23.09.2024, 09:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2024, 09:21 przez Icarus Prewett.)
Spacer po mieście zawsze był dobry na robienie planów. Podczas przechadzek umysł jakoś lepiej pracował, a rozmowa lepiej się kleiła. Wieczorem na Pokątnej zaś panował miły zgiełk. Ludzie właśnie teraz wychodzili ze znajomymi, odwiedzali bary i knajpy. Icarus miał po spacerze z Electrą wrócić do Convivium, by zmienić pracującą tam Chrissy, bardzo wyrozumiałą i odpowiedzialną barmankę, na którą nie zasługiwał (ale której sowicie płacił). Na razie jednak zamierzał cieszyć się spokojnym wieczorem spędzonym z siostrą.
Electra naprawdę wciągnęła się w ten cały spisek. Cel był chwalebny, to prawda, ale Icarus miał wrażenie, że jego siostra zmagała się z nieprzyzwyczajeniem do tego typu kombinowania. Była przecież byłą Gryfonką. Ci załatwiali wszystko bardzo bezpośrednio, przez co finezja charakterystyczna dla Ślizgonów czasem ich szokowała. Ale w życiu trzeba było nauczyć się oszukiwać, kombinować i spiskować. Te umiejętności bardzo się przydawały, szczególnie, gdy czasem trzeba było w inteligentny sposób wypędzić jakiegoś dziwnego gościa z baru.
– Amortencja to duży problem, ale jest na to sposób. Widzisz, do każdego drinka dodaje się u mnie kilka kropel naparu z malwy. Silnie reaguje z amortencją i zaczyna się pienić – opowiedział. – To dość powszechna praktyka w barach, chyba, że właściciel jest chujem i przymyka oko na takie rzeczy.
Icarus niestety miał świadomość tego, że amortencja była zdecydowanie zbyt często używana. Ile razy miał sytuacje, że czyjś drink zaczynał się pienić, a na ten widok inna osoba taktycznie wychodziła? Jeśli Icarus znał delikwenta, nie omieszkiwał podesłać liściku do ludzi, których znał z czasów, kiedy jego ojciec zaczął się trochę bardziej angażować w sprawy w mafijnych kręgach. Było kilka osób, które polubiły Icarusa, nie znosiły „użytkowników” amortencji i potrafiły sprać komuś tyłek. Kiedy to się działo, delikwenci nie pojawiali się w już w Convivium, a zaprzyjaźnieni z Icarusem osiłkowie dostawali darmowe drinki.
– Zamierzam też poprosić o pomoc przy ochronie kilka osób z... kręgów naszej rodziny. Wiesz, jakbyśmy mieli jakichś bardziej nachalnych uczestników wieczorku. – dodał.
A propos nachalności, to zirytowało Icarusa z lekka, że naganiacz przerwał im rozmowę. Po chwili zorientował się, jaki klub był tu reklamowany. To nie było dla niego takim problemem, jak wspomnienie o przystojnym barmanie. Czy mogłoby chodzić o Ajaxa Weasleya? Przecież był niewątpliwie przystojny, ale naganiacz nie zwracał uwagi na inne jego zalety. Na przykład, że był cholernie inteligentny, podobnie jak Icarus, mówił po łacinie (choć raczej wolał wymowę kościelną, a nie restytuowaną) i miał niesamowicie przyjemny dla ucha głos.
– Tak, jesteśmy na spacerze, a nie na popijawie – uśmiechnął się Icarus, kryjąc zakłopotanie. – W dodatku tutaj to są straszni zdziercy. Cena nie pokrywa się z jakością drinków. Plus wystrój jest dość nędzny. Bez polotu i pomysłu.
Zarumienił się i to go trochę zdradzało. Nie mógł jednak powiedzieć siostrze prawdy. Pewnie by go nie znienawidziła, bo była akceptującą osobą, ale na pewno patrzyłaby na niego trochę inaczej. No i by go pewnie wyśmiała. I znając ją, zadawała pytania, na które nie chciałby odpowiadać.
Electra naprawdę wciągnęła się w ten cały spisek. Cel był chwalebny, to prawda, ale Icarus miał wrażenie, że jego siostra zmagała się z nieprzyzwyczajeniem do tego typu kombinowania. Była przecież byłą Gryfonką. Ci załatwiali wszystko bardzo bezpośrednio, przez co finezja charakterystyczna dla Ślizgonów czasem ich szokowała. Ale w życiu trzeba było nauczyć się oszukiwać, kombinować i spiskować. Te umiejętności bardzo się przydawały, szczególnie, gdy czasem trzeba było w inteligentny sposób wypędzić jakiegoś dziwnego gościa z baru.
– Amortencja to duży problem, ale jest na to sposób. Widzisz, do każdego drinka dodaje się u mnie kilka kropel naparu z malwy. Silnie reaguje z amortencją i zaczyna się pienić – opowiedział. – To dość powszechna praktyka w barach, chyba, że właściciel jest chujem i przymyka oko na takie rzeczy.
Icarus niestety miał świadomość tego, że amortencja była zdecydowanie zbyt często używana. Ile razy miał sytuacje, że czyjś drink zaczynał się pienić, a na ten widok inna osoba taktycznie wychodziła? Jeśli Icarus znał delikwenta, nie omieszkiwał podesłać liściku do ludzi, których znał z czasów, kiedy jego ojciec zaczął się trochę bardziej angażować w sprawy w mafijnych kręgach. Było kilka osób, które polubiły Icarusa, nie znosiły „użytkowników” amortencji i potrafiły sprać komuś tyłek. Kiedy to się działo, delikwenci nie pojawiali się w już w Convivium, a zaprzyjaźnieni z Icarusem osiłkowie dostawali darmowe drinki.
– Zamierzam też poprosić o pomoc przy ochronie kilka osób z... kręgów naszej rodziny. Wiesz, jakbyśmy mieli jakichś bardziej nachalnych uczestników wieczorku. – dodał.
A propos nachalności, to zirytowało Icarusa z lekka, że naganiacz przerwał im rozmowę. Po chwili zorientował się, jaki klub był tu reklamowany. To nie było dla niego takim problemem, jak wspomnienie o przystojnym barmanie. Czy mogłoby chodzić o Ajaxa Weasleya? Przecież był niewątpliwie przystojny, ale naganiacz nie zwracał uwagi na inne jego zalety. Na przykład, że był cholernie inteligentny, podobnie jak Icarus, mówił po łacinie (choć raczej wolał wymowę kościelną, a nie restytuowaną) i miał niesamowicie przyjemny dla ucha głos.
– Tak, jesteśmy na spacerze, a nie na popijawie – uśmiechnął się Icarus, kryjąc zakłopotanie. – W dodatku tutaj to są straszni zdziercy. Cena nie pokrywa się z jakością drinków. Plus wystrój jest dość nędzny. Bez polotu i pomysłu.
Zarumienił się i to go trochę zdradzało. Nie mógł jednak powiedzieć siostrze prawdy. Pewnie by go nie znienawidziła, bo była akceptującą osobą, ale na pewno patrzyłaby na niego trochę inaczej. No i by go pewnie wyśmiała. I znając ją, zadawała pytania, na które nie chciałby odpowiadać.