Motyl, w kulturze anglosaskiej, był symbolem przeobrażenia – delikatną, lecz potężną istotą, która uosabia tajemniczy proces przemiany. Tak jak gąsienica, która opuszcza swoje ziemskie ciało, by wznieść się ku światłu, każdy z nas ma w sobie ukrytą zdolność do odrodzenia, do odkrycia swojego prawdziwego ja. Motyl przypomina, że przemiana jest bolesnym, ale koniecznym procesem. Musimy porzucić to, co znamy, nawet jeśli daje nam to poczucie bezpieczeństwa, aby zyskać skrzydła. W okultystycznej tradycji motyl staje się nie tylko oznaką piękna, ale także ulotności życia – przypomnieniem, że każdy dzień jest kruchy i cenny. Czas, jak pył na skrzydłach motyla, jest niemal niewidoczny, ale jego strata jest nieodwracalna.
Przynajmniej na ten moment dla Morpheusa. W tamtym momencie jeszcze nie spotkał czasozmieniacza w swoim życiu i na złotym łańcuszku nosił maleńką, złotą harfę, emblemat Apollina.
— Rzucam więc życzenie ku zasypiającym gwiazdom, żebyś znalazł kogoś, kto będzie cię kochał prawdziwie i nie będziesz musiał ograniczać niczego w swojej osobie — powiedział szeptem ze szczerością, która mogła pochodzić tylko od drugiej połowy duszy, od zmęczonego nastolatka, który wypije rano do śniadania czarną kawę i będzie udawał, że nic się nie stało, że jego serce nadal jest na właściwym miejscu.
— Przygotuję się na to, że może ta opowieść skończy się inaczej, ale jakoś nie wierzę, że któregoś dnia obudzę się z pełną skrytką na tylko moje imię i siwymi włosami — Nawet jeżeli mówili o sobie, że mają stare dusze, to przy obecnych ograniczeniach młodego ciała, próba projekcji starszej wersji, ze zmarszczkami, była mocno pokraczna i nierealistyczna. Morpheusowi brakowało wyobraźni, aby zobaczyć ich obu w wieku późniejszym niż dwadzieścia-kilka, gdy gubią całkowicie okrągłość dzieci i wyglądają kompletnie, jak dorośli mężczyźni.
— Mamy plan. I celowo nigdzie się wybieram. Łamiemy łańcuch i żyjemy.
I gwiazdy były świadkami ich planów i nie powiedziały nic. Cześć uśmiechało się przyjaźnie z firmamentu, a część złośliwie, kształtując ich los w najbardziej niespodziewane formy, przekraczając zupełnie wyobrażenia obojga.