle szybka, jeśli chodziło o te zapałki i nie zdążyli nawet zrobić kroku, czy to by odejść, czy to by zabrać jej te zapałki, a zapłonął kolejny płomyk i świat się zmienił.
Teraz byli w jakimś pomieszczeniu. Okropnie oświetlonym, z ustawionym łóżkiem i paroma osobami. Atreus potrzebował chwili, żeby skojarzyć ciotkę Arabellę, ale kiedy wreszcie to zrobił, zmarszczył brwi, widząc dodatkowo jej stan.
- Co jej jest? - zapytał, znowu robiąc to samo, czyli idąc do przodu, przez otaczające ich wspomnienie. Arabella zajmowała większość jego uwagi, ale mimowolnie rozejrzał się; po wnętrzu i po osobach, które stały dookoła niej, ostatecznie jednak wracając spojrzeniem do ciotki.