24.09.2024, 17:28 ✶
- Tak myślałem - oczywiście że kłamał, tak samo jak wiedział, że ona wie, że kłamie. Ale prawda była taka, że Victoria była jedyną osobą z rodziny, z którą miał kontakt. Louvain był zwykle poza zasięgiem, na dodatek jego styl życia nie do końca mu pasował. Loretta... Loretty nie widział od początku czerwca. Anne również zapadła się pod ziemię, a Laurence był zbyt zajęty pracą i był zbyt nudny, by szukał z nim kontaktu. Victoria była inna - nie tylko była w potrzebie, ale również rozumiała czym jest dbałość o nazwisko i przede wszystkim: czym są maniery. To nie był wstyd wyjść z nią gdziekolwiek, nie musiał się martwić że nagle coś odjebie. Być może dlatego tymi docinkami okazywał jej w jakiś sposób sympatię? - Do mojego mieszkania. Skoro dopiero myślisz o wyprowadzce z domu rodzinnego, to zapewne jeszcze nie masz nic na oku?
Odwołał się do jej wcześniejszych słów, przekrzywiając lekko głowę. Na wzmiankę o żartach lekko się uśmiechnął. To była w ostatnich czasach jego jedyna broń - humor. Czarny, pokraczny i powykręcany wespół ze złośliwością, która przybierała na sile gdy czuł się jako tako swobodnie. Otaczał się ludźmi, których do szału doprowadzały wszelkie żarty i słowne utarczki, ciężko więc było, by to zachowanie siłą rzeczy się nie nasiliło. Chociażby z czystej przekory.
- Mam dobrych nauczycieli - skłamał gładko, bo nauczycieli nie miał żadnych. Uczył się poprzez reakcje innych ludzi, a te bywały... Cóż. Raz dostał w pysk, innym razem oberwał spojrzeniem tak zimnym, że chłód Victorii to było nic w porównaniu do tego wzroku. Ale to dobrze, bo to oznaczało, że to co robił działało, a przecież tylko o to mu chodziło. Dla Rodolphusa cały świat był jednym wielkim eksperymentem i okazją do poznawania nowych rzeczy. - Bardziej żywym, bym powiedział. Czy ciepłym... Nic co dotyczy limbo nie może być ciepłe i radosne.
Na chwilę spoważniał, a na twarzy ponownie pojawił się ten wyraz powagi, niepasujący do jego wieku. Sugerował jednak, że coś miał. Tylko czym było to coś? Najbardziej irytujące było to, że sam nie wiedział. Mogło się okazać zmyłką, mogło się okazać fałszywym tropem. Ale jeżeli da to Victorii jakiś punkt zaczepienia, to przecież nie mógł tego trzymać w sobie. Chociażby dlatego, że nieczęsto składał obietnice, ale jeżeli jakąś już złożył, to dotrzymywał. A jej przecież obiecał.
Kelner pojawił się szybciej, niż miał, ale Lestrange nawet tego nie skomentował. Puknął palcem wskazującym na jedną z pozycji w menu, pozwalając jednak najpierw zamówić Victorii. Gdy mężczyzna powtórzył zamówienie na głos, kiwnął głową. Niech już idzie, zjedzą i przerwą ten krąg niedopowiedzeń i krążenia wokół tematu.
- Część tropów została zignorowana ze względu na... Pewne przyrzeczenia i tajemnice, których Departament nie chciał i nie chce poruszać - odezwał się w końcu, bębniąc palcami o blat stołu. - Uznano je za niewarte uwagi i ślepy zaułek. Nie jestem pewny, czy to dobra taktyka - niesprawdzanie wszystkiego, o czym wiemy.
Dodał, lekko wzruszając ramionami. Dał tym samym do zrozumienia, że Departament Tajemnic ani myśli podążać za wskazówkami, które postanowił wywalić do kosza. Czym innym jednak było działanie na własną rękę, które teraz uskuteczniali razem z kuzynką.
Odwołał się do jej wcześniejszych słów, przekrzywiając lekko głowę. Na wzmiankę o żartach lekko się uśmiechnął. To była w ostatnich czasach jego jedyna broń - humor. Czarny, pokraczny i powykręcany wespół ze złośliwością, która przybierała na sile gdy czuł się jako tako swobodnie. Otaczał się ludźmi, których do szału doprowadzały wszelkie żarty i słowne utarczki, ciężko więc było, by to zachowanie siłą rzeczy się nie nasiliło. Chociażby z czystej przekory.
- Mam dobrych nauczycieli - skłamał gładko, bo nauczycieli nie miał żadnych. Uczył się poprzez reakcje innych ludzi, a te bywały... Cóż. Raz dostał w pysk, innym razem oberwał spojrzeniem tak zimnym, że chłód Victorii to było nic w porównaniu do tego wzroku. Ale to dobrze, bo to oznaczało, że to co robił działało, a przecież tylko o to mu chodziło. Dla Rodolphusa cały świat był jednym wielkim eksperymentem i okazją do poznawania nowych rzeczy. - Bardziej żywym, bym powiedział. Czy ciepłym... Nic co dotyczy limbo nie może być ciepłe i radosne.
Na chwilę spoważniał, a na twarzy ponownie pojawił się ten wyraz powagi, niepasujący do jego wieku. Sugerował jednak, że coś miał. Tylko czym było to coś? Najbardziej irytujące było to, że sam nie wiedział. Mogło się okazać zmyłką, mogło się okazać fałszywym tropem. Ale jeżeli da to Victorii jakiś punkt zaczepienia, to przecież nie mógł tego trzymać w sobie. Chociażby dlatego, że nieczęsto składał obietnice, ale jeżeli jakąś już złożył, to dotrzymywał. A jej przecież obiecał.
Kelner pojawił się szybciej, niż miał, ale Lestrange nawet tego nie skomentował. Puknął palcem wskazującym na jedną z pozycji w menu, pozwalając jednak najpierw zamówić Victorii. Gdy mężczyzna powtórzył zamówienie na głos, kiwnął głową. Niech już idzie, zjedzą i przerwą ten krąg niedopowiedzeń i krążenia wokół tematu.
- Część tropów została zignorowana ze względu na... Pewne przyrzeczenia i tajemnice, których Departament nie chciał i nie chce poruszać - odezwał się w końcu, bębniąc palcami o blat stołu. - Uznano je za niewarte uwagi i ślepy zaułek. Nie jestem pewny, czy to dobra taktyka - niesprawdzanie wszystkiego, o czym wiemy.
Dodał, lekko wzruszając ramionami. Dał tym samym do zrozumienia, że Departament Tajemnic ani myśli podążać za wskazówkami, które postanowił wywalić do kosza. Czym innym jednak było działanie na własną rękę, które teraz uskuteczniali razem z kuzynką.