Stało się to trochę jej codziennym rytuałem, trochę jak mycie zębów, wypicie kawy z rana, tak wyglądały teraz te jej wieczorne wizyty u Greengrassa. Kiedy się tutaj nie pojawiała, czuła, że czegoś jej brakuje. Nie umiała tego nazwać, bo przecież to nie była też taka paląca potrzeba, jak te wszystkie podstawowe czynności, które wykonywała, jednak podskórnie odczuwała inaczej. Jakby naprawdę musiała się tutaj znaleźć każdego wieczora, wręcz towarzyszył jej dziwny niepokój, kiedy tego nie robiła. Nie próbowała tego zrozumieć, bo wiedziała, że nie jest w stanie tego pojąć. Czasem lepiej nie nazywać rzeczy po imieniu, a nawet bez sensu było próbować je nazwać, kiedy nie miała zielonego pojęcia, co to własciwie oznaczało.
- Nie wszystko można osiągnąć zaraz. - Na pewno zdawał sobie sprawę. Rozumiała jednak jego niecierpliwość, sama miała w zwyczaju domagać się wszystkiego od razu. W tym wypadku jednak nie było to możliwe, pomimo nakładu pracy i zaangażowania. Niektóre sprawy były zdecydowanie bardziej skomplikowane, a ta należała do jednych z nich. Szkoda, bo sama była ciekawa odpowiedzi, jakie znajdą. Nie próbowała jednak tego ponaglać, czuła, że jak pogrzebią odpowiednio głęboko to dostaną to czego potrzebowali, nawet ją to nieco przerażało, bo nie miała pojęcia z czym zadarli, co jeśli odpowiedzi im się nie spodobają? Z drugiej strony zdecydowanie lepiej było mieć świadomość z czym przyszło im walczyć, mogliby przynajmniej spróbować odzyskać nad tym kontrolę. Nie ukrywała już nawet przed sobą, że ma jakikolwiek wpływ na to, co się z nią stało. Nie walczyła z uczuciem pustki, które się pojawiło, pogodziła się z tym, że ono w niej istnieje.
Poczuła specyficzny zapach, który unosił się w powietrzu, uniosła głowę w poszukiwaniu jego źródła, wtedy dostrzegła ogień, a raczej płomienie, którymi zajęła się kartka. - Nie mów mi, że tak cię to drażni, że wybierasz podpalenie. - Jasne, było to irytujące, ale chyba nie prosiło się o aż takie radykalne kroki. Oczywiście nie zakładała, że Ambroise zrobił to celowo, ale nie mogła się powstrzymać przed tym, jakże błyskotliwym komentarzem. Nadal nie brakowało jej upierdliwości.
Obserwowała go, gdy gasił ogień, na całe szczęście całkiem szybko sobie z tym poradził, chociaż kartka, którą przed chwilą trzymał w dłoni zdecydowanie już się do niczego nie nadawała. - Poproszę inny zestaw pytań, bo to wylosowało się trochę zbyt trudne. - Nie zamierzała gdybać nad tym, kiedy znajdą odpowiedzi na nurtujące ich pytania, nie była jasnowidzką, nie wiedziała, czy w ogóle istnieją. Naprawdę doceniała to, co dla nich robił, ale to mogło go doprowadzić do granicy, mógł się w tym całkowicie zatracić, a nie chciała widzieć jak w tym tonie, bała się, że nie potrafiłaby mu pomóc.
Sama Yaxleyówna próbowała podchodzić do tematu mniej agresywnie. Jasne, ją też to irytowało, ale gdyby we dwójkę zafiksowali się tak mocno, to mogłoby się skończyć wspólnym ześwirowaniem. Ktoś musiał odpuścić, aby ewentualnie móc wyciągnąć pomocną dłoń w stronę tej drugiej osoby. Nie zamierzała z tym walczyć, zresztą Ambroise zdecydowanie dużo bardziej odnajdywał się w temacie, wiedział gdzie szukać ksiąg, skąd brać te wszystkie materiały. Ona nie posiadała takiej wiedzy, trochę też przez to postanowiła nieco odsunąć się w bok. Nie w pełni, bo przecież tutaj przychodził, wertowała z nim te książki, jednak nie oszukujmy się nie była w to wszystko, aż tak zaangażowana.
Spodziewała się, że mogłoby to być coś czarnomagicznego, jednak nigdy nie interesowała się tym rodzajem magii, nie miała pojęcia, kogo mogliby o nią wypytać, nie wiedziała, gdzie szukać ksiąg z tym związanych. To nie był temat, który interesował ją kiedykolwiek. Zresztą wolała odrzucać od siebie te myśli, przerażało ją to, że mogłaby zostać zbrukana tym rodzajem magii.
- Nie mogę się doczekać, kiedy do tego dojdzie, nie zapomnij mnie zaprosić na wieczorek poetycki, będę twoją największą fanką. - Próbowała nieco rozluźnić atmosferę, odsunąć jego myśli od tego, że nie do końca udawało mu się znaleźć rozwiązanie. Nie chciała, żeby się tym denerwował. Potrzebowali czasu, zdecydowanie i jeszcze więcej książek? Nie, tych mieli pod dostatkiem. Zdawała sobie też sprawę, że większość tej literatury nie należała też do tych specjalnie przystępnych dla każdego czytelnika, miała w rękach bardzo stare księgi, których interpretacja zajmowała godziny. To nie ułatwiało sprawy.
Wzruszyła jedynie ramionami. - Wiem, przecież wiele razy już dyskutowaliśmy o tym, że ani ja, ani ty nic nie musimy, ale chciałam. - Dźwięk, który po chwili rozbiegł się po pomieszczeniu utwierdził ją w tym, że miała rację. Pewnie nic dzisiaj nie jadł, nie zamierzała tego komentować, jej sumienie będzie spokojne bo dzięki niej zaspokoi głód. Kolejny dobry uczynek odhaczony.
- Wiem, znam to. - Miała tak samo, kiedy skupiała się na czymś zbyt mocno zapominała o całym świecie. Nie jadła, nie spała, żywiła się kawą i szlugami, może czasem dokładała do tego alkohol. To nie było zdrowe, nie pomagało w myśleniu, wręcz przeciwnie, mogło jedynie zaszkodzić.
Zachęcona tym, że sięgnął po papierosa zrobiła to samo, wyciągnęła jednego ze swojej papierośnicy i wsadziła go sobie do ust. Odpaliła go swoją srebrną zapalniczką, którą zawsze miała przy sobie, zaciągnęła się dymem, a po chwili wypuściła niewielki kłębek.
[Rozsiadła się wygodnie w fotelu, miała w zwyczaju siadać bokiem, dzięki czemu nogi zwisały jej za jeden z podłokietników, mogła sobie nimi machać w powietrzu. Nie umiała usiedzieć bez ruchu, więc było jej to potrzebne do pełnego skupienia. Wertowała książkę szukając czegoś, co mogłoby się im przydać. Przypadkowo popiół spadł jej na kartkę, przetarła go od razu palcem, nie chciała zniszczyć tej książki.
Zamyśliła się na moment, widać to było po jej twarzy. - A co jeśli to nie jest żadna klątwa? - Chodziło jej to po głowie od jakiegoś czasu, co jeśli w ogóle szukali w złym miejscu?