25.09.2024, 12:25 ✶
– Raz czy dwa – skwitował, równie obojętnie co wcześniej. Nie miał pewności, czy tym Malusim chciała go obrazić, czy po prostu pokazać bezczelność, ale za stary był na to, aby choćby trochę się tym przejąć. – Duchy nie boją się żywych.
Wydmuchał kłąb dymu, jednocześnie mocniej owijając smycz wokół drugiej ręki, by utrzymać Cavalla przy nodze i nie dać się mu przypadkiem puścić pomiędzy drzewa. To był Las Wisielców. Cathal spędził w jego cieniu pięć letnich sezonów jako gówniarz, a potem wracał tu dostatecznie często, aby wiedzieć, że to miejsce jest przeklęte. Zarówno w dosłownym, jak i metaforycznym sensie. Krew, czarna magia i negatywne emocje wniknęły w ziemię i karmiły tutejsze drzewa.
– W przypadku samobójstwa traci się ubezpieczenie – odparł automatycznie, gdy pamięć usłużnie podsunęła odpowiedni ustęp przepisów. – I nie wieszaliby się wtedy w centrum lasu, gdzie nikt nie znajdzie ciała i nie udowodni śmierci.
Tchórzostwo? Zaciągnął się znowu, spojrzenie na moment koncentrując na towarzyszącym jej zwierzaku. Czasem tak. Nawet dość często tak. Ale widział w życiu dostatecznie wiele, aby zdawać sobie sprawę z tego, że czasem był to akt ostatecznej ucieczki przed upodleniem.
Miał nadzieję, że starczy mu zdrowych zmysłów i odwagi na to, aby skoczyć z jakichś klifów, gdy zacznie ogarniać go szaleństwo Slytherina. Wieszanie się brzmiało jak powolna i paskudna śmierć.
– Naprawdę? Spotykaliśmy zupełnie inne duchy.
Te z którymi miewał do czynienia tkwiły tutaj, bo nie umiały odrzucić tego, kim byli. Jęcząca Marta wciąż przeżywała dawne upokorzenia, Baron spowijał okolicę szronem, gdy ktoś pytał, skąd jego łańcuchy, Gruby Mnich wciąż próbował prawić kazania. Te starsze duchy w obcych językach splatały historię widzianą własnymi oczyma, nic nie mającą wspólnego z tym, jak świat wyglądał teraz, jak postrzegano moralność i historię, ukrywając to, co było dla nich niewygodne i Cathal czasem miał ochotę podsumować to jako pierdolenie.
Jego wzrok przesunął się wzdłuż wyblakłej nici, zawędrował w ciemność pomiędzy drzewami.
– Mogę ci powiedzieć, co czeka na końcu nici. Pułapka.
W Lesie Wisielców nie bywało inaczej. Albo ktoś zostawił tę nić z nadzieją, że kogoś zwabi w niebezpieczne miejsce – albo sam chciał użyć jej niby Jason nici Ariadny, ale zawędrował gdzieś, gdzie znalazł śmierć, i czerwień nigdy nie sprowadziła go z powrotem do domu.
– W tę stronę idzie do Zagajnika Zaklętych Drzew.
Wydmuchał kłąb dymu, jednocześnie mocniej owijając smycz wokół drugiej ręki, by utrzymać Cavalla przy nodze i nie dać się mu przypadkiem puścić pomiędzy drzewa. To był Las Wisielców. Cathal spędził w jego cieniu pięć letnich sezonów jako gówniarz, a potem wracał tu dostatecznie często, aby wiedzieć, że to miejsce jest przeklęte. Zarówno w dosłownym, jak i metaforycznym sensie. Krew, czarna magia i negatywne emocje wniknęły w ziemię i karmiły tutejsze drzewa.
– W przypadku samobójstwa traci się ubezpieczenie – odparł automatycznie, gdy pamięć usłużnie podsunęła odpowiedni ustęp przepisów. – I nie wieszaliby się wtedy w centrum lasu, gdzie nikt nie znajdzie ciała i nie udowodni śmierci.
Tchórzostwo? Zaciągnął się znowu, spojrzenie na moment koncentrując na towarzyszącym jej zwierzaku. Czasem tak. Nawet dość często tak. Ale widział w życiu dostatecznie wiele, aby zdawać sobie sprawę z tego, że czasem był to akt ostatecznej ucieczki przed upodleniem.
Miał nadzieję, że starczy mu zdrowych zmysłów i odwagi na to, aby skoczyć z jakichś klifów, gdy zacznie ogarniać go szaleństwo Slytherina. Wieszanie się brzmiało jak powolna i paskudna śmierć.
– Naprawdę? Spotykaliśmy zupełnie inne duchy.
Te z którymi miewał do czynienia tkwiły tutaj, bo nie umiały odrzucić tego, kim byli. Jęcząca Marta wciąż przeżywała dawne upokorzenia, Baron spowijał okolicę szronem, gdy ktoś pytał, skąd jego łańcuchy, Gruby Mnich wciąż próbował prawić kazania. Te starsze duchy w obcych językach splatały historię widzianą własnymi oczyma, nic nie mającą wspólnego z tym, jak świat wyglądał teraz, jak postrzegano moralność i historię, ukrywając to, co było dla nich niewygodne i Cathal czasem miał ochotę podsumować to jako pierdolenie.
Jego wzrok przesunął się wzdłuż wyblakłej nici, zawędrował w ciemność pomiędzy drzewami.
– Mogę ci powiedzieć, co czeka na końcu nici. Pułapka.
W Lesie Wisielców nie bywało inaczej. Albo ktoś zostawił tę nić z nadzieją, że kogoś zwabi w niebezpieczne miejsce – albo sam chciał użyć jej niby Jason nici Ariadny, ale zawędrował gdzieś, gdzie znalazł śmierć, i czerwień nigdy nie sprowadziła go z powrotem do domu.
– W tę stronę idzie do Zagajnika Zaklętych Drzew.