24.09.2024, 00:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2024, 00:30 przez Thomas Figg.)
- Kuszące, kuszące. Nie przewidywałem, żebym musiał walczyć w razie utraty różdżki, ale jak już o tym wspomniałaś - pogładził się po brodzie jakby faktycznie rozmyślał te propozycję. Ale problem byłby już z tym taki, że nauka walki wręcz z Brenną byłaby dla niego niemożliwa, nie byłby w stanie wyprowadzić ku niej ciosu nawet jeśli to w ramach nauki. Rzucanie czarów dawało swego rodzaju dystans no i efekty nie były tak widoczne jak w przypadku okładania się pięściami. - Może innym razem, na razie jak stracę różdżkę to będę improwizował - wzruszył ramionami, jakoś nie wyobrażał sobie, aby jakakolwiek sytuacja wymagała od niego okładania kogokolwiek po twarzy pięścią. Ale z drugiej strony nie wyobrażał sobie wcześniej tego, że będą musieli walczyć o pokój. Może jednak to nie było takie irracjonalne? intensywnie pokręcił głową na boki, jak kot otrzepujący swoje uszy.
Dobrze, że delikatne rumieńce na policzkach mógł zrzucić na karb ich wcześniejszej walki, nie nawykł do bycia chwalonym i zawsze to wywoływało u niego rumieniec i wewnętrze poczucie radości (kto bowiem nie lubi być doceniany). - Tak, posługiwanie się czarami to coś bardziej naturalnego. Jakoś nie widzę, żeby poplecznicy Czarnego Pana chcieli się honorowo bić na pięści - parsknął na samą myśl, że banda śmieciożerców wpada na Pokątną i zaczyna okładać ludzi pięściami i kopniakami jak mogolscy opryszkowie - było to dość irracjonalne.
- Nie, tylko do czasu aż nabierzesz wprawy, wtedy będziesz wiedziała jak dużo magii potrzebujesz włożyć w daną tarczę, stanie się to bardziej hmmm naturalne. Zauważyłaś, ze im częściej używasz danego zaklęcia tym łatwiej przychodzi ci jego rzucanie? Tutaj jest tak samo, ciało i umysł wyłapują schemat i dążą do jego spełnienia - zasępił się nieco, bo choć znał teorię to ich pojedynek pokazał mu, że nadal potrzebuje sam się w tym podszkolić. - Widzisz, rozumiesz o co chodzi, teraz musisz tylko postawić na trenowanie tego - powiedział z uśmiechem po jej pierwszej tarczy i obserwując drugą, mniej udaną. No ale nic nie przychodziło łatwo, jeżeli nie było się Dumbledorem.
Popatrzył na czar, którego użyła Brenna, ruch dłonią i inkantację. - To tego użyłaś do powalenie mnie? Wiedziałem, że wygląda inaczej niż czar odpychający użyty przeze mnie - powiedział zerkając uważnie na kobietę. - Jedno wylądowanie na ziemi to za mało na jeden trening? - zapytał unosząc brwi, ale w sumie to był najlepszy sposób, żeby oboje poćwiczyli swoje słabsze strony, on siłę ataku, on siłę tarcz. - Dobra, daj mi tylko spróbować tego zaklęcia - dodał odwracając się do niej bokiem i na cel obierając sobie pobliskie drzewo.
Postanowił jak Brenna wcześniej dwukrotnie przetestować pokazane zaklęcie. Za pierwszy razem wybuch był niemrawy, choć się udał to był bardziej jak pyknięcie balona. Za drugim zaś razem był bardziej zadowolony, wybuch zostawił ślad na korze drzewa. - Dobra, myślę, że jestem gotowy - skoro dawała mu okazję do ćwiczeń to nie zamierzał z niej rezygnować, wiedział że potrzebuje tego bardziej niż ona.
Dobrze, że delikatne rumieńce na policzkach mógł zrzucić na karb ich wcześniejszej walki, nie nawykł do bycia chwalonym i zawsze to wywoływało u niego rumieniec i wewnętrze poczucie radości (kto bowiem nie lubi być doceniany). - Tak, posługiwanie się czarami to coś bardziej naturalnego. Jakoś nie widzę, żeby poplecznicy Czarnego Pana chcieli się honorowo bić na pięści - parsknął na samą myśl, że banda śmieciożerców wpada na Pokątną i zaczyna okładać ludzi pięściami i kopniakami jak mogolscy opryszkowie - było to dość irracjonalne.
- Nie, tylko do czasu aż nabierzesz wprawy, wtedy będziesz wiedziała jak dużo magii potrzebujesz włożyć w daną tarczę, stanie się to bardziej hmmm naturalne. Zauważyłaś, ze im częściej używasz danego zaklęcia tym łatwiej przychodzi ci jego rzucanie? Tutaj jest tak samo, ciało i umysł wyłapują schemat i dążą do jego spełnienia - zasępił się nieco, bo choć znał teorię to ich pojedynek pokazał mu, że nadal potrzebuje sam się w tym podszkolić. - Widzisz, rozumiesz o co chodzi, teraz musisz tylko postawić na trenowanie tego - powiedział z uśmiechem po jej pierwszej tarczy i obserwując drugą, mniej udaną. No ale nic nie przychodziło łatwo, jeżeli nie było się Dumbledorem.
Popatrzył na czar, którego użyła Brenna, ruch dłonią i inkantację. - To tego użyłaś do powalenie mnie? Wiedziałem, że wygląda inaczej niż czar odpychający użyty przeze mnie - powiedział zerkając uważnie na kobietę. - Jedno wylądowanie na ziemi to za mało na jeden trening? - zapytał unosząc brwi, ale w sumie to był najlepszy sposób, żeby oboje poćwiczyli swoje słabsze strony, on siłę ataku, on siłę tarcz. - Dobra, daj mi tylko spróbować tego zaklęcia - dodał odwracając się do niej bokiem i na cel obierając sobie pobliskie drzewo.
Rzut Z 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!
Postanowił jak Brenna wcześniej dwukrotnie przetestować pokazane zaklęcie. Za pierwszy razem wybuch był niemrawy, choć się udał to był bardziej jak pyknięcie balona. Za drugim zaś razem był bardziej zadowolony, wybuch zostawił ślad na korze drzewa. - Dobra, myślę, że jestem gotowy - skoro dawała mu okazję do ćwiczeń to nie zamierzał z niej rezygnować, wiedział że potrzebuje tego bardziej niż ona.