17.01.2023, 00:08 ✶
Czy Fergus znał się na czarowaniu? Oczywiście, że tak. Potrafił tworzyć różne rzeczy, przekształcać je. Tylko że powiększanie pomieszczeń to był już większy kaliber, wymagający połączenia zaklęć z transmutacją i przede wszystkim ostrożności w związku z tym, że kamienice na Pokątnej były przestarzałe, więc mogły się zawalić. Nie ufał sobie wystarczająco, więc i Nora nie powinna, zwracając się do kogoś z większym doświadczeniem. Spodziewał się, że nawet jeśli Brenna nie potrafiłaby tego zrobić - a nie oszukujmy się, była świetną czarownicą - to znalazłaby kogoś, kto się na tym znał. Może nawet samego Dumbledore’a, bo znając jej podejście i zapędy do obdarowywania każdego sympatią, pewnie zaprosiłaby go na pączki do Nory. Swoją drogą powinni o tym pomyśleć, dyrektor Hogwartu zrobiłby swoją obecnością niezłą reklamę.
- I naprawdę uwierzyłaś, że skarżyłby się akurat mnie? - spytał wyraźnie zaskoczony tą sugestią. Nie był z jej bratem na tyle blisko, by rozmawiać na takie tematy. A o ile znał Nicholasa, to mógł powiedzieć, że ten nie byłby w stanie wyrazić złego słowa na temat Nory. Opieprzał Fergusa nawet za drobne żarty.
- Ty się zmieniłaś, a jednocześnie wciąż jesteś sobą. Pewnie nie wiesz, co mam na myśli, ciężko to nawet wyjaśnić - przyznał i zamyślił się na moment, próbując rozwikłać tajemnicę tego, czy on jakkolwiek różnił się od tego, jaki był w szkole. Musiałby ją zapytać, albo kogoś innego, z kim się wtedy znał. Ale chyba lepiej było nie wiedzieć, biorąc pod uwagę, jak bardzo irytujący potrafił wtedy być. Możliwe, że zostało mu to do dzisiaj. A cztery lata? Świat mógł się w tym czasie zawalić, zresztą zaczął, bo nic nie było już takie, jak w chwili, gdy wkraczali w dorosłe życie.
Do tej pory oddzielał wędrówki po Nokturnie od codziennego życia, w którym starał się być normalny. Tam szukał zapomnienia, podczas gdy tutaj musiał pamiętać o tym, kim był i jest. Tylko że nocne poszukiwanie wrażeń, gdy topił smutki w alkoholu i wdawał się w nieprzyjemne konwersacje zdawało się wkraść do tego nienaruszalnego świata, w którym wszystko miało być według zasad. I tak wampir grał na gitarze w różowej kawiarence Nory Figg, a on niespecjalnie mógł coś z tym zrobić. Tylko czy w ogóle powinien? Chciał traktować Sauriela po staremu, ale wspomnienie iskry dzikości w jego oczach i rozmów na temat żywienia się krwią dostatecznie mu to utrudniały. Nie był jak Nora, która przyjmowała pod swój dach każdego wędrowca, on najpierw musiał przeanalizować ewentualne konsekwencje. Przynajmniej w chwilach, gdy nie był wystarczająco pijany, by to zignorować.
Wywrócił oczami, słuchając tej ich wymiany zdań na temat zapłaty w pocałunkach.
- Mnie też się nie podoba wizja połamanych rąk - zauważył i sięgnął po szklankę z nową porcją whisky, przyjmując ją z wdzięcznością. Nora za bardzo go rozpijała, ale nie zamierzał narzekać. Ostatnio niespecjalnie radził sobie z życiem na trzeźwo. A to krępujące spotkanie z pewnością wymagało dużych zasobów alkoholu, by zdołał jakkolwiek się wyluzować. Już wiedział, że kolejny poranek spędzi na leczeniu kaca, to było aż nadto do przewidzenia.
- Wszyscy mamy krótką pamięć - zaśmiał się drętwo po tłumaczeniach Nory i burknięciu Sauriela. - Ktoś mi raz powiedział, że szkoła nie miała znaczenia i prawdziwe relacje buduje się dopiero w dorosłym życiu. Także witajcie, miło mieć was przy sobie.
Ton jego głosu zdawał się jednak nie odpowiadać jego słowom, wciąż brzmiał trochę niemrawo. Nie patrzył na nich, skupiając się na szklance i tym, jak bursztynowy płyn falował pod wpływem drżenia jego dłoni. Odpłynął na moment, wracając myślami do tamtej rozmowy o Hogwarcie. Mógł sobie coś dopowiedzieć, coś przekształcić, jak to bywa w umyśle każdego człowieka, ale ogólny sens zachował.
- Czyli to w ten sposób znalazłem się w swoim lozku - zawołał nagle, gdy powrócił do rzeczywistości, spoglądając na Sauriela rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. Wiedział, że obudził się we własnym pokoju, ale chyba trochę odleciał, bo kojarzył jedynie moment, jak jeszcze siedzieli w Wiwernie, rozprawiając o wszystkim i o niczym. Jeśli się nad tym głębiej zastanowił, miał w głowie przebłyski chłodnego powietrza, gdy wyszli na zewnątrz. Nęciło go to przez ostatnie dni, ale nie wnikał. - Jakoś sobie poradzę - mruknął i znów posmakował whisky, która przyjemnie paliła w gardle. Jeśli Nora naprawdę chciała spędzić ten czas w towarzystwie ich obojga, mógł się poświecić. Wręcz chyba musiał, choćby po to, by nie wpadła przy nim na jakiś lekkomyślny pomysł, sądząc po tym, jak się przy nim zachowywała. Nie dało się nie zauważyć, gdy spędzało się z nią niemalże każdy dzień i widziało, jak zachowywała się w stosunku do innych. Opętał ją urok Sauriela. Nie ją pierwszą zresztą i pewnie nie ostatnią.
Zamarł, słysząc jego głos tuż przy swoim uchu, bo nie zwrócił uwagi, kiedy znalazł się tuż obok niego.
- Kupię ci przypominajkę na urodziny - zaproponował, uśmiechając się nieco złośliwie, ale w typowy dla niego sposób. - Tylko musisz sobie jakoś poradzić przez najbliższe pół roku.
Nadal pamiętał, kiedy Rookwood miał urodziny. Gdy myślał, że nie żyje, chciał mu nawet położyć kwiatka na grobie. Tyle że żadnego nagrobka nie było, a mężczyzna siedział tuż obok niego, trzymając identyczną whisky.
- Za Norę Nory? - zapytał, unosząc jego wzorem szklankę. - Jak to się właściwie stało, że Sauriel tu pracuje?
Wyluzuj, zachowuj się normalnie, zrób to dla Nory. Uśmiechnął się, starając się uspokoić na tyle, na ile potrafił. Nie było to jednak łatwe, biorąc pod uwagę, że wiedział, jaki Rookwood bywał i pomimo otoczki przymilności wciąż mógł skręcić mu kark. Zwłaszcza że Fergus potrafił się narażać, często nieświadomie.
- I naprawdę uwierzyłaś, że skarżyłby się akurat mnie? - spytał wyraźnie zaskoczony tą sugestią. Nie był z jej bratem na tyle blisko, by rozmawiać na takie tematy. A o ile znał Nicholasa, to mógł powiedzieć, że ten nie byłby w stanie wyrazić złego słowa na temat Nory. Opieprzał Fergusa nawet za drobne żarty.
- Ty się zmieniłaś, a jednocześnie wciąż jesteś sobą. Pewnie nie wiesz, co mam na myśli, ciężko to nawet wyjaśnić - przyznał i zamyślił się na moment, próbując rozwikłać tajemnicę tego, czy on jakkolwiek różnił się od tego, jaki był w szkole. Musiałby ją zapytać, albo kogoś innego, z kim się wtedy znał. Ale chyba lepiej było nie wiedzieć, biorąc pod uwagę, jak bardzo irytujący potrafił wtedy być. Możliwe, że zostało mu to do dzisiaj. A cztery lata? Świat mógł się w tym czasie zawalić, zresztą zaczął, bo nic nie było już takie, jak w chwili, gdy wkraczali w dorosłe życie.
Do tej pory oddzielał wędrówki po Nokturnie od codziennego życia, w którym starał się być normalny. Tam szukał zapomnienia, podczas gdy tutaj musiał pamiętać o tym, kim był i jest. Tylko że nocne poszukiwanie wrażeń, gdy topił smutki w alkoholu i wdawał się w nieprzyjemne konwersacje zdawało się wkraść do tego nienaruszalnego świata, w którym wszystko miało być według zasad. I tak wampir grał na gitarze w różowej kawiarence Nory Figg, a on niespecjalnie mógł coś z tym zrobić. Tylko czy w ogóle powinien? Chciał traktować Sauriela po staremu, ale wspomnienie iskry dzikości w jego oczach i rozmów na temat żywienia się krwią dostatecznie mu to utrudniały. Nie był jak Nora, która przyjmowała pod swój dach każdego wędrowca, on najpierw musiał przeanalizować ewentualne konsekwencje. Przynajmniej w chwilach, gdy nie był wystarczająco pijany, by to zignorować.
Wywrócił oczami, słuchając tej ich wymiany zdań na temat zapłaty w pocałunkach.
- Mnie też się nie podoba wizja połamanych rąk - zauważył i sięgnął po szklankę z nową porcją whisky, przyjmując ją z wdzięcznością. Nora za bardzo go rozpijała, ale nie zamierzał narzekać. Ostatnio niespecjalnie radził sobie z życiem na trzeźwo. A to krępujące spotkanie z pewnością wymagało dużych zasobów alkoholu, by zdołał jakkolwiek się wyluzować. Już wiedział, że kolejny poranek spędzi na leczeniu kaca, to było aż nadto do przewidzenia.
- Wszyscy mamy krótką pamięć - zaśmiał się drętwo po tłumaczeniach Nory i burknięciu Sauriela. - Ktoś mi raz powiedział, że szkoła nie miała znaczenia i prawdziwe relacje buduje się dopiero w dorosłym życiu. Także witajcie, miło mieć was przy sobie.
Ton jego głosu zdawał się jednak nie odpowiadać jego słowom, wciąż brzmiał trochę niemrawo. Nie patrzył na nich, skupiając się na szklance i tym, jak bursztynowy płyn falował pod wpływem drżenia jego dłoni. Odpłynął na moment, wracając myślami do tamtej rozmowy o Hogwarcie. Mógł sobie coś dopowiedzieć, coś przekształcić, jak to bywa w umyśle każdego człowieka, ale ogólny sens zachował.
- Czyli to w ten sposób znalazłem się w swoim lozku - zawołał nagle, gdy powrócił do rzeczywistości, spoglądając na Sauriela rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. Wiedział, że obudził się we własnym pokoju, ale chyba trochę odleciał, bo kojarzył jedynie moment, jak jeszcze siedzieli w Wiwernie, rozprawiając o wszystkim i o niczym. Jeśli się nad tym głębiej zastanowił, miał w głowie przebłyski chłodnego powietrza, gdy wyszli na zewnątrz. Nęciło go to przez ostatnie dni, ale nie wnikał. - Jakoś sobie poradzę - mruknął i znów posmakował whisky, która przyjemnie paliła w gardle. Jeśli Nora naprawdę chciała spędzić ten czas w towarzystwie ich obojga, mógł się poświecić. Wręcz chyba musiał, choćby po to, by nie wpadła przy nim na jakiś lekkomyślny pomysł, sądząc po tym, jak się przy nim zachowywała. Nie dało się nie zauważyć, gdy spędzało się z nią niemalże każdy dzień i widziało, jak zachowywała się w stosunku do innych. Opętał ją urok Sauriela. Nie ją pierwszą zresztą i pewnie nie ostatnią.
Zamarł, słysząc jego głos tuż przy swoim uchu, bo nie zwrócił uwagi, kiedy znalazł się tuż obok niego.
- Kupię ci przypominajkę na urodziny - zaproponował, uśmiechając się nieco złośliwie, ale w typowy dla niego sposób. - Tylko musisz sobie jakoś poradzić przez najbliższe pół roku.
Nadal pamiętał, kiedy Rookwood miał urodziny. Gdy myślał, że nie żyje, chciał mu nawet położyć kwiatka na grobie. Tyle że żadnego nagrobka nie było, a mężczyzna siedział tuż obok niego, trzymając identyczną whisky.
- Za Norę Nory? - zapytał, unosząc jego wzorem szklankę. - Jak to się właściwie stało, że Sauriel tu pracuje?
Wyluzuj, zachowuj się normalnie, zrób to dla Nory. Uśmiechnął się, starając się uspokoić na tyle, na ile potrafił. Nie było to jednak łatwe, biorąc pod uwagę, że wiedział, jaki Rookwood bywał i pomimo otoczki przymilności wciąż mógł skręcić mu kark. Zwłaszcza że Fergus potrafił się narażać, często nieświadomie.