- Tyko, czy faktycznie zgadzanie się na to jest zgodne z naszą naturą? - Z jej raczej nie było. Należała do osób, które walczyły z czym tylko się dało, czasem tyko po to, żeby walczyć, żeby poczuć cokolwiek. Taki już miała styl życia, lubiła znajdować się w niebezpieczeństwie. Nie przepadała za akceptowaniem prostych rozwiązań, gdyby mogła pewnie sama weszłaby w ten ogień i pozwoliła się spalić, aby tylko poczuć, jak to jest spłonąć. Nie była to szczególnie przyjemna wizja, no ale tak już miała.
Nie przywykła do takich filozoficznych rozmów, to nie było w jej stylu, próbowała się w tym odnaleźć, ale czuła, że trochę błądzi, nie do końca odnajdywała sens w tym, co on mówił i co ona myślała. Miała nadzieję, że nie wytknie jej tego.
- Naprawdę uważasz, że takie pierdoły mówią najwięcej o człowieku? - Jasne, nie miała pojęcia, jaki był jego ulubiony kolor, nie wiedziała nawet kiedy miał urodziny, nie posiadała takich informacji, ale to nie one były dla niej najważniejsze. Na swój sposób udało jej się go poznać, a przynajmniej takie miała wrażenie. Nie sądziła zresztą, żeby on przykładał wagę do takich drobnostek, może się myliła? Może faktycznie znała go słabo, tak jak jej sugerował. Trochę jej się nie podobało, że mogłoby faktycznie tak być, bo nie chciała, żeby uważał ją za obcą, chciała wiedzieć o nim wszystko. Wiedziała jednak, że do tego jeszcze długa droga, przecież dopiero poznawali się po raz trzeci, w zupełnie innych rolach, w nowej sytuacji.
- Pff, jeśli tylko chcę potrafię być prawdziwym dupkiem, takim, że inni nie są w stanie mi podskoczyć. - Potrafiła przybierać taką rolę, szczególnie, gdy ktoś nadepnął jej na odcisk. Umiała uprzykrzać innym życie, nigdy jednak nie robiła tego dla czystej przyjemności. Ktoś musiał ją sprowokować, aby pokazywała tę stronę siebie, tak naprawdę była wrażliwa i całkiem przystępna, jeśli dostawała ku temu szansę. Nie jej wina, że najczęściej na jej drodze pojawiali się ci, którzy lubili zadzierać nosa, również nie jej winą było to, że przyjemność sprawiało jej ścieranie im tych głupich uśmiechów z twarzy.
Starała się nie pokazywać swoich słabości i tego, co kryło się pod tymi pozorami nikomu, kto na to nie zasługiwał, bo wiedziała, że przez to bardzo łatwo było ją zranić. Przywiązywała się do ludzi, chociaż wolałaby tego nie robić, bo to nie ułatwiało egzystencji na tym świecie.
Przewróciła oczami, kiedy usłyszała kolejny, jakże wspaniały argument, jakim postanowił ją uraczyć. Naprawdę spodziewał się, że to wystarczy? - Nie mam nic do twojej twarzy, przynajmniej zazwyczaj, dzisiaj tylko trochę mi się nie podoba. - Nie, żeby miała coś złego na myśli, po prostu się o niego martwiła, szkoda, że nie chciał tego zrozumieć, tylko znowu postanowił potraktować to tak lekko. Naprawdę zależało jej na tym, żeby zaczął o siebie dbać, tylko tyle.
- Wiesz, że jestem dużą dziewczynką i potrafię o siebie zadbać, prawda? - Lubiła to podkreślać, nie było wiele rzeczy, których się bała, a już na pewno nie należał do niej samotny powrót nad ranem do domu. Robiła to wiele razy, czasem naprawdę mocno pijana i nigdy nie przydarzyło jej się nic złego. Nie sądziła, że tym razem mogłoby być inaczej. Była naprawdę pewna tego, że nic by się jej nie stało. Kolejną rzeczą, której była pewna było to, że wiedziała, że jeśli Ambroise by się uparł, to nie byłaby w stanie mu wyperswadować tego pomysłu z głowy, więc zapewne i tak by ją odprowadził, nie chciała jednak, aby czuł się zobowiązany, czy coś. Nie znosiła myśli, że ktoś czuje się za nią odpowiedzialny, chociaż przecież sama robiła to samo w stosunku do niego.
- To całkiem uczciwy układ. - Gdyby tylko wiedziała, że na starcie miał nad nią przewagę, to pewnie nigdy by go nie zaakceptowała. Niestety nie miała pojęcia o tym, że dolewał sobie do alkoholu eliksirów, nie była jasnowidzką, a szkoda, mogłaby mu wtedy wytknąć, że jest oszustem. W tym wypadku jednak zaakceptowała tę propozycję. Naiwna Geraldine, nie przewidziała, że może przegrać to z kretesem.
- Teraz? Coś ty, ja zawsze szukam wyzwań, taka już moja natura. - Oczywiście, kiedy paliła się jej dupa, coraz więcej gówna działo się w jej życiu to robiła to jeszcze z większą intensywnością. Wtedy najchętniej łapała się wszystkiego, czego tylko mogła, aby zająć czymś swój umysł i ciało. Potrzebowała tego, aby zbyt wiele nie myśleć, to oczyszczało jej umysł. Uwielbiała wyzwania w każdej postaci.
- To się dopiero okaże, trochę wstyd będzie, jak wymięknę na samym początku. - Wiedziała, że jeśli sobie coś założy to raczej mało prawdopodobnie będzie to, że odpuści. Nigdy jednak nie przykładała się do języków, z angielskim radziła sobie dobrze, ale to przez lata nauki w Hogwarcie, udało jej się nawet zgubić walijski akcent, pojawiał się wyłącznie wtedy, kiedy była naprawdę wkurwiona i zaczynała mówić bardzo szybko.
Nigdy nie przykładała wagi do nauki innych języków, nie wydawało jej się to potrzebne, szczególnie, że nie miała jednego kraju do którego najczęściej podróżowała, raczej plątała się po całym świecie, nie potrafiła nawet stwierdzić, który z języków mógłby się jej najbardziej przydać, dlatego cóż - nie wybrała żadnego. Idealne rozwiązanie.
Westchnęła ciężko. Czuła rozgoryczenie w tym co mówił. Tak, coś mieszało im w głowach, tak to nie było normalne, ale dobrze było znaleźć chociaż odrobinę normalności w tym wszystkim, żeby do reszty nie zwariować i nie skupiać się tylko i wyłącznie na tym szaleństwie. - Nie masz obrzydliwego charakteru. - Znowu postanowiła negować to co mówił. Nie rozumiała zresztą dlaczego tak o sobie mówi, na tyle na ile zdążyła go poznać, to raczej trudno jej się było doszukać w nim czegoś obrzydliwego. Wręcz przeciwnie, szczególnie ostatnio zauważała jego wiele zalet, mogłaby mu je tu nawet zacząć recytować, chociaż trochę przerażało ją to, że zaczęła w nim widzieć tyle dobrych stron. Nie mogła się oszukiwać, patrzyła na niego od tej wizyty w dworku zupełnie inaczej.
- Mhm. - Nie wiedział, to dobrze, było to nawet pocieszające, bo ona też nie wiedziała. Nie lubiła być jedyną osobą, która nie dostrzegała oczywistych rzeczy. W tym wypadku jednak najwyraźniej oboje nico się gubili w tym co się działo. Tracili kontrolę, ale byli w tym razem, nie zostali skazani na babranie się w tym gównie w samotności. Cieszyła się zresztą, że tym razem postanowili współpracować, nie miała pojęcia, czy dałaby radę przetrawić to sama.
Sytuacja była mocno skomplikowana, bo nie mieli świadomości, co w tym wszystkim było prawdziwe, sama gubiła się w swoich myślach, łapała na czymś, czego nigdy by nie powiedziała, czy zrobiła. Jakoś to akceptowała, wiedziała, że nie da rady z tym walczyć, czy to było odpowiednie podejście, pewnie nie. Proste, to na pewno, ale czy faktycznie miało sens? Najmniejszego, powinna z tym walczyć z całych sił, nie dać sobie mieszać w głowie, najwyraźniej jednak nie była zbyt silna.
Mroźne powietrze było naprawdę przyjemne, przynosiło spokój, którego teraz potrzebowała. Balkon może nie należał do największych, jednak jakoś udało im się zmieścić na nim we dwójkę. Nie było jej zimno, bo koc skutecznie ogrzewał jej ciało. Kiedy znajdowała się tak blisko niego miała ochotę oprzeć swoją głowę na jego ramieniu, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do mężczyzny, nie zrobiła tego jednak, bała się, że zaczną się za bardzo spoufalać, to nie tak, że tego nie chciała, obawiała się jednak, że mogło to by im tylko jeszcze bardziej namieszać w głowach, a i tak już byli mocno niestabilni.
Poczęstowała się fajką, chociaż przecież przed chwilą skończyła palić swoją. Nie przeszkadzało jej to jednak w tym, aby od razu sięgnąć po następną. Wsadziła ją sobie w usta, pomógł jej z kocem, przytrzymał go, aby się z niej nie zsunął kiedy wyciągała dłoń po papierosa. Nie miała przy sobie zapalniczki, wybrała więc najprostszą opcję do odpalenia swojej fajki. Zbliżyła swoją twarz do jego, przytrzymała przy tym dwoma palcami fajkę którą miała w ustach, żeby przypadkiem jej nie wypadła i skorzystała z żaru, którym tlił się jego papieros. Zaciągnęła się przy tym głęboko dymem, żeby to faktycznie doszło do skutku. Plan się powiódł, mogła więc truć się razem z nim w całkiem urokliwej atmosferze.