17.01.2023, 02:04 ✶
Picie piwa kremowego porzuciła już po szkole – znaczy lubiła je oczywiście, kto nie lubił? Ale jeśli już miała pić alkohol, to wolała coś mocniejszego. Niekoniecznie whiskey, choć i to jej się zdarzało, ale właśnie jakiś miód… albo wino. Oczywiście, że prezentowała się sztywno, ale to nie znaczyło, że pozory nie mogły mylić.
Bardzo często myliły, zwłaszcza jeśli zmuszany jesteś odgrywać pewną rolę.
– Nie? – zdziwiła się wyraźnie. – To jaki jest twój wybór?
Mówił, że tam go najłatwiej spotkać, więc skoro tak to gdzie chodził się "odprężyć"?
– To całkiem podobne do eliksirów… tylko efekt nie jest płynny – stwierdziła po tym jak już przełknęła kawałek babeczki. A później patrzyła jak w zwolnionym tempie jak Sauriel bierze jedną i jednak też ją je. Niemalże wytrzeszczyla na niego oczy. – To ty… jesz? – myślała że nie. W restauracji nigdy nie jadł, nawet pytał czy jej to nie przeszkadza. Tak, pił alkohol… ale uznała że to może dlatego że ma to podobna konsystencję do… krwi. To zdziwienie przyćmiło nawet jego późniejszy gest, którego dzięki temu nie skomentowała.
Cóż, jeśli do ich ślubu w ogóle dojdzie… to już na jej głowie będzie leżeć pochowanie go jeśli spłonie przed tym, niż sama umrze. Czarodzieje jednak potrafili żyć długo, niejednokrotnie dużo dłużej niż ludzie i nie tylko za sprawą mitycznego kamienia filozoficznego. Nie wyobrażała sobie, by miała go gdzieś zostawić, pyłek na wietrze, samego.
– Och… Trudno mi to sobie nawet wyobrazić – sama nie bała się ognia. Nie bała się, że spłonie. Było to właściwie całkowicie niemożliwe. W zamierzchłych czasach gdyby próbowano na stosie spalić kogoś z jej rodziny, to wywoływało by to tylko śmiech i łaskotki. O ile zresztą pamiętała – była czarownica, która upodobała się w paleniu się na stosie. Pewnie jakaś jej daleka przodkini. – Powinieneś chodzić z takim parasolem na słońce. Jak niektóre kobiety z dawnych dworów – gdzie należało zachować bladość skóry, inaczej postrzegali cię jako chłopkę pracującą w polu.
Bardzo często myliły, zwłaszcza jeśli zmuszany jesteś odgrywać pewną rolę.
– Nie? – zdziwiła się wyraźnie. – To jaki jest twój wybór?
Mówił, że tam go najłatwiej spotkać, więc skoro tak to gdzie chodził się "odprężyć"?
– To całkiem podobne do eliksirów… tylko efekt nie jest płynny – stwierdziła po tym jak już przełknęła kawałek babeczki. A później patrzyła jak w zwolnionym tempie jak Sauriel bierze jedną i jednak też ją je. Niemalże wytrzeszczyla na niego oczy. – To ty… jesz? – myślała że nie. W restauracji nigdy nie jadł, nawet pytał czy jej to nie przeszkadza. Tak, pił alkohol… ale uznała że to może dlatego że ma to podobna konsystencję do… krwi. To zdziwienie przyćmiło nawet jego późniejszy gest, którego dzięki temu nie skomentowała.
Cóż, jeśli do ich ślubu w ogóle dojdzie… to już na jej głowie będzie leżeć pochowanie go jeśli spłonie przed tym, niż sama umrze. Czarodzieje jednak potrafili żyć długo, niejednokrotnie dużo dłużej niż ludzie i nie tylko za sprawą mitycznego kamienia filozoficznego. Nie wyobrażała sobie, by miała go gdzieś zostawić, pyłek na wietrze, samego.
– Och… Trudno mi to sobie nawet wyobrazić – sama nie bała się ognia. Nie bała się, że spłonie. Było to właściwie całkowicie niemożliwe. W zamierzchłych czasach gdyby próbowano na stosie spalić kogoś z jej rodziny, to wywoływało by to tylko śmiech i łaskotki. O ile zresztą pamiętała – była czarownica, która upodobała się w paleniu się na stosie. Pewnie jakaś jej daleka przodkini. – Powinieneś chodzić z takim parasolem na słońce. Jak niektóre kobiety z dawnych dworów – gdzie należało zachować bladość skóry, inaczej postrzegali cię jako chłopkę pracującą w polu.