25.09.2024, 13:41 ✶
Ze spokojem przyjął optymistyczne podejście młodej Brygadzistki, choć on sam myślał w bardziej realistycznych kryteriach. Może nie był wykształconym detektywem, ale jak do tej pory nie udało mu się nic ustalić na własną rękę. Śmiał powątpiewać w to, że teraz miało pójść już z górki. Szczególnie, że nie mogli wiedzieć, czy i kiedy pokażą się sprawcy. Tamci równie dobrze mogli wszystko pozyskać i nie mieć zamiaru tu wrócić. Szczególnie, że w tym tygodniu ewidentnie nasilili intensywność działań.
- Trochę śmieci i magiczną siekierę w innym miejscu wycinki - odpowiedział pomocnie, nie dodając, że ta ostatnia sprawiła mu nie lada problem, bo po porzuceniu nadal próbowała ciąć wszystko dookoła.
Musiał ją unieszkodliwić mocnym zaklęciem. Zwykłe nie wystarczyły, więc siekiera już nie przypominała przedmiotu, którym powinna być. Teraz była wygięta i osmolona. Dodatkowo dociśnięta głazem do ziemi, w którą udało mu się ją wbić. Za to ku swojemu niezadowoleniu nie posprzątał papierków. Jedynie rzucił na nie zaklęcie przylepca, żeby nie zostały rozwiane przez wiatr. Wszystkie leżały nieruszone na swoim godnym pożałowania miejscu.
- Oczywiście. Zaprowadzę Panienkę do wszystkich miejsc zbrodni - kiwnął głową, bo głównie to wyłapał z lawiny słów, jakie wystrzeliła z ust. - Co zaś odnośnie pozostałych pytań... ...będzie je Pani musiała powtórzyć, Funkcjonariuszu Longbottom, niestety nie mam hiper pamięci - uniósł kącik ust, nie mogąc powstrzymać się przed tą drobną uszczypliwością.
Tym bardziej po tym jak zaczęła go wypraszać z jego własnego terenu.
- Jak daleko mam odejść, żeby nie naruszyć delikatności tych Pani - znowu wykrzywił kącik ust i nawet nie próbował brzmieć na zadowolonego z oddelegowania go - profesjonalnych metod badawczych?
Nie miał zamiaru roztrząsać, o jakie zaklęcia jej chodzi, ale jakoś przeszło mu przez myśl, że to mogła być próba pozbycia się go z miejsca zdarzenia. Nie zarzucał jej tego ze stuprocentową pewnością. Oczywiście. Jakżeby śmiał. Natomiast działania członków Brygady Uderzeniowej nie były mu tak całkiem nieznane. Nigdy wcześniej nie został wyproszony z terenu zbrodni. Czy to własnego, czy to dla przykładu w Mungu albo na Pokątnej. To był pierwszy raz. Tym bardziej kwestionował zatem podobne metody, bo ich nie znał ani o nich nie słyszał.
Nie zakładał również, że Ministerstwo przysłało im swoją najsilniejszą wojowniczkę. Może był w tym trochę grubiański i krótkowzroczny (całe szczęście w swojej głowie mógł taki być bez konsekwencji). Natomiast zdążył ocenić młodą funkcjonariuszkę Longbottom. Nie brakowało jej entuzjazmu (najpewniej) nowicjusza - to oczywiste. Aczkolwiek Ambroise założył, że nie była też najostrzejszym sztućcem w mininistralnej szufladzie.
Znając przyjemniaczków z Biura i ich podejście, szczególnie do zabawnie brzmiących przypadków (dla kogo śmiesznie dla tego śmiesznie, oczywiście) dali mu tutaj kogoś, kto nie korzystał z żadnych zajebiście delikatnych i innowacyjnych metod. Dużo szybciej założył, że przez jej niski staż zawodowy po prostu nie umiała rzucać stabilnych zaklęć i nie chciała się przy nim stresować. Wbrew pozorom był to w stanie zrozumieć.
Nie winił młodej kobiety za to, że banda tamtych nie dbała o relacje z Greengrassami. Ich by przyrównał do tłuczka do ziemniaków blokującego wcześniej wspomnianą szufladę przed otwarciem. Tak jak wszystkie miejsca, Ministerstwo potrzebowało świeżej krwi a uporczywie się wzbraniało przed korzystnymi zmianami. Ambroise z rozgoryczeniem stwierdził, że jakkolwiek pójdzie ich współpraca, postara się nie zarżnąć ambitnego jagniątka, które mu tu wysłali.
Nie potrzebowali pokutnych ofiar tylko wzięcia złodziejów za mordy, żeby tamci pożałowali całego procederu. Najlepiej do końca ich żałosnych egzystencji.
- Wolałbym tu Pani samej nie zostawiać - dopowiedział w próbie bycia uprzejmym, ale stanowczym. - Nie wątpię, oczywiście, w Panienki kompetencje, ale tych szabrowników było wielu.
- Trochę śmieci i magiczną siekierę w innym miejscu wycinki - odpowiedział pomocnie, nie dodając, że ta ostatnia sprawiła mu nie lada problem, bo po porzuceniu nadal próbowała ciąć wszystko dookoła.
Musiał ją unieszkodliwić mocnym zaklęciem. Zwykłe nie wystarczyły, więc siekiera już nie przypominała przedmiotu, którym powinna być. Teraz była wygięta i osmolona. Dodatkowo dociśnięta głazem do ziemi, w którą udało mu się ją wbić. Za to ku swojemu niezadowoleniu nie posprzątał papierków. Jedynie rzucił na nie zaklęcie przylepca, żeby nie zostały rozwiane przez wiatr. Wszystkie leżały nieruszone na swoim godnym pożałowania miejscu.
- Oczywiście. Zaprowadzę Panienkę do wszystkich miejsc zbrodni - kiwnął głową, bo głównie to wyłapał z lawiny słów, jakie wystrzeliła z ust. - Co zaś odnośnie pozostałych pytań... ...będzie je Pani musiała powtórzyć, Funkcjonariuszu Longbottom, niestety nie mam hiper pamięci - uniósł kącik ust, nie mogąc powstrzymać się przed tą drobną uszczypliwością.
Tym bardziej po tym jak zaczęła go wypraszać z jego własnego terenu.
- Jak daleko mam odejść, żeby nie naruszyć delikatności tych Pani - znowu wykrzywił kącik ust i nawet nie próbował brzmieć na zadowolonego z oddelegowania go - profesjonalnych metod badawczych?
Nie miał zamiaru roztrząsać, o jakie zaklęcia jej chodzi, ale jakoś przeszło mu przez myśl, że to mogła być próba pozbycia się go z miejsca zdarzenia. Nie zarzucał jej tego ze stuprocentową pewnością. Oczywiście. Jakżeby śmiał. Natomiast działania członków Brygady Uderzeniowej nie były mu tak całkiem nieznane. Nigdy wcześniej nie został wyproszony z terenu zbrodni. Czy to własnego, czy to dla przykładu w Mungu albo na Pokątnej. To był pierwszy raz. Tym bardziej kwestionował zatem podobne metody, bo ich nie znał ani o nich nie słyszał.
Nie zakładał również, że Ministerstwo przysłało im swoją najsilniejszą wojowniczkę. Może był w tym trochę grubiański i krótkowzroczny (całe szczęście w swojej głowie mógł taki być bez konsekwencji). Natomiast zdążył ocenić młodą funkcjonariuszkę Longbottom. Nie brakowało jej entuzjazmu (najpewniej) nowicjusza - to oczywiste. Aczkolwiek Ambroise założył, że nie była też najostrzejszym sztućcem w mininistralnej szufladzie.
Znając przyjemniaczków z Biura i ich podejście, szczególnie do zabawnie brzmiących przypadków (dla kogo śmiesznie dla tego śmiesznie, oczywiście) dali mu tutaj kogoś, kto nie korzystał z żadnych zajebiście delikatnych i innowacyjnych metod. Dużo szybciej założył, że przez jej niski staż zawodowy po prostu nie umiała rzucać stabilnych zaklęć i nie chciała się przy nim stresować. Wbrew pozorom był to w stanie zrozumieć.
Nie winił młodej kobiety za to, że banda tamtych nie dbała o relacje z Greengrassami. Ich by przyrównał do tłuczka do ziemniaków blokującego wcześniej wspomnianą szufladę przed otwarciem. Tak jak wszystkie miejsca, Ministerstwo potrzebowało świeżej krwi a uporczywie się wzbraniało przed korzystnymi zmianami. Ambroise z rozgoryczeniem stwierdził, że jakkolwiek pójdzie ich współpraca, postara się nie zarżnąć ambitnego jagniątka, które mu tu wysłali.
Nie potrzebowali pokutnych ofiar tylko wzięcia złodziejów za mordy, żeby tamci pożałowali całego procederu. Najlepiej do końca ich żałosnych egzystencji.
- Wolałbym tu Pani samej nie zostawiać - dopowiedział w próbie bycia uprzejmym, ale stanowczym. - Nie wątpię, oczywiście, w Panienki kompetencje, ale tych szabrowników było wielu.