23.09.2024, 13:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2024, 13:33 przez Brenna Longbottom.)
Biorąc pod uwagę, jak mocno Thomas walnął nią o ziemię, wcale nie było tak, że nie miał zupełnie szans, Brenna nie zamierzała jednak w tej chwili się z nim kłócić, kto miał przewagę, kto nie, i w których punktach kto poradził sobie lepiej. Wolała skupić się na dalszych ćwiczeniach, póki jeszcze mieli na nie czas.
– „Całkiem – całkiem” to niestety za mało – powiedziała jedynie, uśmiechając się do niego lekko. On przebił się tylko raz, ale to „tylko” mogłoby ją w prawdziwym starciu kosztować życie. Swoje albo, co gorsza, jednego z sojuszników. – Kopanie tyłków? Masz ochotę na parę lekcji walki wręcz? – roześmiała się, bo jednak… strasznie ciężko było jej sobie wyobrazić Thomasa, bijącego kogoś pięścią w twarz. Nie dlatego, że był słaby fizycznie, ale rzucanie czaru pozwalało na pewien… dystans. Wybranie rzeczy mniej szkodliwych. Gdy już uderzałeś, to naprawdę wymagało gotowości do zrobienia tej drugiej osobie krzywdy.
Było w tym zdaniem Brenny coś paradoksalnego, że ponoć to nie naruszało twojej duszy.
– Nie mówię nie, ale chyba z czarami pójdzie szybciej, bo masz już świetne… no nawet nie podstawy, jesteś dużo dalej od podstaw – stwierdziła, unosząc lekko własną różdżkę i przypatrując się temu, co robił Figg. Spoglądała uważnie na to, jak poruszał ręką, mruknęła pod nosem coś a la „hmmm” i spróbowała postawić własną tarczę, podobnie do tego, jak on to robił. – Zawsze to dzieje się kosztem szybkości? Bo jeśli tak, to jest przydatne choćby na pułapki i tak dalej… Ale nie za bardzo w walce.
Nie żeby nie zamierzała ćwiczyć. Ćwiczyła rozproszenie trochę też z nadzieją na to, że może kiedyś opanowałaby oklumencję, tutaj szybkość nie była decydująca… Chociaż Brenna już godziła się powoli z myślą, że nigdy nie zdoła zatrząsnąć swojego umysłu. Może miała za słabą wolę, a może była na to nadmiernie emocjonalna.
– W walce w końcu jeśli postawię tarczę za późno, nieważne, jak będzie mocna… to no, będę pewnie martwa – dodała, tkając czar po raz drugi.
Rozproszenie
Ta pierwsza bariera wyszła... chyba perfekcyjnie - a przynajmniej wyglądała identyczne jak ta utkana przez Thomasa. Za drugim razem jednak okazało się, że ten pierwszy czar był raczej szczęściem nowicjusza i Brenna westchnęła.
- W porządku, więc tak... pokażę ci teraz jak tworzyć wybuch, żeby odrzucić innych i ich przy tym nie zabijać, najskuteczniej, jak się da. I proponuję, że ja będę ustawiała barierę, jak mi pokazałeś, kawałek od nas, a ty rzucał w nią to zaklęcie, próbując ją przebić. Co ty na to? - spytała, tym razem poruszając różdżką, by ukształtować ciśnie tak, że przed nimi nastąpił niewielki wybuch energii.
– „Całkiem – całkiem” to niestety za mało – powiedziała jedynie, uśmiechając się do niego lekko. On przebił się tylko raz, ale to „tylko” mogłoby ją w prawdziwym starciu kosztować życie. Swoje albo, co gorsza, jednego z sojuszników. – Kopanie tyłków? Masz ochotę na parę lekcji walki wręcz? – roześmiała się, bo jednak… strasznie ciężko było jej sobie wyobrazić Thomasa, bijącego kogoś pięścią w twarz. Nie dlatego, że był słaby fizycznie, ale rzucanie czaru pozwalało na pewien… dystans. Wybranie rzeczy mniej szkodliwych. Gdy już uderzałeś, to naprawdę wymagało gotowości do zrobienia tej drugiej osobie krzywdy.
Było w tym zdaniem Brenny coś paradoksalnego, że ponoć to nie naruszało twojej duszy.
– Nie mówię nie, ale chyba z czarami pójdzie szybciej, bo masz już świetne… no nawet nie podstawy, jesteś dużo dalej od podstaw – stwierdziła, unosząc lekko własną różdżkę i przypatrując się temu, co robił Figg. Spoglądała uważnie na to, jak poruszał ręką, mruknęła pod nosem coś a la „hmmm” i spróbowała postawić własną tarczę, podobnie do tego, jak on to robił. – Zawsze to dzieje się kosztem szybkości? Bo jeśli tak, to jest przydatne choćby na pułapki i tak dalej… Ale nie za bardzo w walce.
Nie żeby nie zamierzała ćwiczyć. Ćwiczyła rozproszenie trochę też z nadzieją na to, że może kiedyś opanowałaby oklumencję, tutaj szybkość nie była decydująca… Chociaż Brenna już godziła się powoli z myślą, że nigdy nie zdoła zatrząsnąć swojego umysłu. Może miała za słabą wolę, a może była na to nadmiernie emocjonalna.
– W walce w końcu jeśli postawię tarczę za późno, nieważne, jak będzie mocna… to no, będę pewnie martwa – dodała, tkając czar po raz drugi.
Rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Ta pierwsza bariera wyszła... chyba perfekcyjnie - a przynajmniej wyglądała identyczne jak ta utkana przez Thomasa. Za drugim razem jednak okazało się, że ten pierwszy czar był raczej szczęściem nowicjusza i Brenna westchnęła.
- W porządku, więc tak... pokażę ci teraz jak tworzyć wybuch, żeby odrzucić innych i ich przy tym nie zabijać, najskuteczniej, jak się da. I proponuję, że ja będę ustawiała barierę, jak mi pokazałeś, kawałek od nas, a ty rzucał w nią to zaklęcie, próbując ją przebić. Co ty na to? - spytała, tym razem poruszając różdżką, by ukształtować ciśnie tak, że przed nimi nastąpił niewielki wybuch energii.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.